środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział XIII

  Po nocy pełnej wrażeń wystarczyła chwila, bym zapadła w objęcia Morfeusza. Przyłożyłam głowę do poduszki i zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam zobaczyłam długą, szeroką plażę. Moje stopy dotykały miękkiego, mokrego piasku, a ciepłe fale obijały się o nie. Szłam wolno, a każdy krok zostawiał na piasku ślady, które po chwili zmywała woda. Na plaży było ciemno, lecz w oddali zdołałam dostrzec jasny punkcik. Gdy wytężyłam wzrok, zdałam sobie sprawę, że to ognisko. Przy nim rozłożony był duży koc, a na nim stał wiklinowy kosz - taki, który zabiera się na pikniki lub romantyczne randki. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie byłam sama. Moje palce były splecione z palcami wysokiego, opalonego mężczyzny. Takiego, którego dobrze znałam, ale nigdy nie podejrzewałabym, że to z nim będę iść za rękę. Z brązowymi włosami sięgającymi brody i oczami, których kolor był zmienny, niczym prądy morskie, wyglądał zupełnie jak Viator. Jednak zachowywał się inaczej, niż Viator, którego znałam. Jego uśmiech, który był ciepły i obejmował również oczy był tak różny od tego złośliwego uśmiechu, do którego przywykłam, że moja prawdziwa ja zachłysnęła się powietrzem. Jednak Beatrice we śnie, nie zwracając uwagi na moją reakcję, odwzajemniła tylko jego uśmiech i wspięła się na palce, by pocałować go w policzek. On przejechał palcami drugiej ręki po jej ramieniu, powodując przyjemną gęsią skórkę. I choć odczuwałam to wszystko doskonale, to Beatrice we śnie pociągała za sznurki. Ja byłam tylko obserwatorem uwięzionym w jej ciele, niezdolnym do niczego innego, prócz patrzenia.
   Choć i tak szliśmy wolno, po chwili zatrzymaliśmy się całkowicie, patrząc na ciemny, spokojny ocean. Viator wyswobodził swoje palce z mojego uścisku, lecz tylko po to, by po chwili położyć je na moich biodrach. Mężczyzna znalazł się za mną, jeżdżąc rękami od mojej talii w kierunku ramion. Od jego dotyku przebiegały mnie przyjemne dreszcze. Odgarnął włosy z mojej szyi i schylił się, by mnie w nią pocałować. Jego usta przebyły drogę od ramienia przez obojczyk, zanim dosięgnęły mojego ucha. 
- Co powiesz na kąpiel w oceanie? - spytał cicho, muskając mnie w płatek ucha. 
- Nie mam kostiumu...- odpowiedziałam drżącym głosem, ponieważ jego ręce wdarły się pod moją koszulkę i zataczały koła na brzuchu. Mężczyzna roześmiał się i odwrócił mnie w swoją stronę. Pochylił się, by jego oczy znajdowały się na równi z moimi:
- Kiedy mężczyzna proponuje ci kąpiel w oceanie, Trice, wiedz, że chodzi mu o nagą kąpiel - powiedział zmysłowym głosem - Choć mam nadzieję, że ta wiedza nie będzie ci potrzebna przy żadnym innym mężczyźnie.
  Byłam zirytowana tym, że znowu musi mnie pouczać, ale senna ja nie czuła się urażona. Objęłam go rękami za szyję i powiedziałam:
- Nie boisz się, że jakieś rybki nas zobaczą i rozprzestrzenią plotki? 
- Takich plotek nie ma się co wstydzić - odpowiedział i znowu obrócił mnie tyłem do siebie. Schylił się, by rozpiąć zamek mojej koronkowej sukienki, jednocześnie obsypując pocałunkami moje plecy. Podniósł głowę, by dosięgnąć moich ust. Jednak nigdy do nich nie dotarł, gdyż zatrzymując się milimetry przed nimi, spytał cicho, głosem, który z pewnością nie należał do niego:
- Kim jest twój ojciec, Trice? Kim, na bogów, jest twój ojciec?
***
   Ocean rozwiał się, a jego miejsce zastąpił mały, przytulny domek w żółtym kolorze. Wiedziałam, że dalej śniłam, ponieważ otoczenie było zbyt ładne, by być prawdziwe. Dziesiątki małych domków otaczał sosnowy las. Pogoda była przepiękna, a ulice były czyste, bez żadnego, nawet najmniejszego śmiecia. Na drzewach wesoło śpiewały ptaki, a w oddali widziałam kaczą rodzinkę, przechodzącą przez trawnik w stronę małego jeziorka. Senna Beatrice wysiadła z samochodu i skierowała się w stronę drzwi do żółtego domu. W jednej ręce trzymała dużą, ozdobną torbę, z której wystawał łeb pluszowego delfina. Drugą ręką zastukała do drzwi. Wszystko, co robiła, robiłam i ja. Czułam, jakbyśmy były dwiema osobami uwięzionymi w jednym ciele, choć ona nie miała o mnie pojęcia. Czy w snach zawsze tak jest? Wytężyłam umysł, ale nie mogłam sobie przypomnieć. 
   Po chwili w drzwiach pojawił się Trey. Wyglądał jednak o kilka lat starzej niż Trey, którego znałam. Był trochę wyższy, a jego mięśnie były jeszcze bardziej zarysowane. Jednak jego uśmiech był tak samo szeroki jak zwykle, gdy przytulił mnie na powitanie. Usłyszałam płacz dziecka na kilka sekund przed tym, jak Algida wyszła z kuchni, trzymając małą dziewczynkę jedną ręką przy swoim boku. W drugiej ręce miała łyżeczkę, którą próbowała karmić dziecko, ale ono wykręcało główkę i darło się głośno. Moja przyjaciółka również wyglądała doroślej. Zrzuciła parę kilo, a duża blizna na jej policzku stała się prawie niewidoczna. Widząc mnie, Allie posłała w moją stronę promienny uśmiech, który jednak nie dosięgnął jej oczu, w których kryło się zmęczenie. 
- Przepraszam cię za ten harmider, Beatrice, ale mała znowu nie spała całą noc, rozrabiając. Wyobraź sobie, że pocięła mi firankę - wskazała na okno w salonie, nad którym faktycznie wisiała wybrakowana zasłona - I uszyła z niej sukienkę dla swojej lalki. Dziadek Hefajstos jednak coś jej pozostawił w genach - westchnęła i połaskotała małą, która już się trochę uspokoiła. 
Roześmiałam się i podeszłam, wyciągając w stronę dziewczynki rękę z prezentem. Jednocześnie zauważyłam na swoim palcu złoty pierścionek z dużym diamentem. Senna Beatrice podpowiedziała mi, że to pierścionek zaręczynowy i wnioskując po moim wcześniejszym śnie, z łatwością zgadłam, od kogo go dostałam. Dziewczynka na widok prezentu uśmiechnęła się słodko i przechyliła do przodu, sięgając po niego małą rączką. Allie posłała mi gniewne spojrzenie. 
- Co tydzień kupujesz jej nowy prezent, Trice. Mówiłam ci już, żebyś przestała, bo w końcu zbankrutujesz.
- Oj, daj spokój - wzruszyłam ramionami - Chrzestna matka ma jakieś obowiązki. 
   Z miejsca, w którym stałam, widziałam duży salon ze szklanymi drzwiami, które prowadziły na taras. Za tarasem znajdowała się mała chatka, która, jak podpowiedziała mi senna Beatrice, była pracownią Algidy. Przyjaciółka majstrowała tam przy zegarkach, telefonach i wszystkim, co miała pod ręką. Udoskonalała tam również motor, który niedawno sprawił sobie Trey. 
- Skoro przy tym jesteśmy, to gdzie pan chrzestny? - zagadnął Trey - I jednocześnie przyszły pan młody?
