piątek, 3 stycznia 2014

XXIII. Żegnaj

       W noc, poprzedzającą pogrzeb Algidy, spałam już trzeci raz z rzędu w pokoju Treya. Choć może spałam to za dużo powiedziane. Łóżko Treya było tak wąskie, że we dwójkę ledwo się na nim mieściliśmy. Za wiernych towarzyszy miałam jego stopy, które znajdowały się tuż obok mojej głowy. Jego przyjaciółmi natomiast zostały moje kapcie w kształcie króliczków, które miałam na nogach. Nie mogliśmy zaliczyć tej pozycji do najwygodniejszych, jednak wszystko było lepsze, niż spędzenie nocy samotnie, tonąc we wspomnieniach związanych z Algidą.
     Niemal całą noc przeleżałam bezmyślnie wlepiając wzrok w ciemne niebo za oknem. Raz za razem przecinały je błyskawice, a do mnie dochodziły, stłumione przez duże odległości i grube mury Siedziby, grzmoty. Od kilku dni nieustannie padało, jak gdyby chmury razem ze mną rozpaczały po stracie najlepszej przyjaciółki. Męczyła mnie większa bezsenność, niż kiedykolwiek wcześniej i nawet pocieszająca obecność Treya, drzemiącego obok, nie pomagała. Gdy tylko udawało mi się zmrużyć oko, nawiedzały mnie koszmary, wydające się być bardziej realne, niż prawdziwe życie.
      Męczyło mnie również ogromne poczucie winy, które zakiełkowało we mnie wraz z momentem zdrady Isaaca i które teraz wyłącznie rosło w siłę. Wiedziałam, że gdybym nie starała się być przywódcą i nie wysłała Algidy do schowka na broń, ona nadal by żyła. Była jedyną poległą w tej bitwie. Choć wielu herosów zostało rannych, nikt nie zginął. Nikt, oprócz niej. Przez ostatnie dni rozmawiałam z Treyem na ten temat niezliczoną ilość razy i choć za każdym razem gorliwie zaprzeczał moim wyrzutom sumienia, wiedziałam, że w najgłębszych zakamarkach duszy obarczał mnie winą za śmierć swojej dziewczyny. Sam przed sobą by się do tego nie przyznał, jednak ja widziałam to w jego oczach za każdym razem, gdy na mnie spojrzał.
    Na domiar złego, wydawało mi się, że zaczynam tracić zmysły. Szaleństwo zakradało się małymi kroczkami w głąb mojego umysłu, powodując, że coraz częściej widywałam rzeczy, które nie miały prawa istnieć. Patrząc w lustro, zamiast swojej twarzy widziałam twarz Algidy. Zakrwawioną, pełną bólu, układającą usta w jedno pytanie: "Dlaczego?". Często zamiast Treya przed moimi oczami pojawiał się Isaac, patrzący na mnie oskarżająco. Trzy dni temu, gdy leżałam w łóżku, poczułam ciepłą substancję skapującą mi na twarz. Gdy popatrzyłam w górę na suficie widniało napisane krwią słowo: "Morderczyni". Napis zniknął wraz z momentem mrugnięcia oczami. Następnej nocy wprowadziłam się do pokoju Treya.
       Oślepiająco jasne słońce pojawiło się na suficie równo o ósmej trzydzieści, wybijając mnie z odrętwienia, a mojego przyjaciela ze snu. Tak nietypową formę budzika mieli utworzoną w swoich pokojach jedynie dzieci Heliosa, boga Słońca. Zazdrościłam mojemu przyjacielowi tego, iż zdołał oddać się w objęcia Morfeusza. Ja bałam się, że gdy tylko to zrobię, nawiedzą mnie senne mary wielu osób, które zawiodłam.
    Gdy po kilku długich sekundach, podczas których moje oczy błagały o litość, Trey podniósł się, by wyłączyć świecącą gwiazdę, jego noga znalazła się na mojej twarzy.
Zmusiłam się do śmiechu, choć nawet dla mnie brzmiał on sztucznie:
- Tyle razy ci mówiłam, że nie będę całować twoich stóp!
Miałam nadzieję go rozbawić w tym przygnębiającym dniu, jednak nie odniosłam oczekiwanego efektu. Wziął stopę z mojej twarzy, lecz na jego ustach nie pojawił się nawet cień uśmiechu. Żart zdecydowanie był zbyt słaby. Chłopak przewrócił się na brzuch, ukrywając twarz w poduszce. Choć sama nie wyobrażałam sobie, jak zdołam przetrwać dzisiejszy dzień, to ja musiałam być w tej chwili silna. Wstałam z łóżka i ściągnęłam z przyjaciela kołdrę. Gdy nie zareagował, zaczęłam go łaskotać po szyi. Wygiął ją w rozdrażnieniu, utrudniając mi do niej dostęp, jednak nadal leżał na łóżku, niczym marionetka. Działał powolnie, jakby stracił całą wolę życia.
- Nie chcę tam iść - wymamrotał, a jego słowa były zniekształcone przez poduszkę. - Nie mogę tam iść.
- Możesz i pójdziesz - odparłam z przekonaniem, o które bym siebie nie podejrzewała. - Mi też nie jest łatwo, ale musimy ją pożegnać. Choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo nie chcieli tam być, musimy to dla niej zrobić. Jeśli się nie pojawimy na pogrzebie to będzie równoznaczne z powiedzeniem światu, że nic dla nas nie znaczyła.
    Trey podniósł się ciężko i spojrzał na mnie spode łba:
- Mówisz bardzo sensownie. Nawet trochę za dużo tego sensu, jak na ciebie.
- Cóż mogę powiedzieć? - roześmiałam się smutno. - Któreś z nas musi.
        Godzinę później byłam od stóp do głów ubrana na czarno. Sukienkę, którą miałam na sobie, znalazłam dzień wcześniej pod swymi drzwiami, wraz z dołączoną do niej karteczką: "Pogrzeb zbliża się wielkimi krokami, a wiem, że nie masz teraz do tego głowy. Mam nadzieję, że sukienka będzie pasować. ~ Selene". Z każdym dniem coraz bardziej ją lubiłam i podziwiałam. Była boginią, a na głowie miała masę spraw, jak choćby czasochłonne pilnowanie Hermesa przed robieniem głupstw (swoją drogą, wolałabym się utopić w akwarium Nereusa, niż przyjąć tak trudną pracę). Mimo tego Selene nadal znajdowała czas na pomoc innym. Sukienka robiła wrażenie nawet na mnie, choć w tym czasie głowę zaprzątały mi ważniejsze sprawy, niż ubrania. Suknia była elegancka i szykowna, wykonana z lejącej tkaniny, która przypominała wodospad łez. Na nogi założyłam czarne baletki, w których miałam największe szanse się nie przewrócić.
     Podeszłam z powrotem pod pokój Trey'a, zastając go siedzącego na jasnożółtym łóżku i wpatrującego się tępo w przestrzeń. Nawet nie zauważył, gdy weszłam do środka i usiadłam obok niego, ujmując jego dłoń. Dopiero mój dotyk przywołał go do rzeczywistości.
- Co ja im powiem? - spytał, szukając w moich oczach odpowiedzi. - Będę musiał stanąć przy jej trumnie i wygłosić przemówienie, podczas gdy jedyne, o czym mogę myśleć, to niesprawiedliwość tego świata.
     Wiedziałam, jak się czuł. Oboje zostaliśmy poproszeni o wygłoszenie mowy upamiętniającej Algidę. Dzień wcześniej przygotowałam sobie na kartce papieru całe przemówienie, lecz gdy ponownie je czytałam wydało mi się suche i bezuczuciowe, zupełnie nieoddające wspaniałego charakteru mojej przyjaciółki. Nasiąknięta łzami kartka skończyła w koszu na śmieci.
- Wyobraź sobie, że mówisz do niej - zaproponowałam, ponieważ sama zamierzałam tak postąpić. - Wyobraź sobie, że nie słucha cię tłum ludzi, a tylko ona. Pożegnaj się z nią tak, jak nie zdążyłeś tego zrobić wcześniej.
Odwzajemnił uścisk mojej dłoni i uśmiechnął się do mnie smutno.
- Sypiesz dzisiaj dobrymi radami - stwierdził i zawahał się, jakby nie był pewien, czy powinien mówić następne słowa: - Teraz, gdy jej nie ma, zauważam między wami coraz więcej podobieństw. Jak gdyby jej cząstka dalej żyła w tobie.
- Tylko się we mnie nie zakochaj - ostrzegłam z wymuszonym śmiechem.
- Niestety nie jesteś w stanie jej zastąpić - odrzekł i przez chwilę miałam wrażenie, że żałuje, iż nie jest w stanie poczuć do mnie tego, co czuł do niej. W tym aspekcie również go rozumiałam. Gdybym mogła zastąpić moje skomplikowane uczucia względem Hermesa miłością do Treya, zrobiłabym to bez wahania.
     Westchnęłam i chwyciłam przyjaciela pod ramię, przyczesując palcami jego niesforne loki. Wyszliśmy z pokoju, owiani żałobnym kolorem czerni oraz przytłoczeni świadomością, iż idziemy na spotkanie jednej z najsmutniejszych chwil naszego życia.
