sobota, 16 listopada 2013

XIX. Strzała Erosa

Hermes

     Hermes dawno temu stracił poczucie czasu. Zdarzały się momenty, gdy nie pamiętał jaki jest rok, nie mówiąc już o dniach tygodnia. Tym razem jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest niedziela. Dzień, który chrześcijanie mianowali świętym. Choć zdecydowanie nie była to jego religia, nie mógł narzekać na dzień wolny od pracy.
    Miał na dzisiaj plany. Wiedział, że Zeus nie jest cierpliwym bogiem. Zadanie zabicia Beatrice zlecił mu już kilka tygodni temu, a Hermes nie mógł ryzykować, przedłużając termin o ani dzień dłużej. Po raz pierwszy od kilku wieków, poczuł strach.
   Nie chodziło o to, że nie ufał Afrodycie. Skoro bogini powiedziała, że ma pomysł, wierzył jej. Nie mógł jednak zaprzeczyć faktom - plany Afrodyty nie zawsze były mądre i skuteczne.
    Tym razem nie mógł pozwolić na porażkę. W końcu stawką było życie Beatrice. Jeśli plan się nie powiedzie, Hermes będzie przyczyną jej śmierci. Wystarczy jeden pocałunek, by się przekonać o skuteczności planu... Ale Hermes nie chciał się przekonywać. Jeśli Afrodyta się myliła, nie będzie mógł ze sobą wytrzymać przez wszystkie kolejne tysiąclecia.
   Musiał jednak wcielić projekt w życie. Wiedział, że to jest jedyna szansa ocalenia dziewczyny. Jeśli Zeus wyśle kogoś innego, on się z nią nie będzie cackał. Dlatego mężczyzna zorganizował na dzisiaj małą wycieczkę. Wiedział, że trudno poznać piękno Grecji na własną rękę - jednak jako stały bywalec tego miasta, zamierzał Beatrice w tym pomóc.
    Wyszedł ze swojego domku, w którym tymczasowo mieszkał i skierował się w stronę jej parceli. Akademia Platońska, na której terenie się znajdowali, składała się z kilkunastu małych domków, rozstawionych na dużym, zielonym obszarze. Były urządzone w stylu typowo greckim, co znaczyło, że były niskie oraz posiadały białe ściany i niebieskie dachy. W porach posiłków mieszkańcy Akademii zbierali się w stołówce, serwujące dania tak pyszne, że niejedna grecka restauracja mogłaby im pozazdrościć. Głównym miejscem spotkań był jednak Budynek Myśli, zajmujący prawie połowę terenu. Zaludniał się on codziennie w południe, a zebrani myśliciele medytowali nad sensem istnienia. Choć Hermes w duchu podśmiewał się z tych praktyk, bardzo lubił członków stowarzyszenia. Byli specyficznymi ludźmi, którzy mówili zagadkami i rzadko udzielali jednoznacznych odpowiedzi. Jemu się to jednak podobało. W dzisiejszych czasach oryginalność wyszła z mody, a oni dalej ją nosili.
    Dochodziła godzina dziesiąta, a w Akademii nadal panowała cisza. Idąc w stronę domku Beatrice, Hermes nie natknął się na ani jedną osobę, ani nawet na zwierzaka, których zazwyczaj było tu pełno. Gdy doszedł do małego, białego domku, usytuowanego niedaleko wąskiego strumyka, zapukał cicho do drzwi. Gdy nikt mu nie otworzył, spróbował ponownie, nieco głośniej. Po minucie w progu pojawiła się Beatrice ubrana w koszulkę na ramiączkach z wizerunkiem kotka i krótkie spodenki. Na nogach miała kapcie w kształcie puchatych króliczków. Przetarła oczy, ziewając i spojrzała na swojego gościa. Uniosła brwi.
- O nie, nie, nie - zaprotestowała, nie pozwalając mu dojść do słowa - Jeśli myślisz, że mamy dzisiaj trening to się grubo mylisz. Ledwo chodzę po wczorajszym.
- To znaczy, że nie zdołasz się ze mną wybrać na spacer? - spytał z uśmiechem. Uniosła brwi jeszcze wyżej.
- Spacer? To jakiś kod, tak? Zamierzasz mnie stąd wywabić, a potem kazać mi przespacerować kilkanaście kilometrów?
Westchnął.
- Zawsze zakładasz najgorsze. A ja po prostu chciałbym pokazać ci uroki Aten.
Spojrzała na niego sceptycznie. Choć nie miała makijażu, a jej włosy sterczały na wszystkie strony, wyglądała pięknie. Hermes w swoim życiu widział wiele nastolatek - ona jednak nie wyglądała jak jedna z nich. Gdyby nie znał jej wieku, wziąłby ją za dorosłą kobietę.
- Ktoś rzucił na ciebie jakieś zaklęcie? Dlaczego jesteś taki miły? - droczyła się.
- Moja cierpliwość się kończy, Mead. Ubieraj się i idziemy - zanim odszedł, powiedział przez ramię, spoglądając znacząco na jej kapcie - Na marginesie, słodka piżama.
Odpowiedziało mu trzaśnięcie drzwiami.
   Przebieranie zajęło jej kilkanaście minut. Gdy wyszła, koszulka z kotkiem została zastąpiona czerwoną, obcisłą sukienką na ramiączkach, a kapcie wysokimi szpilkami. Choć bardzo spodobał mu się ten strój, nie mógł nie zauważyć:
- Czy nie mówiłaś, że bolą cię nogi?
- Owszem, ale wybrałam mniejsze zło - mrugnęła do niego - Teraz nie ma mowy, byś kazał mi ćwiczyć.
Roześmiał się. Dobrze to zaplanowała.
   Obcasy dodały jej dziesięciu centymetrów, a jednak dalej była niższa od niego. Szli do wyjścia z Akademii ramię w ramię, otoczeni całkowitą ciszą. Hermes uznał, że w Grecji musieli przykładać dużą wagę do niedzieli wolnej od pracy. Tak wolnej, że nikomu nie chciało się nawet wstać z łóżka.
- Musimy iść coś przekąsić - stwierdziła Beatrice - Mój brzuch umiera z głodu.
- Popieram pomysł. Ty i głód to nie jest dobre połączenie.
- Co masz na myśli? - spytała, gdy znaleźli się na jednej z wybrukowanych uliczek.
- To, że robisz się strasznie humorzasta, gdy jesteś głodna - po chwili namysłu dodał - Albo nie. Ty zawsze jesteś humorzasta.
- Hej, to nieprawda! - zaśmiała się, trącając go w ramię i potykając się na obcasach. Uratował ją przed upadkiem, łapiąc za ramię.
- Przypomnę ci o tym, gdy będziesz na mnie wrzeszczeć - obiecał, puszczając jej rękę i kierując w stronę baru, który pojawił się za zakrętem. Pamiętał go z przeszłości - w latach sześćdziesiątych był jego stałym bywalcem. Zazwyczaj starał się unikać miejsc, w których starsi ludzie mogliby go rozpoznać, ale wiedział, że poprzedni właściciele tego lokalu zmarli na przełomie XX i XXI wieku. Bar zmienił się nie do poznania - stał się bardziej nowoczesny, tracąc cały swój klimat. Hermes bardzo nie lubił stylu nowoczesnego - nakładał on złudzenie anonimowości i bezkształtności, których nie znosił.