- Spóźni się, jak zawsze - machnęłam ręką - Wiecie, jaki on jest. 
Spojrzałam na małą, która trzymała w rączkach rozpakowanego już delfina. Patrzyła na niego z zachwytem w oczach i głaskała ręką po puchatym grzbiecie. Wskazałam na jego płetwę. 
- Jeśli tu naciśniesz, on zacznie mówić. 
Dziewczynka roześmiała się radośnie i nacisnęła płetwę. Na chwilę zapadła cisza, a potem z delfina zaczął wydobywać się dziecięcy, przerażający głos:
- Będą mówić, że jesteś diabelskim nasieniem. Czymś, co trzeba zniszczyć. Będą cię mieli za potwora, ale ty będziesz znać prawdę. To nie ty jesteś potworem, Beatrice Mead. Oni są. 
   Patrzyłam się w niemym osłupieniu na zabawkę. Nawet senna Beatrice była zaskoczona. Gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam, że Algida, Trey oraz ich córka również zamarli. Wpatrywali się we mnie pustym wzrokiem, a po chwili zaczęli zgodnie powtarzać:
- Oni są, oni są, oni są...
***
Następną osobą, którą zobaczyłam, gdy moi przyjaciele rozpłynęli mi się przed oczami, był około czterdziestoletni mężczyzna. Był najciekawiej wyglądającym człowiekiem, jakiego widziałam. Każde pasmo jego długich włosów i brody miało inny kolor, a ich położenie zmieniało się z każdą sekundą. Jedno oko było pomarańczowe, a drugie różowe. Na powiekach miał niebieski brokat, który lekko się iskrzył. Mężczyzna siedział w kolorowym fotelu, a brodę opierał na rękach, jakby na coś czekał. W powietrzu unosiła się delikatna mgiełka, która zasłaniała wszystko, prócz nas. Mężczyzna uśmiechnął się na mój widok i powiedział: 
- Muszę przyznać, że masz bardzo ciekawe sny. Jaka szkoda, że żaden z nich się nigdy nie spełni - wskazał na fotel przed nim - Proszę, usiądź.
Zaplotłam ręce na piersi i popatrzyłam na niego twardo. 
- Dziękuję, postoję. Możesz mi wyjaśnić, kim jesteś? - znieruchomiałam, gdy uświadomiłam sobie, że słowa naprawdę wydobyły się z moich ust. Dotychczas dowodziła senna Beatrice, nie pozwalając mi nic zrobić, ani powiedzieć. Teraz ona zniknęła, a ja mogłam znowu sama podejmować decyzje. 
Mężczyzna zrobił zawiedzioną minę. 
- Nie poznajesz mnie? Czego was tam uczą w tej Siedzibie?
Było w nim coś, co sprawiało, że nie chciałam go zawieść. Ta potrzeba była tak silna, że powiedziałam pierwsze, co przyszło mi do głowy:
- Jesteś... bogiem tęczy?- zaryzykowałam.
- Bogiem tęczy! - prychnął - Niech no tylko powiem to Iris! - jego dwukolorowe oczy skanowały mnie - Jestem bogiem snów, dziecko. Morfeuszem. 
Teraz już wiedziałam, kto był odpowiedzialny za moje dzisiejsze koszmary. Wzięłam się pod boki, patrząc na niego groźnie. 
- Majstrowałeś przy moich snach?! 
- Odrobinkę - przyznał, nie wykazując ani odrobiny skruchy - Ale musisz przyznać, że były ciekawe. Czy nie chciałabyś takiego życia? 
- Jesteś chory - stwierdziłam i dopiero potem pomyślałam, że obrażanie boga to nienajlepszy pomysł - Viator to mój nauczyciel, a ty zsyłasz mi takie myśli!
- Zabawne, jak denerwujesz się na mnie - przerwał, zapewne dla wzmocnienia efektu - podczas, gdy to ty sama wymyśliłaś tamten kawałek - widząc moją zaszokowaną minę, ciągnął - Mówiłem już, że tylko troszkę pogrzebałem w twoich snach. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent to twoje własne marzenia senne. Ja tylko dodałem ostatnie ich kawałki.
- Jesteś chory - powtórzyłam, ale nie byłam już tego taka pewna. Nie podejrzewałam siebie o takie sny z Viatorem w roli głównej, ale jednocześnie nie wyczuwałam, by bóg kłamał. Czy naprawdę moja podświadomość marzyła o takim życiu?  
- W każdym bogu kryje się odrobina szaleństwa - przyznał - Jednak nie jesteśmy tu po to, by rozmawiać o naszych słabościach. 
Obraz zaczął lekko podskakiwać, jak na starych telewizorach. Morfeusz zaklął po starogrecku, a ja, choć nie znałam tego języka, doskonale go zrozumiałam. 
- Nasz czas się kończy - powiedział z irytacją w głosie, która nie pasowała do jego wesołego, kolorowego wyglądu - Nie przypuszczałem, że twoje sny będą tak długie. Jednak myślę, że wystarczy mi czasu na przekazanie ci wiadomości...
Jego twarz zaczęła mi znikać sprzed oczu, zlewając się z białą mgiełką, wiszącą w powietrzu. Nim się obudziłam, zdążyłam jeszcze usłyszeć:
- Twój ojciec po ciebie idzie. 
***
Na szczęście już nie przeniosło mnie w żaden inny sen, ani, co gorsza, na pogawędkę z jakimś bogiem. Obudziłam się, znajdując się we własnym łóżku, mając przed nosem zegar. Chwila. Mając przed nosem zegar?! Spojrzałam na niego szybko. 8:01. Ja to mam szczęście. Zaklęłam pod nosem, wstając szybko z łóżka. Miałam nadzieję, że Viator nie będzie się bardzo gniewał, że się spóźniłam. Ubrałam się w to, co miałam pod ręką - biały podkoszulek i czarne dresowe spodnie (bardzo oryginalnie, Beatrice) oraz związałam włosy w koński ogon. Umyłam szybko zęby, ochlapałam twarz wodą i niczym błyskawica wyleciałam z pokoju. Na szczęście, Siedziba nie stanowiła dla mnie już tak niezrozumiałej plątaniny korytarzy, jak wcześniej i bez trudu znalazłam salę treningową... w której nikogo nie było. Ja biegłam na złamanie karku, a Viator, który przypominał mi wczoraj, bym się nie spóźniła, był nieobecny. Z głośnym westchnieniem usiadłam na fotelu, w którym zwykł on czytać książki i i czekałam. Czekałam, czekałam, czekałam. Minut mijały, a mój trener się nie pokazywał. Gdy wybiła dziewiąta, zaczęłam podnosić się z fotela, jednak wtem drzwi się otworzyły i stanął w nich Viator. Nie był ani trochę zasapany, co znaczyło, że się nie spieszył. Gdy tylko go zobaczyłam, przypomniał mi się dzisiejszy sen, a na policzki wpłynęły rumieńce. On jednak nie zwrócił uwagi na ten szczegół, gdyż jego uwagę przyciągnęło coś innego.
- Dlaczego siedzisz na moim fotelu?
- Kupić ci zegarek? - prawie weszłam mu w słowo, ignorując jego pytanie.
Zmarszczył brwi, a jego rysy złagodniały.
- Dziękuję, byłoby miło - odpowiedział, lekko zaskoczony moją hojnością.
- To było pytanie retoryczne - wywróciłam oczami, pilnując się, by nie wybuchnąć śmiechem. Czy naprawdę myślał, że zafunduję mu zegarek? W jakim świecie on żyje? Zrobił zniesmaczoną minę.
- Nigdy nie zrozumiem, dlaczego wy, herosi, zadajecie pytania, na które nie chcecie poznać odpowiedzi.
- "Wy, herosi"?- uniosłam brwi.
- My, herosi - poprawił z rozdrażnieniem.
Westchnęłam, wstając z fotela. Jego mina od razu się rozpogodziła, gdy zobaczył, że opuszczam jego ulubione miejsce.
- To co mam dzisiaj robić? - spytałam - Znowu biegać? Wiesz, byłoby miło, gdybyśmy nieraz stąd wyszli - dodałam - Ta sala zaczyna mi się śnić po nocach - nie zamierzałam wspominać o innych rzeczach, które mi się śniły.