      Pogrzeb odbywał się w odległej części ogrodu, w której kilka miesięcy temu miejsce miał bal maskowy. Teraz zamiast kolorowych lampek na drzewach i wystawnych bufetów porozstawianych na ziemi, znajdowały się tu dziesiątki białych krzeseł, a dookoła w wazonach stały czarne róże. Pośród krzeseł wyrastała potężna, śnieżnobiała trumna, której wieko było otwarte. Na ten widok Trey ścisnął mocniej moje ramię, niemal odcinając dopływ krwi. Usiedliśmy w ostatnim rzędzie, choć sporo miejsc przed nami było wolnych. Herosi dopiero schodzili się na pogrzeb, więc wokół panował duży ruch, aczkolwiek było nienaturalnie cicho. Ktoś położył mi dłoń na ramieniu, sprawiając, że podskoczyłam na krześle i odwróciłam głowę. Obok mnie stali Hermes i Selene, oboje elegancko ubrani, a na ich twarzach malował się smutek.
- Jak się czujecie? - spytała troskliwie Selene, zwracając się zarówno do mnie, jak i do Treya. Ponownie uderzyło mnie jej pomocne nastawienie - martwiła się stanem chłopaka, którego nawet nie znała. Mój przyjaciel tępo wpatrywał się w trumnę, nadal ściskając moje ramię. Wyplątałam się z jego uścisku i wstałam, odchodząc z bogami na bok.
- Bywało lepiej - odparłam szeptem, siląc się na nonszalancję, lecz porzuciłam ten ton, gdy mój głos zadrżał. - Właściwie jestem w rozsypce. Z Treyem jest jednak dużo gorzej. Zaczyna zachowywać się niczym zombie, co zapewne sami zauważyliście.
- Ma to w genach. Gdybyś zobaczyła jego ojca... - mruknął Hermes, przez co zasłużył sobie na karcące spojrzenie Selene.
- Helios wcale nie jest taki zły - zaprotestowała.
Hermes rozkaszlał się, mamrocząc:
- Jeśli twój typ to świecące się zombie...
Wywróciła oczami, a ja po raz pierwszy od śmierci Algidy się uśmiechnęłam.
- Właściwie miałam pochwalić twój strój - wskazałam na garnitur Hermesa. - Widzę, że coraz bardziej upodabniasz się do swojego idola.
Uniósł brwi, na co dodałam słodko:
- Hermesa z twojego ulubionego filmu, Percy'ego Jacksona - wytłumaczyłam niewinnie.
Selene patrzyła na nas, nic nie rozumiejąc. Natomiast zdziwienie na twarzy mężczyzny zastąpiło rozdrażnienie.
- A miałem dla ciebie takie ładne kwiaty... - mruknął złośliwie. Tym razem to ja uniosłam brwi.
Z westchnieniem wyjął zza pleców bukiet czerwonych róż i przez chwilę się ze mną drocząc, w końcu mi go wręczył. Kątek oka zauważyłam uśmiech na ustach Selene.
- Przez pomyłkę kupiłem czerwone, zamiast czarnych - wyjaśnił, choć oboje wiedzieliśmy, że to wcale nie była pomyłka. Mężczyzna kupił kwiaty specjalnie dla mnie, próbując mi poprawić nastrój w ten smutny dzień. Może znałam go lepiej, niż mi się wcześniej zdawało. - Głupek ze mnie.
- To pierwsze twoje słowa, z którymi muszę się zgodzić - skomentowała Selene.
- Odezwał się Einstein, który nawet nie wie, co znaczy wyraz egoista - skwitował Hermes.
- Może nie wiedziałam tego dlatego, że to słowo mnie nigdy nie dotyczyło? - podsunęła bogini, po czym zwróciła niebieskie oczy na mnie: - Przepraszam, na pewno nie masz dzisiaj ochoty słuchać naszych przekomarzań, a my znowu obracamy wszystko wokół siebie.
- Taaak, Sel, słowo egoizm z pewnością cię nie dotyczy - podsumował Hermes, kiwając gorliwie głową.
Pacnęła go w ramię, ponieważ brakło jej innych argumentów. Wskazała na kogoś za mną, więc podążyłam wzrokiem za jej palcem wskazującym. Przy trumnie stała tęga kobieta, wspierając głowę na ramieniu wysokiego mężczyzny. Kobietą wstrząsał szloch, a jej twarz była czerwona od płaczu.
- To matka i ojczym twojej przyjaciółki - wytłumaczyła Selene - Myślę, że razem z Treyem powinniście pójść się z nią przywitać.
Choć była to ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę, przyznałam jej rację i biorąc Treya pod ramię, ruszyliśmy w stronę trumny. Starałam się nie patrzeć na martwe ciało mojej przyjaciółki i czułam, że Trey robił to samo.
         Rodzice Algidy podnieśli wzrok, przeczuwając, że się zbliżamy i powitali nas smutnymi uśmiechami. W ich oczach krył się błysk, który sprawiał wrażenie, jak gdyby znali nas od dawna.
- Wy musicie być Beatrice i Trey. Allie wiele pisała o waszej dwójce w listach - powitała nas kobieta zachrypniętym głosem i przytuliła nas mocno, nawet nie czekając na odpowiedź. Zauważając kwiaty w mojej dłoni, jej twarz rozjaśniły zdziwienie i sympatia. - To dla mnie? Jakie piękne!
- Właściwie... - zaklęłam w myślach. Jak mogłam odmówić prezentu matce swojej martwej przyjaciółki? Przytaknęłam niechętnie: - Tak, to dla pani.
Podałam jej bukiet powoli, mając nadzieję, iż w tym czasie zdąży się rozmyślić, jednak ona chwyciła go w pulchne palce i spojrzała na mnie z wdzięcznością. Przyjrzałam jej się, wiedząc już po kim Algida odziedziczyła bezpośredniość i umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Z wyglądu kobiety łączyły jedynie oczy, nos i tusza.
- Mam nadzieję, że Allie pisała o nas same dobre rzeczy. - Trey przerwał ciszę lekkim tonem i widziałam, że sam się zdziwił, iż było go na taki stać. Kobieta popatrzyła na niego z uśmiechem, który nie pasował do jej zapłakanej twarzy.
- Nie było listu, w którym by o tobie nie wspomniała. Była w tobie zakochana po uszy. - stwierdziła - Teraz rozumiem dlaczego.
Na te słowa Trey lekko się zachwiał, obarczony świadomością, jak wiele znaczył dla swej nieżyjącej już dziewczyny. Objęłam go pocieszająco, a on odwzajemnił uścisk, traktując mnie jak koło ratunkowe, nie pozwalające mu utonąć. Na ustach kobiety wciąż gościł smutny, dobroduszny uśmiech, gdy zwróciła się do mnie, jednocześnie przyglądając się kwiatom:
- Podziwiała cię, wiesz? Za twoją odwagę, twój upór, twoją siłę. Nie mogła uwierzyć, że chciałaś się  z nią przyjaźnić.
Teraz to ja potrzebowałam pocieszającego uścisku, który mój przyjaciel z chęcią mi zaofiarował. Te słowa były niczym cios prosto w serce.
- Mówi pani tak, jakbym była wspaniałą osobą, a nie jestem, proszę mi wierzyć - odparłam cicho. - Gdyby pani wiedziała, co zrobiłam...
Gdyby wiedziała, że to przeze mnie jej córka znalazła się w tym piekielnym schowku, nie patrzyłaby na mnie tak przychylnie. Gdyby wiedziała, że mogłam zapobiec zniszczeniu Siedziby, nienawidziłaby mnie teraz tak, jak ja nienawidziłam siebie samej.
     Ceremonia zaczęła się, gdy czyste niebo zaczęły spowijać ciemne chmury. Choć był ranek, wydawało się, jak gdyby zapadał zmrok, a ja po raz drugi odniosłam wrażenie, iż niebo rozpaczało razem z nami. Naszych uszu dobiegła piękna, łamiąca serce melodia, która jeszcze bardziej pogrążyła wszystkich w smutku. Gdy razem z innymi odwróciłam głowę w stronę, z której napływały te piękne dźwięki, zauważyłam trójkę urodziwych kobiet, z której każda grała na innym instrumencie. Nie miałam wątpliwości, że były to muzy, gdyż dyrygował nimi sam Apollo. Łapiąc moje spojrzenie mrugnął do mnie porozumiewawczo i uśmiechnął się szeroko. Odwróciłam wzrok, przypominając sobie o jego przepowiedni, która z każdym dniem zabierała mi kolejnych przyjaciół i kolejne resztki nadziei.
      Na pogrzeb przyszli wszyscy uczniowie Siedziby, nawet ci pokiereszowani, sprawiając, że na małym kawałku ogrodu zebrał się spory tłum. Również Nereus wyszedł ze swojego akwarium, zaszczycając nas swoją obecnością. Ubrany był w seledynowy garnitur, który był jedynym kolorowym akcentem w tym gąszczu czerni. Choć na pierwszy rzut oka bóg morski wyglądał normalnie, jak na jego standardy, na jego głowie znajdował się czarny pióropusz. Zapewne była to jedyna ciemna rzecz w jego garderobie. Wszyscy pozostali ubrani byli w stonowane barwy, podkreślające smutek chwili. Gdy obok trumny stanęła matka Algidy, Trey ponownie ścisnął moją dłoń, szukając siły, by przetrwać najgorszą część pogrzebu.