   Usiedli przy oknie, skąd mieli dobry widok na jeszcze cichą ulicę. Beatrice zamówiła sałatkę grecką, a Hermes saganki feta, które pokochał już dawno temu. Ich zamówienie zostało zrealizowane w nie więcej niż dziesięć minut z racji tego, iż byli w lokalu jedynymi gośćmi. Między jednym, a drugim gryzem dziewczyna spytała:
- To gdzie zamierzasz mnie dzisiaj zabrać? Uprzedzam, że długie wędrówki nie wchodzą w grę - wskazała na szpilki, jeszcze bardziej wydłużające jej długie nogi.
- A gdzie chciałabyś pójść? - uśmiechnął się, popijając kawę. Zastanawiała się przez chwilę, po czym stwierdziła:
- Partenon. Zawsze chciałam go zobaczyć.
- Oryginalna z ciebie turystka, co? - jęknął - W Atenach jest tak wiele pięknych miejsc, a ciebie ciągnie do tego najbardziej zatłoczonego.
- Rozumiem, że masz ciekawsze propozycje? - uniosła brwi.
Uśmiechnął się z wyższością, po czym odłożywszy kawę, zaczął wyliczać na palcach:
- Likavitos, Agira, Keramikos, Plac Syntagma...
- Dobra, dobra, zrozumiałam - przerwała mu, a po jej minie widział, że te nazwy nic jej nie mówiły - Byłeś już kiedyś w Atenach?
- Pytasz się boga greckiego czy był w stolicy państwa, w którym powstała mitologia? Jak myślisz, jaka jest odpowiedź? - uśmiechnął się figlarnie.
- Czasami zapominam, jak stary jesteś - uniósł brwi, gdy usłyszał w jej głosie smutek. Nim jednak miał szansę odpowiedzieć, Beatrice odsunęła od siebie niedojedzoną sałatkę i wstała od stołu - Wyruszamy na podbój Likamikos, partnerze?
- Likavitos - poprawił i rzucił ostatnie spojrzenie swoim sagankom, których nie zdążył zjeść, po czym wyszedł za dziewczyną z lokalu - Jesteś pewna, że chcesz tam iść?
- Oczywiście - powiedziała twardo, udając, iż wie, co to za miejsce - Nie mogę się doczekać, żeby je zwiedzić.
Hermes uśmiechnął się w duchu. Nie miała pojęcia, co ją czeka.
    Zanim jednak udali się na Likavitos, przeszli kilkanaście klimatycznych uliczek Aten, podziwiając piękne budowle i rzeźby. Miasto bardzo się zmieniło od jego ostatniej wizyty. Pierwszą rzeczą, którą zauważył był niebywały tłok na ulicach, który gęstniał, gdy zbliżali się do centrum. Choć Ateny zawsze były pełne turystów, teraz stały się metropolią, w której wszyscy byli anonimowi. Mijali setki nijakich twarzy na ulicach, po chwili stających się niczym więcej, jak tylko owalem. Wybrukowane uliczki codziennie utrzymywały ciężar setek turystów, a małe sklepiki, usytuowane w kamienicach, biły się o klientów, zachęcając transparentnymi napisami. Ofiarą jednego sklepiku stała się Beatrice. Nie pozwoliła mu wejść ze sobą, mówiąc, że to, co kupi będzie niespodzianką. Westchnął, dając jej wolną rękę.
   W czasie, gdy jej nie było, Hermes na końcu uliczki dostrzegł sklepik z obuwiem. Gdy tylko tam podszedł doskoczyła do niego tęgawa kobieta, pytając po angielsku, czego szuka. Wzniósł oczy do nieba. Niemiłośnie irytowały go takie sprzedawczynie, aczkolwiek odpowiedział neutralnym tonem:
- Damskich płaskich butów, jakkolwiek się one nazywają  - Hermes z trudem rozróżniał nazwy męskiego obuwia, nie mówiąc już o kobiecym.
- Damskich? - ekspedientka uniosła brwi, ale posłusznie pokazała mu półkę z butami bez obcasów. Po kilku chwilach mężczyzna wybrał złote baletki (a przynajmniej miał nadzieję, że tak się nazywają) i podał je kobiecie.
- Ile płacę? - spytał, a ona zeskanowała go wzrokiem. Zauważając szczegóły, takie jak złoty zegarek na ręce, znaczek Hugo Bossa na koszulce i markowe buty, powiedziała:
- Pięćdziesiąt euro.
Z westchnieniem irytacji podał jej pieniądze, a kobieta wybałuszyła oczy, jakby nie mogła uwierzyć, że udało jej się kogoś naciągnąć na taką sumę. Gdy odchodził, krzyczała za nim, że zaprasza ponownie oraz oferuje zniżkę przy większych zakupach.
   Gdy wrócił pod sklep, w którym zostawił Beatrice, zauważył, że dziewczyna dalej jest w środku. Choć próbował wypatrzeć, co kupowała, nie mógł tego dostrzec. Wyszła na zewnątrz, chowając owy przedmiot do torebki i uśmiechając się do Hermesa szeroko, jakby chcąc odciągnąć jego uwagę. Choć miała piękny uśmiech, jej plan się nie powiódł.
- Powiesz mi, co kupiłaś? - spytał, gdy ruszyli w dół uliczki, coraz bardziej zbliżając się do Likavitos. Dziewczyna wskazała na reklamówkę w jego ręku, w której schowane były kupione przed chwilą buty i uśmiechnęła się słodko.
- Tylko wtedy, gdy ty zdradzisz mi swój sekret - odpowiedziała.
- W odpowiednim czasie - uciął - Teraz ta chwila nie byłaby tak wspaniała.
Beatrice zmarszczyła tylko brwi, nic nie mówiąc.
   Gdy przechodzili obok jednej z kamienic, w przeciwieństwie do innych nieposiadającej na parterze żadnego sklepiku, uwagę dziewczyny zwróciło coś na jednym z jej boków. Wybałuszyła oczy.
- Chyba sobie żartujecie - powiedziała cicho, a w jej głosie słychać była zarówno rozbawienie, jak i niedowierzanie. Gdy Hermes spojrzał w tą samą stronę, na ścianie ujrzał wymalowany duży napis: "Miłość jest dla cieniasów - nienawidź, a unikniesz bobasów". A pod spodem przekreślone "xoxo".
- Nemezis - westchnął i choć nienawidził tej bogini, na jego usta wkradł się lekki uśmiech - Jest niemożliwa. Te graffiti opanowały świat. Widziałem ich już kilka.
Beatrice zaśmiała się, a w jej policzkach pojawiły się dołeczki, których wcześniej nie zauważał. Nie, żeby go to obchodziło. Jej śmiech był lekki i perlisty, co go, oczywiście, również nie obchodziło.
    Przy jednej z fontann Beatrice zauważyła białą dorożkę, do której zaprzężone były dwa potężne konie. Dziewczyna zwróciła się w stronę Hermesa z błagalnym spojrzeniem, po czym wskazała na swoje buty, w których widocznie nie mogła już wytrzymać. Z westchnieniem zgodził się na jej niemą propozycję i po chwili mieli możliwość podziwiać piękno Aten, jadąc spokojnie bryczką, siedząc naprzeciwko siebie. Beatrice zdjęła szpilki i oparła bose stopy o siedzenie Hermesa. Mężczyzna zmarszczył brwi.
- Co to za zapach? - spytał.
- Jaki zapach? - pociągnęła nosem zdezorientowana - Nic nie czuję.