- Wiesz, masz rację. Przekonałaś mnie. Pójdziemy dzisiaj na plażę.
- Żartujesz? - spytałam, osłupiała. Czy on wiedział o moim śnie? Jeśli nie, to dlaczego wybrał, spośród wszystkich miejsc, akurat plażę?
- Z tym, że jesteś przekonująca? Zdecydowanie.- nim zdążyłam się odciąć, dodał - Ale z plażą wcale nie żartowałem. Trzeba się trochę poopalać, no nie?
Gdy nie odpowiadałam, nie mogąc uwierzyć, że po raz pierwszy od przybycia do Palm Bay, zobaczę plażę, westchnął z rozdrażnieniem i dodał:
- Ruchy, Mead. Bo się w końcu rozmyślę.
Ruszyłam wolno w stronę wyjścia, lecz wtedy przypomniałam sobie o najważniejszej sprawie. Zadając to pytanie, miałam wrażenie deja vu. Czułam, jakby mój sen stawał się rzeczywistością. Modliłam się, by moje policzki pozostały blade.
- Mam zakładać kostium? - byłam z siebie dumna, gdyż udało mi się zachować neutralny ton głosu.
- Nie, Mead, jeśli chcesz pływać nago, mi to nie przeszkadza - wywrócił oczami, dając mi jasną odpowiedź. Nie dałam się wyprowadzić z równowagi i bez słowa skierowałam się do pokoju, by się przebrać.
   Kilka minut później spotkaliśmy się pod Siedzibą. Przez ramiona miałam przewieszony ręcznik, a pod plażową sukienką skrywałam dwuczęściowy, turkusowy kostium, ukazujący więcej, niżbym chciała pokazywać Viatorowi. Był to jednak mój jedyny kostium, więc nie miałam żadnej innej alternatywy. Mój trener założył Ray-Bany, w których wyglądał jeszcze lepiej, niż zwykle, a włosy zmierzwione przez wiatr, układały się w artystyczny nieład. Niepokoiło mnie, że zwracam uwagę na takie szczegóły. Ale jeszcze bardziej niepokoił mnie inny szczegół. Gdy zbliżyliśmy się do bramy, spytałam:
- A potwory? Nie zaatakują nas?
Viator roześmiał się, jakbym powiedziała coś zabawnego.
- Potwory atakują tylko w nocy. W dzień śpią, ponieważ światło słoneczne źle na nie wpływa.
Uspokojona tą informacją, wyszłam poza granice Siedziby. Od plaży dzieliło nas jedynie pięćset metrów, a całą drogę przeszliśmy w ciszy, nieraz tylko rzucając jakieś uwagi. Wiedziałam, że zawsze mającemu wiele do powiedzenia Viatorowi ta cisza odpowiadała, gdyż zagłębił się w swoich myślach. Ja również miałam nad czym rozmyślać. Najbardziej niepokoiło mnie moje dzisiejsze spotkanie z Morfeuszem. Wiedziałam, że powinnam o tym komuś powiedzieć, ale nie chciałam nic zdradzić, dopóki do końca nie dowiem się, o co chodzi. Jeśli Morfeusz miał rację, niedługo spotkam się z ojcem. A to było coś, do czego dążyłam najbardziej. I chciałam do tego dojść sama, bez pomocy nikogo.
   Dopiero gdy piasek wdarł się do moich sandałów, zorientowałam się, że jesteśmy na plaży. Choć różniła się nieco od tej z moich snów, była równie piękna. Złocisty piasek był ciepły, mimo wczesnej godziny, a plaża była prawie pusta. W oddali dostrzegłam tylko paru ludzi, uprawiających jogging, niezwracających uwagi na nic, prócz fal i muzyki płynącej ze słuchawek w ich uszach.
   Viator ściągnął przez głowę koszulkę, odsłaniając wspaniale wyrzeźbiony tors. Jego skóra była złocista, jakby na plaży spędzał dużo czasu, a na górze pleców zauważyłam dziwny, mieniący się złotem tatuaż. Nie miałam czasu, by mu się przyjrzeć, gdyż mężczyzna odwrócił się do mnie przodem.
- Czy mógłbyś założyć tę koszulkę z powrotem? - poprosiłam, czym zasłużyłam sobie na zdziwione spojrzenie.
- Czyżbym cię rozpraszał? - spytał, uśmiechając się szeroko.
- Może i rozpraszasz - mruknęłam, przez co jego uśmiech się poszerzył.
- To dobrze - odpowiedział i poszedł w stronę morza, nie mając najmniejszego zamiaru zakładać koszulki. Gdy się odwrócił i zobaczył moje krzywe spojrzenie, wyrzucił ręce w górę w obronnym geście:
- To jest plaża, Mead. Jeśli masz na sobie więcej, niż dziewięćdziesiąt procent ubrań, jesteś uważana za dziwaka.
Odwróciłam wzrok, bo półnagi Viator to było za dużo dla mojego i tak już przegrzanego umysłu. Poszłam za nim w stronę morza, jednak zanim fale zdążyły dosięgnąć moich stóp, głos Viatora zatrzymał mnie w miejscu:
- O nie, nie, wstęp tylko dla tych, którzy są w kostiumie kąpielowym. Gdy zdejmiesz sukienkę, będziesz mogła wejść.
Uniosłam brwi.
- Czy jesteś pewien, że jesteś moim nauczycielem? Nie zachowujesz się, jakbyś nim był.
- Nauczycielem zostałem przypadkowo - posłał mi szeroki uśmiech - za to facetem się urodziłem.
Gdy zobaczył, że dalej stałam nieruchomo, spytał:
- Czy mam cię wrzucić w tej sukience do morza? Uwierz, że jestem do tego zdolny.
Westchnęłam z rezygnacją i ściągnęłam sukienkę przez głowę. Zimny wiatr uderzał w moje ciało, powodując gęsią skórkę. Mój strój był skąpy i opięty, gdyż kupowałam go prawie dwa lata temu. Choć miałam ładną figurę, czułam się niezręcznie. Viator skanował mnie wzrokiem, a w jego oczach pojawiło się coś, czego nie mogłam zidentyfikować. Znikło jednak już po kilku sekundach, a mężczyzna przeniósł wzrok na moją twarz:
- Nie jest tak strasznie, prawda? - popchnął mnie lekko w stronę wody, która musiała być równie zimna, co i wiatr - Panie przodem.
Moje stopy zanurzyły się w morzu. Nim poczułam zimno, straszny, rozdzierający ból rozlał się po moim ciele, torturując każdą komórkę. Natychmiast cofnęłam się z powrotem na piasek, a ból został zastąpiony przez chłód wiatru.
- Co jest, księżniczko?- spytał Viator, podchodząc do mnie, a na jego ustach czaił się rozbawiony uśmieszek - Zapomniałaś dmuchanych rękawków?
- Och, zamknij się wreszcie - powiedziałam, nie mając siły wymyślić ciętej riposty. Postarałam się ubrać w słowa to, co poczułam - Ta woda... ona krzyczy, rozumiesz? Cierpi, ponieważ jest zanieczyszczona w bardzo dużym stopniu. To dla niej codzienne, niekończące się tortury - moje oczy zrobiły się szkliste, gdy przypomniałam sobie ten ból - A ja to wszystko odczuwam.
   Viator patrzył na mnie w ciszy, głęboko nad czymś rozmyślając. Gdy sam zanurzył stopy w wodzie, widziałam po jego minie, że nic nie poczuł. Ale on nie był potomkiem boga wody, jak ja.
- Mam pewien pomysł - szepnął i pociągnął mnie w stronę pobliskiego ujścia rzeki. Po jego drugiej stronie, na wschód od nas, znajdowała się duża oczyszczalnia ścieków. Woda, która wypływała przez filtry do morza była dużo czystsza, niż ta, w której moczyłam stopy przed chwilą.