    Kiedy kobieta spojrzała na ciało swej córki, zachwiała się. Herosi wstrzymali oddech, a mąż złapał ją, zanim upadła.
- Moja córeczka - wychlipiała, rozklejając się i jednocześnie gładząc jej policzek. - Dlaczego taki los spotkał właśnie ciebie, kochanie? Dlaczego nie mnie, starą, która już zdążyła nacieszyć się życiem? - wziosła wzrok ku niebu i wykrzyczała: - Dlaczego, na bogów, dlaczego?!
Pokręciła głową, gdy odpowiedziała jej głucha cisza. Rozejrzała się po naszych twarzach, szukając odpowiedzi. Gdy napotkała wzrokiem mnie i Terya, wzięła głęboki wdech, by się uspokoić. Musiała zapanować nad rozpaczą, by godnie pożegnać córkę. Jej głos drżał, kiedy ponownie się odezwała:
- Już od małego Allie wykazywała nadzwyczajne zdolności w dziedzinie mechaniki - zaczęła. - Gdy tylko zaczęła mówić, bez przerwy wypytywała mnie, jak poszczególne rzeczy były skonstruowane. Kiedy zaczęła chodzić, znikała na całe dnie, po czym wracała z naprawionymi przedmiotami, które ja już dawno spisałam na stracenie. Wraz z pójściem do szkoły zapisała się na kurs majsterkowania, który skończyła znacznie wcześniej, niż inne dzieci. Była niezastąpiona w domowych naprawach. Doszło do tego, że nawet sąsiedzi wynajmowali ją do pomocy za skromną opłatą bądź słodyczami, na które była łasa. Z czasem naprawianie tego, co było zepsute przestało jej wystarczać i wzięła się za ulepszanie rzeczy sprawnych. Do dziś pamiętam moment, w którym przyleciała do mnie z moim złotym zegarkiem w ręku, którego przedtem rozpaczliwie szukałam, a na jej twarzy gościł wielki uśmiech. Zamontowała w nim funkcję budzika, stopera i głosowego oznajmiania godziny, które dziesięć lat temu nie było jeszcze nikomu znane. Była z siebie tak dumna, a ja zamiast ją pochwalić, nakrzyczałam na nią za to, że przepadła mi gwarancja na ukochany zegarek - Kobieta osunęła się na ziemię, a gdy mąż chciał ją podnieść, odprawiła go machnięciem dłoni. Następne słowa wygłaszała już z tamtego miejsca, wpatrując się tępo w przestrzeń. - Odkąd trafiła do Siedziby, utrzymywałyśmy kontakt jedynie listowny, a ja i tak widziałam, jak zmieniała się z nieśmiałej dziewczynki w waleczną kobietę. Żałuję, że nie było mi dane być na ślubie, wybaczcie nadmierne wybieganie w przyszłość, mojej córki z Treyem, o którym pisała w każdym liście i w którym z każdym dniem zakochiwała się coraz bardziej. Żałuję, że byłam tak leniwa, iż regularnie nie pokonywałam dzielącej nas odległości kilkuset kilometrów i nie spotykałam się z moją córeczką osobiście. A najbardziej ze wszystkiego żałuję, że wysłałam ją tutaj, do Siedziby. Wiem, że gdyby została ze mną, nadal by żyła.
    Kobieta oblała się łzami, zaczynając spazmatycznie oddychać. Niedaleko siedzący herosi podeszli do niej i pomogli jej dotrzeć do krzesła. Choć nadal ciężko oddychała, zdążyła się nieco uspokoić i pozwoliła mówić Treyowi, który wyszedł na środek, puszczając podporę, jaką była moja dłoń. Gdy spojrzał na twarz Algidy, uśmiechnął się z tęsknotą i zaczął mówić, nerwowo ruszając palcami:
- Powinienem... - przełknął ślinę. - Powinienem wygłosić przemowę o tym, jak wspaniała była moja dziewczyna, jak wiele razem przeszliśmy, jak bardzo się kochaliśmy. Mam jednak kompletną pustkę w głowie. Jedyne zdarzenie, które pamiętam to jak powiedziała mi, że wyglądam jak naleśnik. Nie miałem pojęcia, czy był to komplement, czy wręcz odwrotnie, więc wytłumaczyła mi, że to komplement największej wagi, gdyż naleśniki były jej ulubionym daniem. - Wszyscy zebrani się roześmiali, a Trey razem z nimi. Uśmiech zniknął mu z ust, gdy jego wzrok ponownie natrafił na martwe ciało Algidy. Tym razem zwrócił się do niej, przyklękając i całując ją w zimne czoło: - Gdybym tylko mógł zająć twoje miejsce, zrobiłbym to bez wahania, choć wtedy pewnie byłabyś tak zła, że nie odezwałabyś się do mnie przez resztę wieczności. Kochałem, kocham i będę cię kochać, Allie. Żegnaj, jednak nie na zawsze - ponownie złożył pocałunek, tym razem na jej bladych ustach. - Wiem, że kiedyś ponownie będziemy razem.
    Powrócił na miejsce obok mnie jak w transie, patrząc na mnie, ale jednocześnie mnie nie widząc. Gdy usiadł, zobaczyłam spływającą po jego policzku łzę. Ten widok łamał mi serce, a nie znałam słów, którymi mogłabym ulżyć mu w cierpieniu. Odchrząknęłam i wyszłam na środek, by pożegnać ją równie godnymi słowami.
     Gdy szłam, gratulowałam sobie w myślach założenia baletek, a nie szpilek. Nawet bez nich czułam, jakbym za chwilę mogła upaść. Mimo potężnych zawrotów głowy, dotarłam do trumny. Po raz pierwszy spojrzałam na ciało w niej spoczywające. Algida była ubrana w białą, elegancką sukienkę, którą kiedyś widziałam w jej szafie. Była to suknia jej własnego projektu. Nigdy nawet nie podejrzewała, że projektuje strój na własny pogrzeb.
    Aureola czarnych włosów otaczała jej spokojną twarz, którą przecinała jasna blizna. Choć kiedyś myślałam o niej jak o oszpeceniu, teraz pomyślałam, że była oznaką odwagi mojej przyjaciółki. Na jej policzkach pojawiły się łzy i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że skapywały one z moich oczu. To przywołało mnie do rzeczywistości i zmusiło do zmierzenia z dziesiątkami spojrzeń, złaknionych treści mojego pożegnania. Próbowałam wyobrazić sobie, że oczy Allie były otwarte, a ja mówiłam jedynie do niej:
- Przez częste przeprowadzki nie miałam zbyt wielu przyjaciół. Wyjeżdżałam, zanim dane mi było kogoś lepiej poznać. Gdy pierwszy raz cię spotkałam, nie miałam zamiaru na długo zostać w Siedzibie, więc wzięłam cię za kolejny zalążek przyjaciółki, której nigdy nie dane mi będzie mieć. Ale zostałam. I ty również - wzięłam głęboki wdech, słysząc, jak wszyscy wokół ucichli. Nawet ptaki przestały śpiewać, słuchając mnie uważnie, jakby wiedziały, jak ważne były moje słowa. - Wytrzymywałaś ze mną przez kilka długich miesięcy i wydaje mi się, że nawet mnie polubiłaś. Twój cotygodniowy zwyczaj wpadania do mojego pokoju z samego rana i krzyczenia "Wstawaj, lodziarnia do ciebie przyszła" jest twardym argumentem w tej sprawie - po tłumie przebiegł zduszony chichot, gdy ludzie zorientowali się, że lodziarnia była nawiązaniem do jej imienia. Kątem oka zobaczyłam tęskne uśmiechy na twarzach jej rodziców. - I choć niezmiernie mnie wtedy irytowałaś, podobnie jak wtedy, gdy bez przerwy trajkotałaś o Treyu, myślę, że tych momentów będzie mi najbardziej brakować. Byłaś moją najlepszą przyjaciółką. - zerknęłam na Hermesa, który posłał mi pocieszający uśmiech. - Dochowywałaś poważnych sekretów, wnosiłaś radość do smutnych chwil, pomagałaś, gdy potrzebowałam pomocy. Żałuję, że nie powiedziałam ci tego wtedy, gdy miałam okazję.
Odgarnęłam kosmyki czarnych włosów z jej zastygłej na wieczność twarzy i uścisnęłam jej dłoń po raz ostatni. Skierowałam się z powrotem na swoje miejsce, gdy poczułam uścisk na ramieniu. Odwróciłam głowę i mój wstępny szok zmienił się we wrzask. Krzyk poniósł się echem po całym ogrodzie, sprawiając, że ludzie podskoczyli nerwowo na swych krzesłach, zdumieni tym nagłym dźwiękiem.
    Przede mną stała Algida, blada jak trup, jednak z szerokim uśmiechem na ustach. Zamrugała niewinnie i spytała:
- Tęskniłaś?
____________________________
Było mi strasznie smutno, gdy pisałam ten rozdział i równie smutno jest mi się nim dzielić :(
Przyczyny przewidzeń Beatrice wyjaśnią się za trzy rozdziały.
Następny rozdział za dwa tygodnie!