Zerknął na jej nogi i ostentacyjnie zmarszczył nos:
- Ach, to twoje nogi - odpowiedział słabo, krzywiąc się.
Zmrużyła oczy, jednak w kącikach jej ust czaił się rozbawiony uśmiech. By się z nim podrażnić, uniosła nogi do góry, jedną kładąc na jego koszulce, a drugą przybliżając do jego twarzy. Nim jednak zdążyła jej dotknąć, chwycił jej stopę i zaczął łaskotać. Dziewczyna próbowała się wyrwać, pomagając sobie wolną nogą, jednak jej próby na niewiele się zdały. Gdy już leżała na siedzeniu, wijąc się ze śmiechu, uniosła dłonie do góry i wydusiła:
- Stop, stop. Poddaję się.
Przestał ją łaskotać, ale dalej trzymał jej nogę. Uniósł brwi, a ona zrozumiała go bez słów. Po chwili dodała:
- Obiecuję, nie będę już cię molestować moimi stopami. Masz moje słowo.
- Tylko stopami? - zaśmiał się i ją puścił. Wyprostowała się na siedzeniu i poprawiła sukienkę, która podwinęła się do góry. Ponownie uniosła swoje dłonie i mrugnęła do niego porozumiewawczo.
- Zawsze zostają mi jeszcze one.
   Resztę drogi przejechali komentując piękno Aten i raz co raz wybuchając śmiechem. Hermes opowiadał o życiu i tradycji starożytnych Greków, a Beatrice słuchała z uwagą, nieraz wtrącając jakieś komentarze. Kierowca bryczki już kilka razy zdążył się odwrócić, by posłać im potępiające spojrzenie, gdy zbyt głośno się zachowywali, strasząc konie. Przechodnie patrzyli na nich z uśmiechem, a dzieci machały do nich, po czym błagały rodziców o przejażdżkę bryczką.
   Im więcej czasu Hermes spędzał z Beatrice, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie mógłby jej zabić. Byłoby to jak zabicie bezbronnego, słodkiego stworzenia. Tego po prostu się nie robiło. Choć opierał się temu jak mógł, w jego uszach cały czas brzęczał stanowczy i władczy głos Zeusa: "Musisz zabić dziewczynę".
- Jesteśmy na miejscu - jego ponure myśli przerwał gburowaty kierowca bryczki, żądając trzydziestu Euro. Kraj naciągaczy, pomyślał Hermes wychodząc z powozu, po czym pomagając zejść Beatrice.
   Dziewczyna obrzuciła wzrokiem górę, przed którą się znajdowali, po czym skierowała swoje spojrzenie na mężczyznę.
- Co to jest?
- Likavitos - odpowiedział z diabelskim uśmiechem. Nie mógł go opanować, widząc przerażenie na jej twarzy.
- To jest... Likacośtam? - wymamrotała bardziej do siebie - Nie ma mowy. Nie wejdę tam w tych butach. Nabrałeś mnie!
- A wydawało mi się, że wiesz, co to Likavitos - odpowiedział niewinnie, po czym dodał - Masz szczęście, że jestem bardziej przewidujący, niż ty - stwierdził, po czym wyciągnął zza swoich pleców reklamówkę z baletkami. Widząc podarunek, na twarz dziewczyny wpłynął niepewny uśmiech.
- Kupiłeś je dla mnie? Naprawdę? - wyszeptała.
- Hej, to nie jest żaden pierścionek, nie ekscytuj się tak - zaśmiał się, czując się niezręcznie, widząc jej wdzięczność. Nie przypuszczał, że tak małym prezentem sprawi jej tyle radości. Dziewczyna zdjęła szpilki i założyła baletki, po czym okręciła się w miejscu.
- Pasują idealnie - stwierdziła z uśmiechem - Są piękne!
- Nie tak bardzo jak ty - wyszeptał, jednak dziewczyna na szczęście tego nie usłyszała. Zlinczował się w myślach. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Jeszcze kilka tygodni temu nie mógł jej znieść, a teraz prawił jej komplementy? Niedobrze, Hermesie. Czasami miał wrażenie, że to Ateny tak na niego działały. Choć było to miasto bogini mądrości, on zdecydowanie nie myślał tu racjonalnie.
   Likavitos nie można było nazwać górą, lecz niedużym wzniesieniem. Mimo tego, droga na szczyt zajęła im sporo czasu, gdyż owe baletki, które tak się podobały Beatrice, zaczęły ją obcierać. Skończyło się tak, jak ostatnio - Hermes musiał ją wnosić.
- Może ten prezent nie był jednak tak bardzo udany - powiedział, gdy od szczytu dzieliło ich jeszcze kilka minut. Beatrice ścisnęła jego ramiona, których mocno się trzymała.
- Był bardzo udany, naprawdę - powiedziała szczerze - To wszystko przez moje nogi. One po prostu nie lubią otrzymywać prezentów.
- Twoje nogi są bardzo niesforne - stwierdził, uśmiechając się lekko.
- Codziennie im to powtarzam. Gdy nie chcą rano wstać z łóżka, gdy nie chce im się już chodzić, gdy nie mają siły przebiec tych kilometrów, na które je narażasz...
- Och, więc to twoje nogi są leniwe, nie ty?
- Oczywiście. To naprawdę wielka udręka z nimi żyć.
Zaśmiał się i odstawił Beatrice na ziemię. Dotarli na sam szczyt Likavitos. Pod ich stopami rozpościerała się panorama Aten, miasta, które w niedzielę było niezwykle spokojne. Z łatwością mogli dostrzec Partenon, jak również Parnithę, górę, na którą wdrapywali się kilka dni temu. Hermes miał okazję być w tym miejscu już kilkanaście razy, jednak dla Beatrice to wszystko było nowe. Wpatrywała się w panoramę oczarowana, z zachwytem w oczach.
- Stąd wszystko wygląda inaczej - powiedziała cicho.
- Co masz na myśli?
Zwróciła swoje pełne zachwytu oczy na niego.
- Czuję tu magię - powiedziała - To miejsce jest magiczne, nie sądzisz?
Nie mógł zaprzeczyć. Całe Ateny były przepełnione starożytną magią, którą wniósł tu każdy z bogów. To miasto było ich siedzibą przez setki lat, więc nie dziwił się, iż magia nadal była wyczuwalna. Możliwe, że to właśnie w tym miejscu wszystko się kumulowało.
Nie zdążył jednak niczego powiedzieć, gdyż uwagę Beatrice zwróciła restauracja, stojąca przy samym zboczu góry. Wszystkie jej ściany były szklane, dzięki czemu turyści mogli do niej wejść i dalej mieć widok na całą panoramę Aten. Gdy był na Likavitos ostatnio, tego lokalu jeszcze tu nie było. Dlatego bez protestów zgodził się na propozycję Beatrice, by tam wejść i coś przekąsić.
   W lokalu, jak i na samym Likavitos, nie było tłumów. Dawało to poczucie prywatności, którego trudno było doznać w wiecznie przeludnionych Stanach. Hermes był w pełni świadom, że to nie był zwykły obiad z uczennicą. Sama Beatrice również nie była dla niego tylko uczennicą. Fascynowała go. Przez całe swoje życie nie spotkał tak odważnej, wesołej i mądrej dziewczyny. Była magnetyczna, szybko nawiązywała przyjaźnie. On stał się jedną z jej ofiar. Po tym wszystkim, co razem przeszli, był pewien, że zasługują na miano przyjaciół.