- Spróbujmy popływać tutaj - zachęcił Viator, wbiegając do morza. Choć był zanurzony od pasa w dół, dzięki czystej wodzie idealnie widziałam jego stopy. Zaryzykowałam i pozwoliłam, by nadpływająca fala dotknęła mojej nogi. Poczułam, że wzbiera we mnie moc. Woda od zawsze działała na mnie tak, jak kofeina. Pobudzała umysł i kończyny, jednocześnie dając mi wielką siłę. Nie czułam żadnego bólu, choć z niektórymi prądami morskimi nadal docierały do mnie jego drobiny. Widząc, że czepię przyjemność z bycia w wodzie, Viator popłynął głębiej i dał mi znak, bym płynęła za nim. W morzu czułam się jak ryba w wodzie i już po chwili dogoniłam mojego trenera. Choć na lądzie to on miał nade mną znaczną przewagę, tutaj to ja byłam lepsza. Szturchnęłam go lekko w ramię, uśmiechając się lekko:
- To co chcesz, żebym robiła? Kilkaset fikołków pod rząd? Nurkowanie przez kilka godzin? Przepłynięcie morza w tę i z powrotem?
- Choć ten ostatni pomysł jest bardzo dobry, niestety musimy zostawić go na kiedy indziej - zadecydował - Dzisiaj zobaczymy, jak szybko umiesz poruszać się w wodzie. Niestety nie dysponuję żadnym morskim potworem, więc ja muszę wystarczyć.
- Chcesz, żebym przed tobą uciekała?- spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Owszem. I nie lekceważ mnie, Mead. To, że jesteś córką władcy mórz nie znaczy, że zawsze masz przewagę. Masz zero doświadczenia, podczas gdy ja pływam od tysięcy... ekhem, dziesiątek lat.
Wzruszyłam ramionami.
- Okej. To kiedy zaczynamy?
- Teraz! - rzucił się w moją stronę i omal mnie złapał, na szczęście zwinnie zanurkowałam i go wyminęłam. Płynęłam najszybciej jak mogę, nakazując prądom morskim płynąć w tym samym kierunku. Wyczuwałam, że Viator jest blisko, również dając z siebie wszystko.
   Woda zaczęła się robić coraz bardziej granatowa, a ja już dawno przestałam widzieć dno. Musieliśmy odpłynąć naprawdę daleko od brzegu. Jakaś cząstka mnie zaczęła się martwić o Viatora. Ja poradziłabym sobie z dużymi falami, ponieważ umiałam oddychać pod wodą, jednak on nie posiadał takiej umiejętności. Już nieraz słyszałam o wspaniałych pływakach, którym morze dało radę. Zadecydowałam zawrócić, by pływać bliżej lądu, gdy ktoś chwycił mnie za rękę. Moją pierwszą myślą było to, że Viator mnie dogonił. Jednak gdy zorientowałam się, że to niemożliwe, z przestrachem popatrzyłam na osobę, która mnie chwyciła.
   Nie spodziewałam się, że zobaczę piękną blondynkę o jasnej cerze i wyrazistych, niebieskich oczach, które przypominały moje własne. Pod wodą jej długie, falowane włosy tworzyły aureole wokół łagodnej twarzy. Nie wyglądała, jakby zamierzała zrobić mi krzywdę. Jej uśmiech był szczery i łagodny, a uścisk na mojej ręce lekki.
- Witaj, Beatrice - powiedziała śpiewnie i choć znajdowałyśmy się pod wodą, doskonale ją słyszałam. Kolejny plus bycia córką boga morskiego - Już od dłuższego czasu na ciebie czekam. Przysyła mnie twój ojciec.
- Mój ojciec? - spytałam, a do strachu, który czułam, doszło podekscytowanie. Możliwe, że już niedługo go spotkam, jak zapowiedział Morfeusz i zadam wszystkie pytania, które nurtowały mnie od dawna.
- Tak. Chciałabym, byś gdzieś ze mną poszła - uśmiechnęła się zachęcająco. Pomyślicie, że popłynięcie gdzieś z osobą, którą dopiero poznałyście jest głupie i nieodpowiedzialne. I macie absolutną rację. Jednak Nieodpowiedzialność to moje drugie imię.
- Prowadź - powiedziałam, a kobieta odetchnęła z ulgą.
Puściła moje ramię i zaczęła płynąć na północny wschód, obracając głowę, by upewnić się, że płynę za nią. Choć miała ciało kobiety, jej ruchy w wodzie były szybkie i pewne, co sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się, czy rzeczywiście była tylko heroską, za którą wcześniej ją wzięłam.
- Kim właściwie jesteś? - spytałam, próbując się z nią zrównać, co nie było łatwe. Choć woda była moim drugim domem, ta kobieta z pewnością mieszkała w nim na długo przede mną. Jej niebieskie oczy spojrzały na mnie łagodnie.
- Jestem Ajtra - przedstawiła się - Jedna z trzech tysięcy Okeanid.
Nie miałam pojęcia, czym są Okeanidy. Jednak by nie wyjść na nieuprzejmą uśmiechnęłam się i pokiwałam ze zrozumieniem głową. Ale poważnie, trzy tysiące? Ich tatuś musiał mieć pracowite noce.
   Płynęłyśmy tak długo, że zaczęły mnie boleć nogi i poważnie zaczęłam rozważać powrót na plażę. Choć Viator z pewnością za mną nie tęsknił, musiał się porządnie martwić o to, że mnie zgubił. Kto wie, może nawet myślał, że się utopiłam? Uśmiechnęłam się złośliwie i zadecydowałam, że popłynę dalej. Dobrze mu zrobi, jeśli się trochę pomartwi. 
   Ajtra w końcu się zatrzymała, przysiadając na pobliskim kamieniu. Po chwili dołączyłam do niej i podążyłam za jej wzrokiem. To, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dziesięć metrów pod naszymi stopami rozciągała się piękna, podwodna kraina. Kilkadziesiąt beżowych, nieco zniszczonych przez wodę budynków otoczonych było przez rafę koralową, pełną najróżniejszych roślin oraz zwierząt. Wszystkie budowle były wykonane w stylu klasycznym, z grubego kamienia, który niegdyś musiał być biały. Nie musiałam kończyć architektury, by wiedzieć, że był to styl joński. Charakteryzował się on smukłymi proporcjami i bogatymi zdobieniami, a przy każdym budynku znajdowała się choć jedna ładnie wykończona kolumna. Czułam, jakbym przeniosła się w czasie o kilka tysięcy lat. Tutaj czas się zatrzymał, a miasto zachowało swój dawny, świeży wygląd. Dopiero widok przepływającego obok mnie rekina wyrwał mnie z zamyślenia. Zamarłam, choć mój umysł krzyczał, by uciekać. Ajtra, widząc moje przerażenie, roześmiała się i poklepała przepływającego drapieżnika po grzbiecie.
- Nie bój się, nic nam nie zrobi. Rekiny odstraszają stąd tylko nieproszonych gości - powiedziała, na co pokiwałam głową, choć dalej przypatrywałam się stworzeniu z nieufnością. Rozluźniłam się dopiero wtedy, gdy rekin odpłynął, widocznie nie mając zamiaru zjeść mnie na podwieczorek.
- Tu jest pięknie... To miejsce kojarzy mi się z podwodnym domem Małej Syrenki - zagadnęłam Ajtrę, podziwiając miasto.
- Małej Syrenki? To jakaś twoja znajoma?- nie dając mi czasu na odpowiedź, dodała - Ale masz rację, to miejsce jest śliczne. Jestem dumna, że tu mieszkam.
- Gdzie my się w ogóle znajdujemy?
Jej uśmiech był lekki, a w oczach czaiła się czułość, gdy mówiła:
- W Palatium. Może nie jest to miejsce tak słynne jak Atlantyda, ale równie niesamowite. No i ma sto razy lepszego władcę, niż tamto królestwo. Jestem pewna, że ci się tu spodoba. 
Już mi się podobało. To miejsce było magiczne, była w nim ukryta wielka moc. Czułam się tak, jakbym po latach wróciła do domu. Nie wiedziałam, skąd brało się to uczucie, a Ajtra, widząc moje zdezorientowane spojrzenie, powiedziała:
- Witaj w królestwie twojego ojca, Okeanosa.