      

42 komentarze:

  1. Faktycznie smutny był ten rozdział -,-. Nie dziwię się, że Beatrice przez te kilka dni przebywała w towarzystwie Treya, w końcu oni oboje byli najbliższymi przyjaciółmi Algidy i to chyba im najbardziej jej brakowało. W dodatku Beatrice nadal odczuwa poczucie winy z powodu tego, co się stało, i jeszcze ma te zwidy. Już wcześniej je miała, a teraz to już w ogóle przerąbane. Mam wrażenie, że powoli wariuje od tego wszystkiego, za dużo wrażeń jak na tak krótki czas, zwłaszcza, że jeszcze nie tak dawno była po prostu zwykłą dziewczyną.
    Podobała mi się ta scena ostatniego pożegnania, rozmowy z matką Allie i wygłaszanie mów. Dzięki temu pokazałaś nam emocje bohaterów żegnających przyjaciółkę, oraz przybliżyłaś postać Allie; jak ją postrzegała matka i znajomi. Naprawdę szkoda, że uśmierciłaś tak fajną postać, to była jedna z moich ulubionych w tym opowiadaniu, jesli nie ulubiona, miała w sobie coś takiego pozytywnego.
    Ogólnie czytało mi się dobrze. Może nie było tu tyle akcji co ostatnio, ale był dobrze oddany, ponury klimat. Ponure klimaty to coś, co w opowiadaniach bardzo lubię, bo lepiej mi się czyta cięższe teksty niż czysto obyczajowe sielanki ociekające tęczą. A tu z pewnością tęczowo nie jest, i zastanawiam się, co jeszcze szykujesz dla swoich bohaterów na nadchodzące rozdziały :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trice ma wielkie poczucie winy, które doprowadza (lub już doprowadziło) ją do szaleństwa.
      Również bardzo lubiłam Algidę i dlatego było mi ją trudno uśmiercić i pisać ten rozdział :(
      Szykuję dla bohaterów dużo niekoniecznie radosnych momentów, ponieważ czas sielanki się skończył.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  2. O. Z Trice jest źle, bardzo źle. Swoją drogą do tej pory nie wiedziałam, że Allie miała czarne włosy. Ach, ta pamięć >.<
    To byłooo śliczne! *,* Ładnie opisujesz to wszystko i powinnam Ci zazdrościć, ale zamiast tego Cię podziwiam.
    Hermesiątko jest takie śłodkie. I Selene kochana. Z czego wychodzi, że bogowie wcale nie są tacy źli.
    Pozdrawiam,
    Mad :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie sama nie pamiętam, czy pisałam, że Allie ma czarne włosy. Chyba bardziej skupiłam się na bliźnie, niż na czymś tak błahym jak kolor włosów xD
      Bogowie źli nie są, zwłaszcza Ci po stronie Olimpu. Za to za sojuszników Okeanosa poręczyć nie mogę (;

      Usuń
  3. Jejku, nie sądziłam, że aż tak sobie weźmiesz do serca moją uwagę o prezencie, dlatego jestem pozytywnie zaskoczona tym rozdziałem :)
    Smutny, to prawda, jednak nie do łez. Ale nie przejmuj się, mnie ciężko jest czymkolwiek wzruszyć, właściwie to tylko przy Titanicu płaczę, co nie zmienia faktu, że ciężko czytało mi się ten rozdział już od pierwszych słów. Jasne, wiedziałam że nie można pominąć pogrzebu Algidy, aczkolwiek miałam nadzieję, że być może już teraz coś się wydarzy, coś bardziej chwytliwego, na co czekam od dawna, no nie wiem wreszcie jakaś naprawdę poważna bitwa, czy Hermes i Beatrice, którzy po stracie Allie stwierdzili, że mogą w każdej chwili stracić siebie nawzajem i coś z tym zrobić. Ale to jest nieistotne, ważne że akcja powoli idzie do przodu, przeżyłam pogrzeb (nienawidzę pogrzebów, dlatego w dużej mierze chciałam, żebyś zrobiła tylko o tym wzmiankę, ale niestety), teraz pozostaje mi tylko czekać na dalsze części.
    Wesołego długiego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zamierzeniem nie było, by sprawić, żebyście płakali (wbrew pozorom mam jeszcze resztki serca^^) tylko żeby ten rozdział choć trochę Was poruszył (: Nie chciałam w nim żadnej zbędnej akcji, ponieważ miało to być godne pożegnanie jednej z głównych bohaterek i tylko na koniec wplotłam dość nieoczekiwany (a przynajmniej taką mam nadzieję) zwrot akcji. Co do Hermesa i Beatrice to zdradzę, że w przyszłym rozdziale się do siebie zbliżą (:

      Usuń
  4. Rozdział smutny. :c
    Mimo wszystko cieszę się, że laska zaczyna wariować, bo jest to zawsze jakieś urozmaicenie. :D Ciekawa jestem, do czego ją to doprowadzi?
    Przykro mi, z powodu śmierci Algidy, przede wszystkim ze względu na Treya.
    Przyznam, że ja na pogrzebie nie potrafiłabym wygłosić mowy. Ściśnięte gardło i łzy. Nie byłabym w stanie wykrztusić choćby słowa. Mimo wszystko jednak ładnie mówili. Wzruszająco. Myślę, że w dużej mierze ominęłaś takie bardzo... patetyczne zdania. Owszem, były uroczyste, ale nie... sztuczne, płytkie.
    Pamiętasz, jak napisałam, że Trice powoli, powolutku staje się Mary Sue? Chciałabym zobaczyć ją... jak sobie z czymś nie radzi i nie piszę tu o nie radzeniu sobie z sytuacją. Chodzi o to, żeby pokazała jakąś znaczącą wadę. Jestem pewna, że to się uda, bo jesteś genialną pisarką. :D
    Życzę dużo weny. :)
    Pozdrawiam,
    Carmen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się z tego pogrzebu nie robić opery i właśnie omijać płytkie zdania (: Mowy to trudne części pogrzebu i rzeczywiście trudno sobie z nimi poradzić, ale bohaterom się udało.
      Beatrice jest wyidealizowana, przyznaję. Zawsze chciałam mieć za główną bohaterkę osobę silną, wygadaną i sarkastyczną, bo bardziej się z nią utożsamiam, niż z biernymi bohaterkami pokroju Belli Swan. Na Twoją prośbę postaram się gdzieś wpleść jakąś wadę, ale nie obiecuję, bo mam już całe opowiadania rozpisane aż do epilogu i nie za bardzo wiem, jaką to wadę mogłaby mieć Trice.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  5. Bardzo, bardzo smutny rozdział, ale lekko się go czytało.
    Podobał mi się gest Hermesa i Selene właściwie też.
    Trice musi mierzyć się z niesamowitym poczuciem winy, skoro halucynacje sięgają takiej skali. Tylko co pomyślą wszyscy zgromadzeni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w końcu się wyda, że Trice wariuje, bo trudno jest usprawiedliwić taki wrzask na pogrzebie.
      Beatrice ma ogromne poczucie winy i trudno zaprzeczyć, że poniekąd jest ono słuszne :(

      Usuń
  6. Dosłownie nie dawno dodałaś rozdział, a tutaj już tłumy się robią xd
    Wrócę rano jak dotrze do mnie ten rozdział o normalnej porze, bo jednak 00:43 to późna godzina.
    Ale pochwalę się, że mam teorię na temat wariacji Beatrice i jak nie zapomnę, to ci ją przedstawię :D Mam nadzieję, że zgadłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się dziwię, że tyle ludzi, może piątek to dobry dzień na dodawanie :D
      Jestem bardzo ciekawa Twojej teorii (:

      Usuń
  7. Chyba na serio ze mną coś nie tak, a może to Twoje pisanie aż tak wpłynęło na mnie, ale płakałam czytając cały ten rozdział. A chciałam Ci powiedzieć, że rzadko płaczę, więc to raczej Twoja zasługa, a bardzo cenię sobie książki, blogi, które mają na moje emocje duży wpływ:) Świetny rozdział, bardzo mi się podobał:) Zastanawiam się, dlaczego Beatrice tak wariuje... Może dodają jej do kawy, czy jakiś bóg maczał w tym palce? A może po prostu poczucie winy ją wykańcza, hmm... Zawsze wymyślam najbardziej absurdalne tezy, więc trudno mi powiedzieć:)
    P.S: Następny rozdział już jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę płakałaś? :( Nie chciałam nikogo aż tak zasmucić. Co do wariacji Beatrice to na razie nic nie zdradzam, wyjaśni się w następnym rozdziale.
      Jeszcze dzisiaj do Ciebie wpadnę (:

      Usuń
    2. Nie no bez przesady! :D Nie martw się, bo moim przynajmniej zdaniem to dobrze, że potrafisz pisaniem wzruszyć człowieka :) A to że oglądałam wcześniej Jestem Legendą wcale tego nie poprawiło (scena z wilczurkiem umierającym to dla mnie zawsze trauma...) i byłam i tak smutna, gdy zasiadałam do czytania. Ale to jak świetnie "manipulujesz" moimi emocjami, to dowód, że jesteś bardzo utalentowaną pisarką:)

      Usuń
    3. Ale mi słodzisz! Myślę, że Twój płacz był spowodowany śmiercią owego wilczurka, aniżeli tym rozdziałem, w każdym razie dziękuję :D

      Usuń
  8. jejuuu jakie to smutne... a to ostatnie mocno mnie zdźwiło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, chciałam, żeby to był właśnie taki niespodziewany zwrot akcji (:

      Usuń
  9. Prawie się na tym popłakałam. A cudem jest doprowadzić mnie do takiego stanu. W momentach kiedy moja przyjaciółka płakała, mnie jedynie było tylko trochę smutno... Jeszcze ta piosenka...
    Cudownie to wszystko opisałaś. Proszę, oddaj mi chociaż namiastkę twojego talentu!!!
    Gdyby nie to krótkie przekomarzanie się Selene i Hermesa (i "kłótnia" moich kotów, przez która musiałam na chwilę przerwać czytanie), prawdopodobnie miałabym łzy w oczach. (do płaczu raczej by nie doszło)
    Mówiłaś, że szykujesz dużo smutnych momentów... Zmieścisz to w dwóch rozdziałach (czy tam trzech)?
    Pojawienie się Algidy na samym końcu było dla mnie wielkim szokiem...
    Przez prawie cały rozdział przypominałam sobie sceny z początkowych rozdziałów, które wypadły mi z pamięci, a teraz wróciły wszystkie na raz... To było piękne....
    Czekam niecierpliwie na następny rozdział. Życzę dużo weny!!!
    Laciata <3
    P.S tak się zastanawiałam skąd masz taki piękny szablon?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę aż tak smutno mi wyszedł ten rozdział? :c Nie chciałam nikogo doprowadzić do płaczu. Smutne wydarzenia poprzeplatałam z zabawnymi (jak choćby to przekomarzanie bogów czy pióropusz Nereusa) (:
      Może w tych 3 rozdziałach, które zostały nie będzie zbyt wiele smutnych momentów, za to cały epilog będzie bardzo smutny :(
      Szablon wykonała Ginger Grant (obecnie posługuje się nickiem Jamie Grant) i możesz ją znaleźć na http://grant-w-hogwarcie.blogspot.com/, ale uprzedzam, że obecnie jest zajęta przygotowywaniem szablonu na moją kontynuację Zaplątanych :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
  10. Przemówienia były piękne. Kiedy je czytałam myślałam, że się na serio popłaczę. I genialnie dobrałaś muzykę, która dodała nastroju.
    Mimo smutnych momentów w Twoim blogu bardzo podoba mi się, że dajesz przebłyski radości. Przekomarzania Hermesa i Selene, Nereus i tym podobne.
    Gdy czytałam o pojawieniu się Algidy myślałam, że zawału dostanę. Odrywam się od tekstu i myślę "to pewnie przez te zwidy". Upewniłaś mnie później, ale serio: umiesz zaskoczyć czytelnika.
    Z niecierpliwością czekam na kontynuację ;* (mimo, że krótką ;c )
    Alice_Alis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka jest strasznie smutna, zgadzam się :c
      Radość w Zaplątanych jest zawsze, nawet w chwilach smutnych. Cieszę się, że zaskoczyłam Cię tą końcówką, o to mi chodziło (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  11. Najpierw obejrzałam bajkę z rodzeństwem, podczas której ryczałam, a po tym do przeczytania dostałam twój rozdział. nie wiem jak ja się powstrzymywałam od płaczu. może dlatego, że wszystkie łzy wylałam już przy bajce xd
    nadal nie chce do mnie dotrzeć. czemu akurat Algida??? ona była taką magiczną iskierkę w tym cały bałaganie. naprawdę jest mi jej szkoda. w pewnym sensie dobrze, że jej już nie ma. nie musi oglądać tych wszystkich łez, które inni wylewają z jej powodu. ale gdyby była nikt nie musiałby tego robić. ech jaki zbieg okoliczności...
    nie dziwę się, że Bea obwinia się o to co stało się z jej przyjaciółką. nie uważam jednak, że to jej wina. nie mogła wiedzieć, że tak się to skończy. gdyby wiedziała nie pozwoliłaby jej nigdzie iść. a Trey... jego jest mi żal jeszcze bardziej. gdy w końcu ją zauważył, gdy zaczęło się układać, ona odeszła. cholera jakie to życie jest smutne...
    oczywiście nie byłabyś sobą gdybyś nie dodała jakiegoś weselszego fragmentu. te sprzeczki pomiędzy Selene a Hermesem są po prostu epickie. niby obraźliwe, ale nadal zabawne. przynajmniej chociaż trochę poprawiły Bei humor.
    ten pogrzeb... lepiej nic nie mówię, bo naprawdę się poryczę i będziesz miała mnie na sumieniu xd ale końców oczywiście epicka! zastanawia mnie jednak czemu ona ma te wszystkie urojenia. owszem przeszła wiele, ale na pewno nie tyle ile inni uczniowie Siedziby. hmmm
    Nie miała jeszcze okazji złożyć ci życzeń noworocznych. możesz więc to potraktować jako coś takie. wiem mało wyszukane, ale ode mnie nie powinno się tego wymagać xd
    Weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najdłuższy komentarz, jaki od Ciebie dostałam :D
      Pewnie nie płakałaś dlatego, że ten rozdział nie był aż tak smutny ^^ Trey ma zdecydowanie najgorzej, jeszcze gorzej, niż Beatrice i też jest mi go żal. Uwielbiam pisać dogryzania Sel i Hermesa, to dwójka moich ulubionych bohaterów!
      Powód urojeń Beatrice poznacie za trzy rozdziały (:
      Dziękuję i za komentarz i za życzenia! :*