"I tak ją zabijesz", zadźwięczał w jego głowie głos Zeusa.
- Źle się czujesz? - spytała Beatrice, dostrzegając ból na jego twarzy. Zdobył się na uśmiech, jednocześnie starając się nie patrzeć jej w oczy.
- Wszystko w porządku - gdy dostrzegł sceptycyzm w jej oczach, zmienił temat - Co sobie zamawiasz?
Choć dalej mu nie wierzyła, westchnęła i przekartkowała menu. Kiedy znalazła to, czego szukała, uśmiechnęła się radośnie.
- Sałatkę grecką.
Uniósł brwi.
- Jesteś królikiem, czy jak? Ile można jeść sałaty?
- Jestem wegetarianką - oznajmiła, jakby to miało wszytko tłumaczyć. Nie tłumaczyło.
   Był gotowy na dyskusję, lecz Beatrice uniosła rękę w ostrzegawczym geście.
- Nawet nie zaczynaj, dobrze? Po prostu uwielbiam sałatkę grecką. Jednak jeśli ty masz ochotę na mięso, nie krępuj się - stwierdziła, choć wyraz jej twarzy mówił coś zupełnie odwrotnego.
   Hermes zawołał kelnera i zamówił po grecku:
- Poprosimy dwie sałatki po grecku, sok pomarańczowy dla tej pięknej pani oraz kieliszek białego wina dla mnie.
Gdy kelner odszedł, przyjmując zamówienie, Hermes pochwycił zaskoczone spojrzenie Beatrice.
- Mówisz po grecku? - spytała.
Zaśmiał się. Czasami zadawała bardzo głupie pytania.
- Mieszkałem tu przez bardzo długi czas, Mead - przypomniał - Poza tym, żyję od dawna. Znam wiele języków - skinął głową w jej kierunku - Podobnie jak ty. Nereus wspominał, że władasz pięcioma językami.
- Sześcioma - poprawiła skromnie. Nie przechwalała się, po prostu stwierdzała fakt - Moja mama zadbała o moją edukację. Niestety nigdy nie miałam okazji nauczyć się greckiego.
- Możemy to zmienić, jeśli chcesz. Co powiesz na dodatkowe korepetycje? - Nie mógł uwierzyć, że to zaproponował. Jeszcze niedawno nie znosił obowiązkowych treningów z nią, a teraz zapraszał ją na następne? Co się z nim działo? - Po przemyśleniu, wycofuję propozycję. Kolejna godzina z tobą? Brrr - wzdrygnął się, po czym puścił jej oko.
Uderzyła go w ramię nad stołem.
- Hej, nie jestem taka zła! - zaśmiała się.
- Tutaj bym się sprzeczał... - odpowiedział rozbawiony.
   Kelner przyniósł im jedną sałatkę, sok pomarańczowy oraz wino. Gdy Hermes przypomniał mu, iż zamawiał dwa dania, tamten odpowiedział, że w Grecji zwyczajem jest jedzenie z jednego talerza. Hermes miał ochotę uderzyć się w głowę - zupełnie o tym zapomniał. Gdy wyjaśnił to Beatrice, ta jedynie wzruszyła ramionami i wzięła się za jedzenie swojej porcji. Niezręcznie zrobiło się dopiero wtedy, gdy z obu ich porcji pozostała jedynie mała resztka na środku talerza. Choć Hermes przekonywał Beatrice, by ona ją zjadła, odmówiła. Skończyło się tak, iż resztka pozostała bez właściciela.
    Dziewczyna nie była zachwycona napojem, jaki zamówił jej mężczyzna - tym bardziej, że sam popijał wino. Wino, do którego dolał kropelkę eliksiru śmierci, gdy dziewczyna nie patrzyła. "Musisz spożyć eliksir godzinę przed pocałunkiem. Gdy wasze usta się złączą, dziewczyna umrze", przypomniał głos Afrodyty.
    Wpatrując się w swój sok, Beatrice wspomniała o tym, iż Hermes traktuje ją jak dziecko, jednak nie chciała się kłócić. Wyszli z restauracji najedzeni i w dobrych humorach. Beatrice jednak zrzedła mina, gdy przypomniała sobie, że będzie musiała ponownie męczyć się ze swoimi obtarciami na nogach, schodząc z góry. Nie pytając jej o zdanie, Hermes podsadził ją sobie na plecy i zaczęli wędrówkę.
- Dziękuję - powiedziała, obejmując go za szyję. Nie był to romantyczny gest, a przynajmniej Hermes tak sobie powtarzał. Dziewczyna po prostu nie chciała spaść.
- Nie robię tego dla ciebie, Mead - skłamał - Dobrze by ci zrobiło, gdybyś miała trochę ruchu, jednak mam na względzie własne zdrowie psychiczne. Gdybym cię stąd nie zniósł, wyprawa zajęłaby nam dwa razy więcej czasu i cztery razy więcej narzekania.
Pacnęła go dla żartów w nos, ale nie zaprzeczyła.
   Minęli tysiące drzew oraz kilku turystów, zanim znaleźli się na dole. Hermes odstawił Beatrice na ziemię i spytał:
- Gotowa na jeszcze jedną wycieczkę?
Spojrzała na niego przerażona. Pokręciła głową. Zaśmiał się.
- Jeszcze trochę, a pomyślę, że to ty właśnie pokonałaś kilkaset metrów z ciężkim tobołkiem na plecach.
- Ciężkim? - zmrużyła oczy.
- Jak słoń - przytaknął.
- I ty myślisz, że jeszcze gdzieś z tobą pójdę? - prychnęła i zaczęła iść nie w tą stronę, gdzie znajdowała się Akademia. Dogonił ją i złapał za ramię, uśmiechając się wesoło. Obrócił ją w miejscu, tak, że gdyby teraz zaczęła iść, trafiłaby do Akademii bez problemu.
- Szłaś w złą stronę - wyjaśnił - Co ty byś beze mnie zrobiła...
- Nie wkurzałabym się tak często - odpowiedziała i ponownie zaczęła iść, tym razem w dobrą stronę.
- Jesteś taka słodka, gdy się złościsz...
Przystanęła, wbijając w niego spojrzenie.
- Nigdy mi nie mów, że jestem słodka. Nigdy.
Nie znał dziewczyny, która nie chciałaby być uważana za słodką. Cóż, teraz już ją poznał. Beatrice zaskakiwała go na każdym kroku.
   Zdążył zapomnieć o powodzie jego wyjścia z nią. Jednak czas gonił. Robiło się coraz ciemniej, co znaczyło, że niedługo będą musieli naprawdę wracać. A on wiedział, że zanim to się stanie, ma jeszcze jedno zadanie do wykonania. Pocałunek śmierci.
    Przeszli kilkaset metrów w milczeniu, ale w końcu Beatrice nie wytrzymała i zaczęła śmiać się z całej tej sytuacji. Dołączył do niej i po chwili oboje zanosili się śmiechem. Zupełnie bez powodu - jak gdyby dostali głupawki.
- Wiesz... wiesz, że dzisiaj mam urodziny - wykrztusiła. Raptownie przestał się śmiać i spojrzał na nią poważnie.
- Naprawdę?
- Naprawdę - przytaknęła - W moje urodziny zawsze robiłyśmy z mamą coś szalonego. Kiedyś skakałyśmy na bungee, raz pływałyśmy z rekinami... - do jej głosu wkradł się smutek - To pierwsze urodziny, które spędzam bez niej.