______________________________
No i wyjaśniła się sprawa, która od początku wszystkich nurtowała - kto jest ojcem Trice. Wielu z Was się tego domyślało, co nie było trudne, bo wszystko na to wskazywało (; Podejrzenia Hermesa również były słuszne. W następnym rozdziale rozmowa Beatrice z ojcem, która dla obu stron nie zakończy się tak, jakby sobie tego życzyli (;
Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam: http://ask.fm/vakme



40 komentarzy:

  1. Jeju *.* W końcu jakis porządny blog w który wplatany jest watek mitologii :D Myslę, że zostane tutaj na dłużej.
    Piszesz świetnie, sam prolog sprawił, że chciałam siegnąć po więcej i więcej :D I dotarłam do końca.
    Czekam na nastepny rozdział :D

    Pozdrawiam,
    Mrs. Darkness

    PS. Zapraszam również do siebie http://whispers-in-thedark.blogspot.com/ (zostawię, też komentarz w zakladce "spamownik" jednak mam nadzieję, że mnie odwiedzisz)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się spodobało (:

      Usuń
  2. Jak ja kocham tego bloga i to opowiadanie. ♥ Przez cały rozdział tylko patrzyłam, czy koniec czasem nie jest blisko i błagałam, aby nie był. Znalazłam chyba mały błąd. ,,Było w nim coś, co sprawiało, że nie chciałam go zawieźć.'' ''Zawieźć'', a może ''zawieść''? xD Jakoś tak mi się rzuciło w oczy, nie wiem, czy to specjalnie, czy nie. Poza tym jest bosko, bosko, bosko! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. :3
    Pozdrawiam,
    Carmen. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, literówka, powinno być "zawieść" (:
      Cieszę się, że Ci się podobało, następny rozdział w połowie września (:

      Usuń
  3. Fajny rozdział ^^. Podobało mi się, że przytoczyłaś te sny. Lubię motywy snów i zastanawiam się, czemu Morfeusz postanowił odwiedzić Trice w jej snach i przekazać jej to swoje ostrzeżenie. Czyżby jej ojciec był jednak zły? Swoją drogą, widać też, że myśli o Viatorze w bardziej powaznych kategoriach, choć nie chce się do tego przyznać nawet sama przed sobą. Ale jej sen i tak częściowo się sprawdził, bo faktycznie poszli na plażę (może specjalnie go podpuszczała, licząc, że faktycznie się tam wybiorą?). Ale faktycznie zachowała się dość nieodpowiedzialnie, odpływając z obcą, bo przecież ona mogła mieć złe zamiary i wgl... I dlaczego teraz mogła oddychać pod wodą, a wtedy, jak wyciągała Genevieve z rzeki to prawie się utopiła? No chyba, że ta jej moc działa tylko w morzu ;P.
    Ale jestem bardzo ciekawa spotkania z ojcem oraz jego zamiarów. To może być dość ciekawe. No i jak zareaguje Viator, jak się zorientuje, że Beatrice zniknęła ^^.
    ps. Dawno cię u mnie nie było :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morfeusz trzyma po stronie Okeanosa, dlatego odwiedził on Trice (: Mała przysługa względem Okeanosa.
      Beatrice podświadomie ciągnie do Viatora i nie chodzi tu tylko o to, że jest on zakazanym owocem. Mimo częstych sprzeczek ta dwójka znalazła wspólny język i potrafią siebie nawzajem "zgasić", gdy jedno posunie się za daleko (; A Viatora rzadko kto potrafi zgasić.
      Beatrice mogła oddychać pod wodą, gdy ratowała Geneviefe (: Gdyby nie mogła to by się utopiła bo spędziła tam chyba 20 minut. Po prostu była zbyt słaba by wydostać się na powierzchnię i zbyt słaba by uspokoić nurt rzeki, który targał ją na wszystkie strony (: Ale oddychać mogła.
      Dzięki za opinię! :*

      Usuń
  4. *jęczy z rozczarowania* Czyhałam na ten rozdział 2 dni, a jestem czwarta!
    No, ale okey :(
    Oł, wow. Em, tego się nie spodziewałam. Trice naprawdę śniła o Viatorze? -.^
    To dziwne...
    "Jesteś bogiem tęczy?" to było świetne! Fantastyczne! Mega śmieszne! (ach, to moje zamiłowanie do słów; mega, hiper...)
    Może jestem głupia, czy coś, ale ja też chętnie bym popłynęła za Ajtrią. Ciekawości kiedyś mnie wpędzi do piekła ^.^

    Weeeny <3
    Calm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złe wyczucie czasu :(
      No śniła, śniła (; Za sny jest odpowiedzialna podświadomość, a podświadomość Trice ewidentnie ciągnie do Viatora. Czy to takie dziwne? Jakby nie było, z opisu opowiadania można wywnioskować, że tą dwójkę coś połączy (;
      Czyli jesteś podobna do Trice, podjęłabyś taką samą decyzję (:
      Cieszę się, że się podobało!

      Usuń
  5. No nareszcie, już nie mogłam się doczekać aż wrócisz z tej Bułgarii :D
    Widzę, że pomiędzy Trice a Viatorem robi się coraz ciekawiej. Ich rozmowy są po prostu świetne! :) Ja ich uwielbiam, uwielbiam! Mam nadzieję, coraz więcej będzie się pomiędzy nimi działo.
    Podobało mi się jak przedstawiłaś Morfeusza. Wprawdzie nie tak wyobrażałam sobie boga snów, ale wizerunek, który Ty dla niego wykreowałaś podoba mi się bardziej niż ten mój :P
    Powiedz mi, dlaczego, dlaczego zawsze przerywasz w takich momentach? I jeszcze, o, zgrozo, każesz mi czekać do połowy września na następny rozdział?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczyna się dziać i to dużo ^^ Już za kilka rozdziałów planuję, by Trice dowiedziała się o tym, kim naprawdę jest Hermes (: Myślę, że Morfeusz by się dogadał z Nereusem, oboje są dość szaleni ^^
      Uwielbiam robić cliffhangery, taka już moja natura (; Buduję napięcie przed następnymi rozdziałami :D

      Usuń
  6. Woow... Teraz to dopiero się dzieje. Jestem pod wrażeniem, ten rozdział naprawdę mnie wciągnął i trzymał w napięciu. Oby tak dalej.
    A więc Okeanos :DD nie mogę się doczekać tej rozmowy. Haha już wyobrażam sobie panikę Hermesa. To też chciałabym przeczytać.
    Na początku myślałam, że sny są prorocze, ale teraz nie jestem tego taka pewna. W każdym razie bardzo mi się podobały. I Morfeusz <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sny nie są prorocze, bo mogę ci zagwarantować, że drugi się nigdy nie spełni :c Za to pierwszy,,, być może... :P
      Cieszę się, że się podobał!

      Usuń
  7. Kto jest jej ojcem wiedziałam ledwo przeczytałam opis ;P Czekałam tylko w jaki sposób ona się dowie.
    Oj, biedny Hermesik. "My" herosi, "od tysięcy lat", biedaczek :) A teraz jeszcze pewnie zastanawia się, gdzie się podziała jego nieszczęsna towarzyszka w niedoli, ekhm, przepowiedni znaczy.
    Swoją drogą, też chcę takie sny... najlepiej ten pierwszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a niektórzy jeszcze dwa rozdziały temu pytali się, kto jest ojcem Beatrice :P
      Oj tak, Hermes będzie nieźle wkurzony, gdy zorientuje się, że ją zgubił ; )

      Usuń
  8. Dobra, nie mam pojęcia co mogę ci tu napisać. Nie będę obwieszczać takich banałów, że było świetnie, bo tak jest za każdym razem. Po prostu bardzo mi się podobało.
    Fajnie, że wykorzystałaś motyw snów. To zawsze ciekawie wygląda i tak jest tym razem.
    Tralala, a ja widzę wątek miłosny i nawet mi nie mów, że ja zawsze widzę wątki miłosne, bo ja o tym dobrze wiem! Czuję jednak, że między Trice a Viatorem coś się pojawiło, mimo że oni sami być może są tego jeszcze nieświadomi albo nie chcą się do tego przyznać. W każdym razie uwielbiam te ich konwersacje :D Zawsze mam z nich ubaw po pachy!
    No i tajemnica ojca Trice została wyjaśniona, ale błagam cię nie kończ w takich momentach! Ja chcę więcej, zdecydowanie więcej kochana i nawet mi nie mów, że muszę czekać połowę miesiąca, aby się na nią doczekać!
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam motywy snów, a teraz gdy Trice się zakumplowała z Morfeuszem, muszę wplatać tych snów więcej! :P
      Uwielbiam pisać kawałki Trice i Hermesa, nigdy mi się tak dobrze nie opisywało żadnej pary (ekhm, przyszłej pary).
      Musisz czekać TYLKO połowę miesiąca. Już nieraz zdarzało się, że przez cały miesiąc nic nie dodawałam :P

      Usuń
  9. Świetny rozdział <3 Kocham twój styl pisania :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Bóg Tęczy!!! Normalnie banan na twarzy przyprawił mnie prawie o jej ból. :p Heh, Morfeusz naprawdę wypadł całkiem fajnie.
    Sen był bardzo interesujący, a ten fragment z gadającą zabawką, jak z dobrego horroru. Brrr... przeszły mi ciarki po plecach, gdy to czytałam.