      Usuń
    2. A wcale nie! kiedyś zdarzało mi się pisać dłuższe. no wtedy, gdy pan leń mnie nie złapał ;> i rozdział był smutny! ja naprawdę potrafię ryczeń przy różnych dziwnych momentach, więc w nie ma w tym niczego dziwnego ;> masakrom jest to gdy w filmie jest happy end a ja ryczę xd a nawet coś takiego się zdarza xd

      Usuń
  12. W noc, poprzedzającą pogrzeb Algidy, spałam już trzeci raz z rzędu w pokoju Treya. - Jak dla mnie to brzmi to trochę tak, jakby jednej nocy spała trzy razy w jego pokoju.
    Suknia była elegancka i szykowna, wykonana z lejącej tkaniny, która przypominała wodospad łez. - Dwie sprawy kosmetyczne. Po pierwsze, najpierw piszesz o ubraniu jako o sukience, potem jako o sukni. Jak dla mnie jest między tymi dwoma zwrotami pewna różnica, bo sukienka kojarzy mi się bardziej z czymś lekkim, zwiewnym, w każdym razie nie z wielką, rozkloszowaną, dostojnie ciężką suknią balową, z czym z kolei kojarzy mi się słowo „suknia”. Ale może to tylko ja jestem dziwna i się czepiam, jak zwykle. Po drugie, tak z ciekawości, jak wygląda lejąca się tkanina?
    […] znajdowały się tu dziesiątki białych krzeseł, a dookoła w wazonach stały czarne róże. Pośród krzeseł wyrastała potężna, śnieżnobiała trumna, której wieko było otwarte. - Krzesła, krzesła.
    Kątek oka zauważyłam uśmiech na ustach Selene. - Kątem.
    - Nie było listu, w którym by o tobie nie wspomniała. Była w tobie zakochana po uszy. - stwierdziła - Teraz rozumiem dlaczego. - Kropka nie w tym miejscu, powinna być dopiero po słowie „stwierdziła”. No i przejrzyj resztę dialogów w tekście. Nie wszędzie, ale w paru miejscach zapomniałaś o tych nieszczęsnych znakach. Ale już jest lepiej! Jestem z Ciebie dumna! :D
    - […]Była z siebie tak dumna, a ja zamiast ją pochwalić, nakrzyczałam na nią za to, że przepadła mi gwarancja na ukochany zegarek - Kobieta osunęła się na ziemię, a gdy mąż chciał ją podnieść, odprawiła go machnięciem dłoni. - Kropka po słowie „zegarek”. Zdaniempo myślniku nie odnosi się bezpośrednio do wypowiedzi.
    Żałuję, że nie było mi dane być na ślubie, wybaczcie nadmierne wybieganie w przyszłość, mojej córki z Treyem […]. - Jak sama zauważyłaś, ślub z Treyem jest przyszłością, więc czasownik jest źle odmieniony. Dopiero nie będzie jej dane być na ich ślubie, a nie nie było. „Było” sugeruje, że ślub już się odbył, a to przecież nieprawda.
    Żegnaj, jednak nie na zawsze - ponownie złożył pocałunek, tym razem na jej bladych ustach. - Ta sama sytuacja. Czynność po wypowiedzi nie odnosi się do niej bezpośrednio, więc po „zawsze” powinnaś postawić kropkę, a zdanie po myślniku zacząć wielką literą.
    Powrócił na miejsce obok mnie jak w transie, patrząc na mnie, ale jednocześnie mnie nie widząc. - Mnie, mnie, mnie.
    I ty również - wzięłam głęboki wdech, słysząc, jak wszyscy wokół ucichli. - Znowu kropka i wielka litera, tak myślę.
    Byłaś moją najlepszą przyjaciółką. - zerknęłam na Hermesa, który posłał mi pocieszający uśmiech. - Jak wyżej. „Zerknęłam” też wielką literą.

    Jeeee, zepsułaś, kocurze. Trzeba mi było nie mówić, że ta Algida na końcu to tylko wytwór chorego umysłu Beatrice. Lepszy byłby efekt przy kolejnym rozdziale, jak już byś wyjaśniła, że Lodziarnia (<3) wcale nie zmartwychwstała.
    Zacznijmy od tego, że ja kocham sceny pogrzebów i bardzo się ucieszyłam, czytając ten rozdział. Wiem, że brzmi to trochę kosmicznie, ale nie weź mnie, proszę, za wariata niespełna rozumu. Chodzi mi o to, że podobne sytuacje mają wyjątkowy klimat, który wbrew wszystkiemu nie jest wcale aż tak prosto oddać. Niemniej w każdy pogrzeb się wczuwam i choć z reguły raczej nie płaczę, to nie mogę powiedzieć, że nie jest mi smutno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podobało mi się strasznie, kiedy matka Algidy stanęła nad trumną córki i zaczęła wykrzykiwać osławione „dlaczego!?”, bo wydało mi się to okropnie tanim chwytem. Rozumiem jej ból i rozpacz, ale nie spodziewałam się po niej tak płytkiej reakcji, zwłaszcza po tym, jak ukazałaś ją kilka chwil wcześniej w zupełnie innej, moim zdaniem zdecydowanie lepszej, odsłonie. Dziwi mnie też, że ciało Algidy wystawiono na widok publiczny. Według mnie trumna zdecydowanie nie powinna być otwarta nawet przez sekundę, bo jak kogoś przygniata walący się dom, to ten ktoś raczej nie wygląda potem zbyt przyjemnie. Ja przynajmniej wyobrażałam sobie Lodziarkę jak mniej więcej przemielona papkę (oczywiście nie dosłownie, chodzi mi bardziej o kilka wgniecionych części ciała i takie tam bajery), a tego zdecydowanie nikt nie powinien oglądać.
      Podobało mi się natomiast to, że nie ominęłaś żadnej przemowy. Nie są one prostą sprawą, ale Ty nie poddałaś się i stawiłaś temu dzielnie czoła. Choć może nie wszystko do mnie przemówiło, to jednak chylę przed Tobą czoło, bo mimo to wyszło całkiem zgrabnie. Przekomarzanki Hermesa i Selene jak zwykle wniosły odrobinę humoru, co się chwali przy tak niewesołym epizodzie, jednak początkowe rozmowy Beatrice z Treyem… Sama nie wiem, jak mam się do nich odnieść, więc chyba sobie to podaruję. Nie są złe, wydaje mi się tylko odrobinę dziwne, że dziewczyna, która widzi takie rzeczy, jak Beatrice, jest jeszcze w stanie trzymać się prosto i pocieszać przyjaciela. A propos tych wizji właśnie. Chyba nie wszystkie przypadają mi do gustu. Ostatnia, ze zmartwychwstałą Algidą- okej, to jestem w stanie zrozumieć, ale dla większości poprzednich nie znajduję jakiegoś logicznego wytłumaczenia. Ja wiem, że dziewczynie jest ciężko i w ogóle, ale nie wydaje mi się, żeby miało prawo sięgnąć to aż tego stopnia. Ostatecznie tragedia zamyka się wyłącznie na śmierci Algidy, nie odczułam, żeby wcześniej wydarzyło się coś na tyle spektakularnego, by mogło spowodować w jej umyśle takie zmiany, te omamy i całą resztę. A podobnych ludzi zazwyczaj zamyka się już w pokojach bez klamek.
      Miałam powiedzieć jeszcze coś dobrego, ale oczywiście na sekundę oderwałam się od pisania komentarza i już zapomniałam, co takiego chodziło mi po głowie, no nic. W każdym razie cieszę się, że nie pominęłaś pogrzebu Lodziarni i zdecydowałaś się napisać o nim cały rozdział. Aaaa, no! Dobrze, że zwolniłaś i zrobiłaś taki nieco bardziej melancholijny przerywnik, miałam pochwalić. Teraz już tylko czekam, podobnie jak xoxo., na fajerwerki. :*