- Masz za to godne zastępstwo - wskazał na siebie, chcąc ją rozweselić. Udało się - Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?
Przełknęła ślinę, zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu odparła:
- Myślę, że po prostu chciałam, byś spędził ze mną czas nie dlatego, że mam urodziny, ale dlatego, że chcesz. Gdy człowiek ma urodziny, inni myślą, iż po prostu muszą udawać, że się dobrze bawią. A ja nie chciałam, byś udawał - jej głos był cichy, miękki.
   Zaległa cisza, którą zakłócały jedynie odgłosy ich kroków na betonie. To było dość poważnie wyznanie. Dziewczyna po raz pierwszy wprost przyznała, że go lubi i zależy jej na jego towarzystwie.
   Nie wiedział, co powiedzieć. Rzadko słyszał takie słowa skierowane pod swoim adresem. Przywykł do bycia komikiem Olimpu - kimś, kogo wszyscy lubią, ale jednocześnie nie biorą na poważnie.
  Jak gdyby sam fakt, iż miała urodziny, nie komplikował wszystkiego wystarczająco. Choć Afrodyta twierdziła, że miała plan, który nie zawierał śmierci Beatrice, nie mógł go wypróbować. Nie dzisiaj, nie w jej urodziny. Gdyby coś poszło nie tak, nigdy by sobie tego nie wybaczył.
- Chciałabyś zobaczyć fontannę życzeń? To dwa kroki stąd.
Nie takiej odpowiedzi się spodziewała. Na jej twarzy pojawił się cień smutku, ale zniknął tak szybko, iż nie był pewien, czy mu się nie przewidziało. Zastąpił go uprzejmy uśmiech.
- Pewnie! - odparła dziewczyna wesołym głosem. Trochę nazbyt wesołym - Skoro dzisiaj są moje urodziny to moje życzenie po prostu będzie musiało się spełnić!
   Nie dane im było jednak odwiedzić fontanny. Zanim do niej doszli, Beatrice wypatrzyła duży bordowy budynek z wielkim świecącym napisem "Eros". Dziewczyna popatrzyła na Hermesa błagalnie.
- Naprawdę chcesz tam wchodzić? - jęknął. Choć budynek wyglądał zachęcająco, a ze środka dobiegała głośna muzyka, Hermes nie sądził, iż pójście z uczennicą do klubu to trafny wybór.
- Dalej mi wisisz drinka! - przypomniała, kierując się w stronę wejścia - Poza tym, mam dzisiaj urodziny!
- Nie dajesz mi o tym zapomnieć - wymamrotał, lecz posłusznie skierował się za nią.
   Hermes wprost wielbił XX wiek za wymyślenie klubów. Było to miejsce, gdzie można zapomnieć o problemach, pośmiać się, zabawić. Choć Grecja nie słynęła z dobrych dyskotek, ta zapowiadała się bardzo dobrze. Hermes już wiedział, dlaczego tak mało osób było na ulicach - to tutaj wszyscy się zebrali. Już przy wejściu powitały ich tłumy ludzi, nie mówiąc o parkiecie tanecznym. Ledwo co udało im się przecisnąć do baru. Beatrice wypatrzyła dwa wolne stołki, które czym prędzej zajęli
- Naprawdę nie powinniśmy tutaj być - stwierdził mężczyzna, obserwując, jak dziewczyna zakłada szpilki na nogi.
- Nikt się o tym nie dowie - odparła cicho, zmysłowo. Jakby dzielili jakiś wielki, niegrzeczny sekret. Hermes zamrugał, niepewny, co zrobić. Od momentu wejścia do klubu Beatrice zachowywała się inaczej, bardziej wyzywająco. Przysunęła się do niego bliżej, niemal kładąc głowę na jego ramieniu. 
- Zamów mi mosquito - wyszeptała mu do ucha. Spojrzał na nią, unosząc brwi. Już miał zwrócić jej uwagę, gdy podszedł do nich młody barman z łukiem przewieszonym przez ramię. 
- Mosquito - zamówiła szybko Beatrice, posyłając mu szeroki uśmiech. 
- To samo - dodał Hermes, zrezygnowany. 
Choć nie miał dużego doświadczenia jako nauczyciel, coś mu mówiło, że nie powinien pić z uczniami. Jednak Hermes nie był bogiem, który przestrzegał regulaminu. Co więcej - wprost uwielbiał dobrą zabawę. Dlatego, gdy barman podał im drinki, stuknęli się nimi z Beatrice i wypili wszystko za jednym zamachem. Ta noc należała do Beatrice. Mężczyzna postanowił, że z okazji tego, iż są jej urodziny, zatańczy on tak, jak mu zagra. Beatrice przypatrywała się ludziom tańczącym na parkiecie z tęskną miną. Dlatego wiedział, że gdy tylko poprosi ją do tańca, ta zgodzi się bez wahania. Tak też się stało. 
- Już cię nie bolą nogi? - spytał, drocząc się. Szpilki dodawały jej kilku centymetrów, a jednak dalej musiał się schylać, by patrzeć jej w oczy. Czerwona sukienka opinała jej zgrabne ciało, podkreślając walory urody. Uwadze Hermesa nie uszło to, że gdy szli na parkiet, wielu mężczyzn się za nią oglądało. Objął ją w pasie, jakby chciał pokazać wszystkim, że ona jest dla nich nieosiągalna. 
   Przez głośniki zaczęła lecieć szybka piosenka, a ciała tańczących zaczęły się poruszać w jej rytm, niczym zahipnotyzowane. Po chwili dołączyli do nich Hermes i Beatrice. Ich taniec był porywczy oraz wyzywający. Ich ciała poruszały się w te same strony, idealnie się ze sobą komponując. Hermes trzymał dłonie na biodrach dziewczyny, a ona ręce zaplotła wokół jego szyi. Jej dotyk był magnetyzujący, napełniał go ochotą zbliżenia się do niej. Zatracili się w tym tańcu, zapominając o wszystkim dookoła. Liczyli się tylko oni i ich ciała. Gdy piosenka się skończyła, Beatrice stanęła na palcach i przybliżyła usta do jego ucha. 
- Wiesz, co chciałabym dostać na urodziny? 
- Gigantycznego konika morskiego? - spytał, nie przestając obejmować jej w pasie. 
- Myślę, że znalazłam dużo lepszy prezent - powiedziała cicho, przybliżając usta do jego ust. Zanim zdążył choć mrugnąć, już się całowali. W tle zaczęła lecieć kolejna energiczna piosenka, a ich usta podświadomie zaczęły się poruszać w jej rytm. Z początku ich pocałunek był nieśmiały i słodki, jakby dopiero co się poznawali. Wystarczyła jednak tylko chwila, by zmienił się w pocałunek pełen energii i zapału, jak gdyby czekali na niego od bardzo długiego czasu. Może rzeczywiście tak było. 
    Mimo stania na palcach, Beatrice dalej była znacznie niższa od niego, co utrudniało ich ustom drogę do siebie. Hermes jednym zwinnym ruchem podsadził dziewczynę do góry, tak, że teraz oplatała go nogami w pasie. Wystarczyła kolejna sekunda, by znaleźli się przy jednej z kolumn. Hermes oparł o nią Beatrice, której nogi ciągle go oplatały i zaczęli całować się jeszcze goręcej, niż przedtem. Wolną ręką Hermes zaczął zataczać koła na jej dekolcie, zjeżdżając coraz niżej. Dziewczyna wplotła ręce w jego włosy, oddychając ciężko. Nie istniało nic innego, oprócz ich dwóch, ich oddechów, ich ciał. A jednak... 