    Wyprawa na plażę, nagi, ekhm... półnagi (widać co mi chodzi po głowie XD) Hermes! Ech... cudnie.

    Super, że nareszcie poznam Okeanosa. Jestem wielce ciekawa jak go przedstawisz. Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału.

    Heheh... domyślam się, że gdy dobrniesz do końca to w epilogu ponownie zobaczymy rodzinkę Algida-Trey :D.

    Pozdrawiam gorąco, Agata. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jak z horroru? Według mnie wypadło to trochę słabo, ale cieszę się, że cię trochę przestraszyłam :D
      Na razie tylko półnagi ^^
      Co do epilogu, to choć jeszcze do niego daleko, to muszę cię rozczarować - dla Algidy i Treya szykuję troszkę inne zakończenie... i niestety nie będzie takie kolorowe :c

      Usuń
    2. Nie bądź dla siebie taka surowa. :D Uważam, że wyszło to fajnie.

      Na razie? :D Czyli mogę naszykować się na coś extra?? ^^

      No cóż, ważne, że czeka mnie niespodzianka i zaskoczenie.
      ;)

      Pozdrawiam. :>

      Usuń
    3. Możesz się szykować, ale to jeszcze nie teraz ^^ Zaskoczenie cię czeka na pewno, ale do epilogu jeszcze daleko (:

      Usuń
  11. no dobra, wybacz mi to spóźnienie, ale... ufff ostatni tydzień wakacji mnie tak rozleniwił, że... no wiesz xd mam nadzieje, że mi to wybaczysz.
    no to chyba powinnam teraz skomentować rozdział, nie? przyznam ci się, że przeczytałam rozdział wczoraj więc może trochę mi się to mylić fabuła, ale... chyba nie będzie źle.
    te sny Bei... no, no, no, a powiem ci, że podejrzewałam jej o taką wyobraźnie. i to jeszcze ze swoim nauczycielem xd chociaż w sumie fajnie by było gdyby jednak to wszystko tak się skończyło właśnie w ten sposób *.* Tray i Algida razem *.* i do tego jeszcze z małym dzidziusiem xd ale słodko. A po tym pojawił się Morfeusz. zdziwiło mnie to trochę, ale w sumie fajnie, że pojawił się jakiś nowy bóg. chyba zbytnio nie udało mu się przekazać tego co chciał Bei, ale no cóż.
    Viator jak to Viator jak zawsze się spóźnił. czego zresztą się oczekiwało po Hermesie nie? Ta końcówka. uuuu nie mogę się doczekać już kolejnego rozdziału i tego o czym będzie rozmawiała ze swoim tatusiem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie musisz mnie przepraszać, cieszę się, że w ogóle komentujesz, bo z tego co zauważyłam wiele osób czyta, a nie komentuje :C A zawsze miło usłyszeć jakieś opinie (:
    Trice podświadomie ciągnie do Viatora i już niedługo przerodzi się to w coś więcej, niż tylko sny :P Niestety Algida i Trey nie będą mieli happy endu, ale na razie nic nie zdradzam.
    Rozmowa Trice z Okeanosem będzie z pewnością ciekawa... (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co??? jak to? nie możesz im tego zrobić! chyba nie masz zamiaru żadnego z nich zabić co? wtedy normalnie sama cię odnajdę xd nie rób tego!

      Usuń
    2. Mogłam o tym nie mówić :P
      Niestety nie mogę Ci niczego zdradzić, bo nie będzie elementu zaskoczenia... i pewnie byś mnie z miejsca zabiła, gdybyś wiedziała, co szykuję :P

      Usuń
  13. Fantastyczny pomysł, dobre wykonanie, tematyka też dość rzadko spotykana w polskiej sferze blogowej. Zabrałaś się za narrację pierwszoosobową, która jest tworem trudnym i niewdzięcznym, ale jeśli wykonana poprawnie, dużo daje opowiadaniu. Powodzenia i dużo Weny.
    A w między czasie zapraszam do siebie, na równie bajkowe opowiadanie. Byłabym wdzięczna za Twoją opinię :)

    Www.odd-tea-party.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narracja jest pierwszoosobowa i trzecioosobowa. Pierwszo z perspektywy Trice, trzecio z Hermesa.

      Usuń
  14. I kolejny rewelacyjny rozdział na tym blogu :) Muszę przyznać, że ta historia coraz bardziej mnie zachwyca i wciąga, masz masę ciekawych pomysłów.
    Te sny były dość ciekawą wizją, hm, alternatywnej przyszłości, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby Viator zachowywał się w tak mało uszczypliwy sposób ;) Sam Morfeusz wydaje się być bardzo osobliwą postacią i jestem ciekawa, czy odegra tutaj jeszcze jakąś rolę.
    Haha, rozwaliło mnie to, że na treningu również udali się na plażę. Beatrice musiała czuć się naprawdę zmieszana, zwłaszcza pytając o strój z myślą, co Viator mógłby odpowiedzieć xD Ogólnie bardzo podobał mi się opis związku Beatrice z wodą, to jak odczuwała jej zanieczyszczenie. No i oczywiście przypadł mi do gustu fakt, że pływanie szło jej znacznie lepiej niż Viatorowi. Przynajmniej na tym polu mogła się przed nim wykazać, chociaż w sumie miała ułatwione zadanie jako córka Okeanosa.
    Końcówka intryguje. Jestem bardzo ciekawa, co czekają ją w Palatium i jak to miejsce funkcjonuje, czy wygląda od wewnątrz.
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi słodzisz :> Cieszę się, że się podoba!
      Viator w realnym świecie jeszcze długo nie będzie tak słodki, jak ten ze snu (: Morfeusz się z pewnością jeszcze pojawi, może tym razem w snach Hermesa?
      Woda jest chyba jedynym polem, na którym Trice radzi sobie lepiej, niż Viator... No i może jeszcze w robieniu makijażu ^^
      Będę miała sporo zabawy przy opisywaniu Palatium, uwielbiam takie miejsca!