      Usuń
    2. Uwielbiam Twoje komentarze. Nie dość, że sprawujesz funkcję bety, wytykając mi błędy to jeszcze konstruktywnie krytykujesz, za co jestem bardzo wdzięczna. Wszyscy inni mi cały czas słodzą i chyba jako jedyna wskazujesz błędy.
      Co do błędów z pierwszego komentarza poprawię je później, bo zaraz idę do kościoła ;\ (cholerne bierzmowanie). Powiedzenie na końcu, że Algida to tylko halucynacje Trice uznałam za dobry pomysł, gdyż nie chciałam, by nikt mi wytykał, że robię z jej śmierci operę mydlaną (: Po głębszym przemyśleniu jednak to usunęłam (głównie dzięki Twoim słowom).
      Byłam na dwóch pogrzebach, gdzie matki chowały dzieci i obydwie ciągle mówiły pod nosem "dlaczego?", co zapadło mi w pamięć. Dlatego właśnie to umieściłam, by pokazać jej rozpacz.
      Beatrice musiała być silna dla Treya, ale jak widać, sytuacja ją samą na końcu przerosła.
      Wizje Beatrice nie są spowodowane złym stanem psychicznym (choć to również ma swój udział), ale czymś jeszcze, co się okaże w ostatnim rozdziale (:
      Widzę, że "Lodziarnia" bardzo Ci przypadła do gustu :D
      Dziękuję! :*

      Usuń
    3. Już wiem, o czym chciałam napisać! Miałam ubolewać na tym, jaki Trey jest biedny. Widać, że śmierć Algidy odbiła się na nim bardzo mocno i jak tak sobie o nim czytam, to aż mnie o ściska za serce. Jest mi smutno, kiedy Treyowi jest smutno, po prostu.
      Miło mi czytać. Większość ludzi krytyka niestety w oczy kole, co moim zdaniem jest zupełnym absurdem, bo o ile jest ona kulturalna i poparta sensownymi argumentami, to z tego się wręcz cieszyć powinno. Nigdy nie ma tak, że wszystko jest cacy, a jak wszystko jest cacy, to znaczy, że ktoś po prostu bardzo sprytnie ukrył to, co jest na nie. Zawsze staram się znaleźć w tekście coś, co nie jest do końca cukierkowe, ale nie dlatego, że lubię udowadniać ludziom, jacy to oni są beznadziejni, a po to, by pokazać im, nad czym mogą jeszcze popracować, by być lepszymi. Nie znoszę słodzenia dla samego słodzenia (nawet herbaty nie słodzę, ha!), tylko po to, by ktoś wpadł do mnie i powiedział mi to samo. Krytykuję i sama oczekuję od ludzi krytyki. Moim zdaniem to najlepszy układ z możliwych, bo nic tak nie motywuje do pracy, jak solidny kopniak w tyłek. :>
      Jak sama zauważyłaś, na pogrzebach, na których byłaś, te kobiety mruczały pod nosem. Matka Algidy wykrzyczała to bogom w twarz, jeśli mogę tak to ująć. I właśnie o to mi chodzi. Nie o samą rozpacz, którą próbowałaś przekazać tym słowem, ale o ten niepotrzebny dramatyzm, jakim okrasiłaś całą scenę. Bo gdyby tak sobie sama do siebie pomruczała kobiecina, prawdopodobnie nawet bym pochwaliła, ale że od razu zaczęła wykrzykiwać pretensje, co moim zdaniem przy takiej kreacji postaci nie było zbyt trafnym pomysłem, to niestety. A jeśli już koniecznie chciałaś to napisać w taki sposób, moim zdaniem wybrałaś na to zły moment. Jeśli już chciała lamentować nad grobem córki, to zdecydowanie nie tuż przed przemową. Myślę, że dużo zgrabniej by to wypadło, gdyby była to jej pierwsza reakcja na podejście do trumny, jeszcze przed rozmową z Beatrice i Treyem.
      Tak, przerosło ją. Ale to dobrze, bo nie zrobiłaś z niej aż takiego superbohatera, a skoro wizje Beatrice mają jeszcze jakieś uzasadnienie ponad zły stan psychiczny, to zwracam honor i pozostaje mi czekać, aż wszystko się wyjaśni.
      I tak, Lodziarnia wymiata. <3

      Usuń
    4. Konstruktywna krytyka jest zawsze mile widziana, bo pozwala mi dostrzec, co jest nie tak i poprawić to w kolejnych rozdziałach (: A ktoś kto chce cały czas słuchać cukierkowych komentarzy ma przerost ambicji nad treścią.
      Trey rzeczywiście jest biedny, również mi go szkoda. Znalazł świetną dziewczynę i puf! Umarła.
      Może rzeczywiście jakoś zmienię ten moment z "Dlaczego?"... Jak będę mieć wenę :D
      Jeszcze raz dziękuję!

      Usuń
  13. Zostałaś nominowana do Liebster Award! Szczegóły tutaj http://thalukeforever.blogspot.com/ w zakładce Liebster Award ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, ale nie przyjmuję nominacji (:

      Usuń
  14. Przeczytałam! Z potężnym opóźnieniem, ale w końcu zjawiłam się u ciebie. Wytraciłam się z rytmu komentowania i teraz muszę się ponownie w niego wbić, ale spokojnie damy radę.
    Rozdział jest straszny. To znaczy świetny! Ale jednocześnie jest potwornie przygnębiający i stąd wypływa ta potworność. Jako cholerny wrażliwiec doceniam to i leję morze łez. Tak, tak przez ciebie. Możesz być z siebie dumna ;)
    Tak bardzo szkoda mi tych twoich bohaterów, no! Rozpaczam nad ich smutkiem i sama w ten smutek się zagłębiam. Biedna Beatrice, biedny Trey, a przede wszystkim biedna Algida, której będzie mi brakować. Jakoś szczególnie nie zdziwiło mnie to, że ta dwójka szuka swojego towarzystwa. W końcu oboje byli w bliskich stosunkach z Algidą. Znali ją na wylot i oboje odczuli jak wielki ból sprawiło im jej odejście. Jednak uważam, że Bea niesłusznie obwinia siebie o wszystko, co się wydarzyło. Przecież nie mogła przewidzieć pewnych rzeczy. Gdyby mogła pewnie starałaby się im zapobiec. To nie fair, że tak bardzo się dręczy. Do tego stopnia, aż wyobraźnia płata jej figle i podsuwa nieprawdopodobne obrazy tak jak ten napis czy ostatnia scena, podczas której niby to zmarła ożyła z martwych. Ja nie wiem, ale chyba powinna się z tym do kogoś zwrócić. Takie zwidy nie są najnormalniejszym zjawiskiem, jakiego może doświadczyć.
    Bardzo podobało mi się to jak przedstawiłaś scenę pogrzebu. Niemal idealnie oddałaś jej cały klimat. Łzy polały się, gdy czytałam o tym, jak żegnają Algidę. Dużo emocji włożyłaś w ich wypowiedzi i to było czuć.
    Fajnie, że zdołałaś w całość wpleść jakiś humorystyczny wątek jak te kłótnie między Hermesem i Selene. To było naprawdę potrzebne i wyszło całkiem w porządku. Trochę rozluźniło tą przygnębiającą atmosferę.
    Cóż mogę dodać? Po prostu czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i zapowiedziane wytłumaczenie tych wszystkich omamów Beatrice.
    Tymczasem zapraszam na swój nowy blog, o ile oczywiście masz czas i chęci, bo sama wiem, że czasem bywa z tym ciężko.
    http://zgubione-wspomnienia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że przeze mnie płakałaś :(
      Trice i Trey byli dla siebie nawzajem dużym pocieszeniem w tych dniach, choć w dniu pogrzebu to Beatrice musiała być jego podporą. Przewidzenia Beatrice nie są spowodowane jedynie jej złym stanem psychicznym, ale po tym występie, który zgotowała na pogrzebie (wrzeszczenie) bądź pewna, że otrzyma pomoc (:
      Humor w Zaplątanych musi być!
      Nowe opowiadanie? Mam nadzieję, że nie zaniedbasz starego (; Wpadnę później.
      Dziękuję!