- Nie - wyszeptał, odpychając ją od siebie. Dziewczyna oparła się o kolumnę, zdezorientowana. Popatrzył na nią poważnym wzrokiem. Nie mógł uwierzyć w to, co zrobił. Tak jakby ktoś inny kierował jego ciałem. Ale to nie ktoś inny, a właśnie on ją całował. A to znaczyło, że Beatrice powinna była umrzeć.
  Doskoczył do niej i chwycił jej twarz w dłonie. 
- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? - spytał cicho, skanując jej ciało wzrokiem. Nie wyglądała jakby za chwilę miała umrzeć... chyba że z wrażenia. 
- Pytasz, czy upadłam na głowę? - zaśmiała się, a w jej głosie pobrzmiewał ból. Oboje dobrze wiedzieli, że ten pocałunek nie powinien był się wydarzyć.
- Eros - wyszeptał wściekły, nagle sobie to uświadamiając. Afrodyta wspominała mu kiedyś, że bóg miłości i namiętności seksualnej postanowił otworzyć sieć dyskotek, w której ludzie będą poddawać się swoim najskrytszym pragnieniom. A oni właśnie znajdowali się w jednej z nich - Ten mały, tłusty, pieluchowaty... 
- Hermesie? - głos Beatrice przypomniał mu o tym, że nie był tu sam. 
- Musimy stąd wyjść - powiedział - I to jak najszybciej, zanim znowu... 
Zanim znowu zaczniemy się całować. Jednak nie powiedział tego głośno. Nie mógł uwierzyć, że mógł być tak głupi. Przecież Eros nawet nie był zbyt wymyślny, jeśli chodziło o nazwę klubu! Hermes powinien był od razu domyślić się, do kogo on należał.
   Cały czas zastanawiał się, jak to się stało, iż Beatrice nie umarła. Choć Afrodyta wspominała mu o tym, że miała plan, nie do końca jej wierzył. Jej plany nigdy nie wypalały. Jednak tym razem było inaczej. Po raz pierwszy plan Afrodyty nie zawiódł, a on poczuł względem niej jeszcze większą sympatię. Będzie jej dłużnikiem do końca życia. 
   Na dworze powitał ich zachód słońca oraz zimne powietrze. Oraz niezręczność, która zrodziła się między bogiem, a heroską. Oddzielał ich od siebie niewidzialny mur, nie pozwalając nic powiedzieć. Jedyne, co byli w stanie zrobić to iść przed siebie, w stronę Akademii, pragnąc jak najszybciej zaszyć się w swoich domkach. 
   Hermes odprowadził ją pod same drzwi. Sam nie był pewien, dlaczego to zrobił - powinien był odejść, jak tylko znaleźli się na terenie Akademii. A jednak stał tu, pod jej domkiem, smagany chłodnym wiatrem. Napięcie między nimi rosło z każdą chwilą. W końcu Beatrice wybuchła:
- Co się stało w tym klubie?! Dlaczego moje wspomnienia są tak zamazane? Hermesie, spójrz na mnie!
   Przez jego głupotę mogła umrzeć. Gdyby plan Afrodyty nie zadziałał, jego pocałunek oznaczałby dla niej śmierć. Nie był w stanie spojrzeć jej w oczy. 
- Hej - wyszeptała, zbliżając się do niego - Wytłumacz mi, proszę. 
Podniósł wzrok. Jej oczy były tak bardzo niebieskie, tak pełne ciepła i zaufania. Nawet nie przypuszczała, że mógłby ją zabić. 
- To był Eros - powiedział cicho - Omamił nas. Sprawił, że się pocałowaliśmy. 
Dziewczyna cofnęła się jak oparzona. 
- Więc mówisz, że to wszystko było... sprawką Erosa? - jej głos się załamał - Gdyby nie on, nie pocałowałbyś mnie? 
Nie mógł znieść bólu w jej oczach i w jej głosie. Dopiero teraz zrozumiał. Beatrice była w nim zakochana. Choć robił wszystko, by odepchnąć od siebie wszystkich dookoła, ona dostrzegła jego prawdziwy charakter pod tą maską obojętności i sarkazmu. 
- Beatrice... - wyszeptał. Nie wiedział, co powiedzieć. Ich związek nie miałby prawa się udać. Cały wszechświat był przeciwko nim. Związek boga z śmiertelniczką był tematem tabu, surowo zakazanym. Jej ojciec i matka byli na to najlepszym przykładem.
   Podeszła do niego bliżej, wpatrując się w jego oczy. Wyciągnęła rękę i przejechała opuszkami palców po jego twarzy, następnie szyi...
- Pierwszy raz mnie tak nazwałeś - powiedziała cicho - Pierwszy raz nie zwróciłeś się do mnie po nazwisku.
Jej palce wciąż jeździły po jego ciele, powodując przyjemne mrowienie.
- Przestań - włożył w to wielki wysiłek, którego jednak zabrakło mu, by się cofnąć.
- Powiedz mi, że to, co się wydarzyło w klubie było jedynie sprawką Erosa, a przestanę. Powiedz, że gdyby to zależało od ciebie, nigdy byś mnie nie pocałował, a odejdę. 
  Otworzył usta, lecz słowa nie chciały wyjść na zewnątrz. Nie był w stanie tego wypowiedzieć. Nie mógł skłamać. Za bardzo mu na niej zależało, by złamać jej serce. 
- Tak też myślałam - powiedziała i złożyła na jego ustach pocałunek. W przeciwieństwie do poprzedniego, ten był słodki i powolny. Gdy chciała się cofnąć, przyciągnął ją do siebie. Sam nie wiedział, dlaczego to robił, ale po chwili znów się całowali, gorąco i zmysłowo. Pocałunek w klubie mógł być winą Erosa, ale ten był całkiem świadomym wyborem Hermesa. Choć może nie do końca świadomym - jej dotyk za bardzo na niego działał, by był w stanie myśleć racjonalnie. Jego język wdarł się do jej ust, a jej ręce pod jego koszulkę. 
- Wejdźmy do środka - zaproponował w przerwie między pocałunkami. Zanim doszli do drzwi, koszulka Hermesa już leżała na ziemi. Wejście do domku zajęło im wiele czasu, gdyż ani na chwilę nie przestali się całować. Nie mieli siebie dość, wciąż na nowo poznając swoje ciała. Gdy w końcu znaleźli się w środku, Hermes złapał ją w pasie i zaniósł na łóżko. Zaśmiała się niczym mała dziewczynka i przyciągnęła go bliżej, nie pozwalając mu się oddalić nawet na milimetr. Gdy jej sukienka była w połowie zdjęta, usłyszeli głośny trzask. Dotychczas zgaszona w pokoju lampka się zapaliła, a w rogu dostrzegli Algidę, Treya oraz Isaaca u których stóp leżał karton z napisem: "Wszystkiego najlepszego najlepszej przyjaciółce pod słońcem (albo przynajmniej pod Olimpem)". Cała trójka patrzyła na nich z otwartymi ustami, nie wierząc w to, co zobaczyli. W końcu odezwała się Algida:
- No, tego to bym się nigdy nie spodziewała.