      Usuń
  15. Oczywiście już dawno przeczytałam, ale coś ostatnio komentuję dopiero po dłuższym czasie po przeczytaniu.
    Rozdział bardzo mi się podobał. Bóg mórz jako jej ojciec to bardzo dobry wybór. Ten jego świat jest przepiękny, a jak sobie to wyobraziłam to zaparło mi dech w piersiach. Jak znam tylko podstawy z mitologii greckiej, ale jak tylko coś sprawdzam w googlach to wszystko zgadza się z twoim opowiadaniem. Zastanawiam się tylko, czy Bea to jedna z Okeanid, czy stworzyłaś dodatkową córkę ;) Ale możliwe jeżeli matka nie jest ani bogiem ani heroską, że to dodatkowa postać w mitologii stworzona przez ciebie ;) Hermes to pewnie zamartwia się na smierć.
    Co do Hermesa to jakiś on inny jest w tym rozdziale. Niby jej dokucza tego, ale widać, że zaczęła mu się ona podobać. Półnagi musiał wyglądać znakomicie ^^ Dziwi mnie tylko to, że tak zmieniło sie jego podejście zwłaszcza, że niedawno rozmawiał z Zeusem na jej temat i ma wątpliwości, co jej pochodzenia i planów.
    Te sny i Morfeusz też nieziemskie. Mam nadzieję, że się mylił mówiąc, że ma ciekawe sny, ale nie rzeczywiste. Chociaż mówiłaś, że związek przyjaciół Bei ma być burzliwy. A gadająca lalka. Scena z horrou normalnie ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bea jest pół Okeanidą, 3001 córką :P Została stworzona wyłącznie na potrzeby opowiadania :D
      Hermes, co tu dużo mówić, uwielbia wyzwania. Wyzwania i przekraczanie granic, stąpanie po krawędzi. Domyślał się, kto jest ojcem Trice od początku i choć zarówno go to bardzo niepokoiło to również w jakimś stopniu mu się spodobało. Spodobało, bo to oznacza, że Beatrice jest dla niego kimś niebezpiecznym, a jak wspominałam, on uwielbia wyzwania (: Dodatkowym bodźcem na pewno stało się to, że w poprzednim rozdziale miał okazję zauważyć, że Isaac martwi się o Beatrice. A Isaac jest przystojnym chłopakiem, a choć Hermes nie przyzna się nawet sam przed sobą, Beatrice mu się podoba. A zdecydowanie nie podoba mu się fakt, że ktoś inny też się nią interesuje :P
      Tak, przed Algidą i Treyem wiele burz. Niestety Morfeusz rzadko się myli :C
      Naprawdę scena jak z horroru? Mi się to wydaje kiepskie, jak to czytam :P

      Usuń
  16. ,,Wzięłam się pod boki, patrząc na niego groźno." Groźno? Mnie się wydaje, że powinno być ,,groźnie". Tylko taka mała uwaga :).
    Wpadłam na Twój blog w sumie przypadkiem. Przeczytałam opis i pomyślałam, że od czasów kiedy skończyłam czytać pierwszą cześć ,,Percy Jackson i bogowie olimpijscy" nie miałam nic wspólnego z powieściami powiązanymi bezpośrednio z mitologią. Jako że to ciekawy temat, postanowiłam zostać na dłużej. Nim jednak zaczęłam czytać rozdziały, zerknęłam jeszcze do podstrony o bohaterach i tam zobaczyłam coś, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do zapoznania się z historią. Otóż przy opisie Treya i Algidy jest zdjęcie... Sokki i Toph! Jak ja kocham te postacie!(może i obrazek jest przypadkowo dobrany, ale i tak masz za to u mnie wielkiego plusa) Dzięki temu też od razu zapałałam sympatią do tej dwójki, szczególnie do dziewczyny. Postacie są wykreowane ciekawie, czyta się przyjemnie i choć czasem zdarzy się jakiś błąd, to bardzo rzadko, w żadnym razie nie przeszkadza to w odbiorze opowieści. Bardzo podoba mi się też pomysł z Siedzibą Herosów. To mi się kojarzy z inną kreskówką, którą dawno temu oglądałam, ale nieważne...
    Poza tym wielki szacun, pierwszy raz widzę, by jakiś blog miał tylu czytelników. Aż mnie zatkało, gdy pod każdym postem zobaczyłam 30+ komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście powinno być "groźnie", następna literówka, których trudno jest uniknąć, gdy nie ma się bety :( Jesteś już którąś osobą, która mówi, że uwielbia Sokki i Topha, a obrazek wzięłam zupełnie przypadkowo, głównie dlatego, że pasują mi na Algidę i Treya (: Kreskówki niestety nie oglądałam, więc nie miałam pojęcia, że to postaci tak lubiane :P
      Z tych 30+ komentarzy połowa jest moja, więc nie jest to jakoś bardzo dużo... ale fakt, nie mam co narzekać :P
      Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało, błędów na pewno kilka, a nawet kilkanaście jest, ale niestety gdy sama sobie sprawdzam, zawsze je przeoczę ):

      Usuń
    2. Ano, zawsze jak coś się samemu sprawdza, to ciężko wszystko wyłapać, znam to. Nawet jak odczekam jakiś czas po napisaniu czegoś i potem to przeczytam, to i tak część błędów ucieknie przed moim wzrokiem. Dlatego też postanowiłam trochę pomóc ^^.
      A kreskówkę naprawdę warto obejrzeć, może i dla dzieci, ale porusza później dość poważne i interesujące tematy. Trochę śmieszy mnie jedna sprawa. Kreskówkowa Toph nadawała większości ludzi jakieś przezwiska - u Ciebie Algida jako pierwsza kogoś przezwała :D. Taka ciekawa zbierzność ^^.

      Usuń
    3. Jak tylko znajdę czas to obejrzę (; W końcu występują tam moi bohaterowie :P A z Algidą i Toph rzeczywiście fajna zbierzność, pewnie jakby się spotkały to by się polubiły :D

      Usuń
  17. Napisałaś mi o tym opowiadaniu już dawno na lubimy czytać, ale jak dotąd nie miałam czasu i po prawdzie również zapomniałam stąd komentuję dopiero dzisiaj.
    Na razie przeczytałam dopiero ten jeden rozdział, który zresztą bardzo, bardzo mi się podoba. Jak najszybciej muszę przeczytać poprzednie notki. Piszesz cudownie lekko, tekst po prostu się połyka. Na pewno zostanę stałą czytelniczką.
    Pozdrawiam
    Khillaya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wpadłaś (:
      Widzę, że zaczęłaś czytać od końca, co w sumie tutaj jest chyba dobrym rozwiązaniem bo moim zdaniem pierwsze rozdziały (prócz prologu) są niezbyt udane, dopiero od IV się rozkręca, ale to tylko moje zdanie. A autorzy często mają inne zdania, niż czytelnicy (:

      Usuń
  18. Wiedziałam! :-D

    OdpowiedzUsuń
  19. Nieco inaczej sobie wyobrażałam Morfeusza, mniej bajecznie, mniej kolorowo, ale choć twoje wyobrażenie odbiega od mojego, to w sumie mi się podobało.
    Nie rozumiem jednak po co rodzice chrzestni w opowiadaniu mitologicznym, o bogach. Czy bogowie chrzczą swoje pociechy w kościele? To pasuje do siebie jak pięść do nosa.
    Podwodny świat niczym taki z Syrenki-Arielki xD

    OdpowiedzUsuń

Herosi