      Usuń
  15. Obiecałam komentarz na wczoraj, ale jest na dzisiaj. Dlatego nie lubię remontów, bo nie ma na nic czasu.

    Ten rozdział był bardzo, bardzo smutny. Pogrzeby są przygnębiające, nawet czytanie o tym, że komuś umarł ktoś bliski, nie należy do miłych przeżyć. Twoją Algię zdążyłam polubić. Nie tylko za imię, chociaż lody tej marki lubię, ale też za jej charakter. Ta dziewczyna choć z pozoru nieśmiała wobec chłopaków jest chodzącym wulkanem energii i pozytywnego myślenia. A że sama dążę do takiej postawy, to w pewnym momencie przychodzi taka chwila, że w głowie mam swój wyobrażony obraz Algidy. I nie, wcale nie żartuje, bo tak rzeczywiście jest. Przynajmniej ja tak odbieram tę dziewczynę/bohaterke. Nie ukrywam, że będzie mi jej brakowało w tym opowiadaniu. Piszesz w sposób zabawny, pozytywny, używasz ukochanego przeze mnie sarkazmu, jednak postać Algidy jest wyjątkowa.

    Ten pogrzeb wyszedł ci całkiem dobrze. Szkoda trochę, że u nas w Polsce nie żegna się w taki sposób bliskich, bo mam wrażenie, że wiele osób chciałoby w ten sposób upamiętnić ukochane osoby. Sposób w jaki zrobili to twoi bohaterowie był niesamowity. Przez chwilę miałam łzy w oczach, bo sposób w jaki stworzyłaś ich dialogi... No, wzruszyłam się.

    A więc moja teoria: wspominałaś kiedyś o tym, że dzieci bogów stoją po stronie swoich rodziców podczas tej wojny. Ale Beatrice nie stoi po stronie Okeanosa, więc może to stąd bierze się ta wariacja. Inną opcją jest zbyt duże poczucie winy, obowiązek, jaki na niej ciąży - w końcu to ta przepowiednia mówiła (super, teraz przepowiednia umie mówić...), że albo uratuje świat, albo go zniszczy. Wiele istnień z tego powodu źle skończyło, w tym Algida.

    Czekam na następny :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi słodzisz!
      Też bardzo lubiłam Algidę, ale jej śmierć dodaje realności opowiadaniu. Postać Algidy była wyjątkowa, przyznaję. W książkach główne bohaterki często mają ładne, popularne przyjaciółki, a ja tutaj chciałam zrobić coś zupełnie odwrotnego (:
      Również żałuję, że w Polsce nie przyjął się taki zwyczaj, na pewno pogrzeby byłyby ciekawsze. To brzmi trochę strasznie, ale myślę, że cały polski Kościół potrzebuje takiego zastrzyku czegoś ciekawego, bo obecnie wszyscy śpią na tych mszach ;\ Ale dość narzekań o Kościele, bo mogłabym tak cały dzień.
      Twoje teorie są bardzo ciekawe i fajnie, że tak się wczytujesz w opowiadanie, że nawet masz własne teorie :D Na razie nie zdradzam, czy są słuszne, bo wszystko wyjaśni się w ostatnim rozdziale.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  16. Bardzo smutny rozdział. Algida była jedną z moich ulubionych postaci. Taki przykład, że nie powinno się patrzeć na wygląd zewnętrzny, ale na charakter. Strasznie mi będzie jej brakować.

    Intrygująco zakończyłaś rozdział. Nie mogę się doczekać, aż napiszesz powód omamów Trice. Podejrzewam, że to wina któregoś z bóstw po stronie Olimpu, które odkryło, że Hermes jednak jej nie uśmiercił. Albo jej ojca.

    Jak sama zapowiedziałaś wcześniej, nieuchronnie i szybko zbliżamy się ku końcowi. Mam jednakże nadzieję, że napiszesz kontynuację. Piszesz tak ciekawie, że nie można się oderwać.

    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Algida z pewnością idealna nie była i to czyniło ją tak wyjątkową. Twoje podejrzenia są ciekawe, na razie jednak nic nie zdradzam :)
      Będzie kontynuacja, jednak nie z tymi samymi bohaterami.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  17. Nie wiem, jak mogłam przeoczyć ten rozdział. Zwłaszcza, ze jest tak ładny.
    Co ja tutaj widzę? Tekst, który nacechowany jest emocjami. One wręcz od niego biją. Widać, że naprawdę było Ci smutno, gdy go pisałaś. W każdym słowie, przynajmniej ja, dopatruję się tego żalu. Doskonale wczułaś się w rolę Beatrice. Tak jakby przelałaś tu po części swoje uczucia. A było ich naprawdę wiele.
    Strasznie żal mi jest Trey'a. Po tym, jak chłopak się teraz zachowuje, można doskonale zobaczyć, jak wielką miłością pałał do Algidy. A z początku wszystko to takie niepozorne było, zanosiło się na to, że to jedynie Allie będzie w nim po uszy zakochana, a on w niej nic. Wszystko się jednak z czasem zmienia. I właśnie w tym momencie tak bardzo Cię nie lubię. Bo odebrałaś chłopakowi jedyną osobę, na której w tak wielkim stopniu mu zależało. On teraz tak bardzo cierpi... Szczerz powiedziawszy nienawidzę, gdy facet cierpi, bo to jest takie... No, uznaję, że nikt nie powinien ich krzywdzić. Oni jak już to odbiorą, pokazują całym sobą, że są zranieni. To widać.
    I nie wiem, co czuję teraz w stosunku do Algidy. Jestem zła. Na nią. Że odeszła. Że zostawiła swoich przyjaciół, Trey'a. Wiem, że to nielogiczne, ale ja już tak mam, że najmniej odpowiedzialni wzbudzają największą wściekłość we mnie. Ot tak, po prostu.
    Widok rodziców Allie musiał być i da Trey'a i dla Beatrice trudny. Zwłaszcza, że mówili, iż dziewczyna tak bardzo ich kochała. Nawet nie wyobrażam sobie, jak się czuła Trice. W końcu to rzeczywiście po części jej wina. Nie zamierzona, właściwie niecałkowita, ale jednak w pewnym stopniu się przyczyniła do tego, co się stało.
    Teraz mam jedynie nadzieję, że dziewczyna się weźmie w garść i pokaże Okeanosowi, na co ją stać. Że zemści się za to, co jej zrobił, pokaże dzięki temu respekt swej przyjaciółce. Uczci jej pamięć!
    Kurcze, strasznie nastrojowo i nostalgicznie się zrobiło. W sumie ja tylko dobre chwile z Allie pamiętam :)
    No nic, kończę, bo zaraz zacznę na Ciebie wrzeszczeć ;/
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz zauważyłam ten komentarz! :(
      Zaraz muszę wychodzić, więc odpowiem na niego później (:

      Usuń
  18. Praktycznie się popłakałam na tym rozdziale. I choć z jednej strony byłam wściekła na swój brak czasu i to, że przestałam czytać, tak teraz myślę, że może to i dobrze - przeczytam teraz wszystko na raz, nie martwiąc się co dalej...

    OdpowiedzUsuń
  19. W tym rozdziale jest tak jak pisałam wcześniej, ty się boisz uśmiercać swoich bohaterów, krzywdzić ich i ranić. Niby żyją w środku wojny, ale tak jak w sielance. To niemal koniec, a nikt nie umarł, jeden zdradził, wszyscy się śmieją, żartują i wygłupiają jak dzieci na wycieczce gimnazjalnej. Moim skromnym zdaniem brakuje temu opowiadaniu pewnej twardości, przez co rysuje się w moich oczach jako bajeczka dla małolatów.

    OdpowiedzUsuń

Herosi