_________________________
Ten rozdział pobił na głowę rozdział XV, jeśli chodzi o długość. Mam jednak nadzieję, że jakoś go "połkniecie" (;
Fani Beatrice i Hermesa powinni być zachwyceni. Niestety następne rozdziały już nie będą tak sielankowe jak ten. Postanowiłam również, że zacznę nadawać tytuły rozdziałom, więc od tej pory wszystkie będą zatytułowane, a nazwy tych, które wyszły do tej pory, również się niedługo pojawią.
Pisałam i poprawiałam ten rozdział bardzo długo, a dalej mam wrażenie, że nie wyszedł mi najlepiej. Pozostawię to jednak Waszej ocenie (:
Kolejny za dwa tygodnie!




63 komentarze:

  1. Ile ja czekałam na ten rozdział! Jest cudowny, według mnie wyszedł bardzo dobrze, szczególnie ta końcówka. To chyba pierwszy taki rozdział zadedykowany wylacznie Beatrice i Hermesowi - uwielbiam <33 Ich dogryzanie sobie jest super zabawne, wgl uwielbiam twoje opo właśnie za te zabawne teksty, których jest pełno! No i za Hermesa! Kapcie króliczki mnie rozwaliły! Tak samo przerażenie Beatrice jak zobaczyła Likavitos. A pocałunek w klubie rządzi, tyle na to czekałam i ani trochę się nie zawiodłam. Tylko był trochę krótki, no ale potem był następny! I mogło być jeszcze więcej, gdyby nie Algida! W tym rozdziale mi podpadła :DD
    Wiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to rzeczywiście pierwszy taki rozdział zadedykowany tylko im. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Rozumiem, że Algida mogła Ci podpaść, ale nie złość się na nią za bardzo, ona tylko chciała zrobić Beatrice przyjęcie niespodziankę, a zobaczyła taką scenę :D

      Usuń
  2. Kocham, kocham, kocham!!! Ale czemu ona nie umarła? I czemu nie było Erosa? I czemu odeszłam od Apol... Ups. TO nie ten temat. Nie lubię cię i jednocześnie kocham. Znasz to uczucie, prawda? I ten komentarz niedługo się zakończy i będzie bez ładu i składu. Ja chcę takie same kapcie. Ja chcę poznać takiego boga. Ja chcę iść do klubu "Eros". KOCHAM scenę z Likavitos i to zdziwienie Mead. Końcówka genialna.
    Papa!
    Weny!
    Leo~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego Trice nie umarła okaże się w przyszłym rozdziale ^^ Ale chyba nie myślałaś, że naprawdę ją ukatrupię? Czym byłoby opowiadanie bez głównej bohaterki? ^^ Twoje myśli nieustannie krążą wokół Apolla ^^ A Eros pewnie gdzieś tam był, ale im się nie pokazał! Tylko trafił ich tą swoją strzałą i BAM!
      Dziękuję :*

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. A nie pomyślałaś, że Afrodyta poszła sobie na spotkanie ze swoją przyjaciółką Korą/Persefoną i przekonała ją, żeby to przekonała Hadesa, że jak dusza Mead wejdzie do Podziemia to ją wskrzesi? Moje myśli, już nie krążą wokół Apolla. Znudził mi się. Idę na podbój Aresowi, potem Hefajstosowi, następnie Hermesowi, później Posejdonowi, potem Hadesowi, następnie Zeusowi, a na koniec tych mniejszych bogów, a w szczególności Zefira c:

      Usuń
    4. To dobry pomysł, ale ja mam względem Beatrice całkiem inne plany, o których niedługo się dowiecie ^^ Poczekaj na Momosa, co będzie w 2 części opowiadania, on Ci się powinien spodobać :D

      Usuń
    5. Może... Chyba jestem zbyt niestała w uczuciach, nie uważasz?

      Usuń
    6. Zdecydowanie! Zdecyduj się w końcu, bo tylko wszystkim tym nieszczęśnikom łamiesz serca!

      Usuń
    7. Ale to jest takie zabawne! A zresztą biorę przykład z tych wszystkich bogów co się non stop zdradzają. I chyba sama zostanę bóstwem! Taak... Będziesz mnie wtedy czciła i umieściła jako piękną i idealną boginię u Ciebie w opowiadaniu Złotko ^,^

      Usuń
    8. Ooo, to by było ciekawe. Tylko boginią czego? :D

      Usuń
    9. Zdrad xD
      Nie wiem. Trza cuś wymyślieć na asku.

      Usuń
  3. No nareszcie :)!! Ale czemu ona nagle taka dojrzała się zrobiła?! Mnie to nie przeszkadza, ale tylko zastanawia. Pocałunki super, a końcówka świetna. Algida jest świetna, taka bezpośrednia była... Jak ja bym chciała zobaczyć ich minę!!! XD.
    Czekam na kolejny, by zobaczyć wdzięczność Hermesa w stosunku do Afrodyty :).
    Poza tym mam pytanie, od kiedy piszesz w 3 osobie? Tak jakoś mi się w oczy rzuciło, albo coś mi się pomieszało? XD.
    Pozdrawiam!
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dojrzała w jakim sensie? Sensie pocałunków, czy rozmów? (:
      Hermes rzadko ukazuje wdzięczność, więc wątpię, by tym razem tak było, ale wszystkiego się dowiesz w przyszłym rozdziale (: Co do trzeciej osoby to rozdziały Hermesa zawsze są tak pisane, tylko perspektywa Trice jest w pierwszej (:

      Usuń
    2. Jakoś tak wcześniej nie zwróciłam uwagi, bo pierwszy raz tak długi rozdział z jego perspektywy czytałam :p.
      Tak, dojrzała w sensie tej ich rozmowy :). Taka mi się właśnie wydała ;).
      No skoro przyznał się, sam przed sobą, że coś do niej czuje, to chyba wypadałoby podziękować siostrze, że jednak Trice nie umarła. No, ale poczekam cierpliwie na przyszłe wydarzenia.

      Usuń
    3. Myślę, że Beatrice przy Hermesie staje się bardziej dojrzalsza. W końcu taki bóg jak on nie mógłby się zakochać w rozkapryszonej nastolatce. Dziewczyna dorośleje, a ta rozmowa jest tego przykładem (:

      Usuń
  4. Musiałaś kończyć w takim momencie?! Algida nie mogła sobie wybrać lepszego momentu na wejście, prawda? Mam ochotę... już nie ważne.
    Rozdział cudowny. Może i długi, ale czyta się zbyt szybko... Hermes... No po prostu kocham go!!! I czemu wreszcie nie przyzna, że kocha Trice?! Albo o czymś nam nie wiadomo :)
    Życzę weny, pozdrawiam i zapraszam do siebie http://milosna-historia-herosow.blogspot.com/
    Laciata <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam. Wiem, że od spamowania jest spamownik!!! Zamyśliłam się i z przyzwyczajenia się zapsamowałam!

      Usuń
    2. Uwielbiam kończyć w takich momentach, jestem ZŁA! ^^
      Hermes na razie sam nie zdaje sobie sprawy, że ją kocha. Jest dla niego bardzo ważna, to prawda, ale miłosć to bardzo poważna sprawa, a on poznał Beatrice dopiero niedawno (tym bardziej biorąc pod uwagę, że ma 2000 lat).
      Jutro do Ciebie zajrzę i postaram się nadrobić (:

      Usuń
  5. Mi się podobał ten rozdział ^^. Bardzo ładnie opisałaś wspólny dzień Beatrice i Hermesa, to ich zwiedzanie, te ich rozmowy, docinki i w ogóle... Całkiem zgrabnie i naturalnie to wyszło, i też nie goniłaś z akcją, a wszystko rozwijało się stopniowo i dopiero na koniec wydarzyło się między nimi coś więcej, ale do tego jeszcze wrócę.
    Wgl widzę, że chyba robiłaś jakiś research czy coś, bo pojawiło się dużo różnych nazw, których raczej tak samemu z siebie się nie zna. No ale to dobrze, bo opowiadanie nabiera więcej wiarygodności. Nawet jeśli ja sama unikam researchu jak ognia.
    Podobała mi się cała ta ich relacja. Bardzo zgrabnie opisane, miejscami wręcz zabawnie. Czytając, miałam uśmiech na twarzy. Naprawdę dobra lektura na wieczór. I coraz bardziej uważam, że fajna byłaby z nich para. I dobrze, że plan Afrodyty wypalił i Trice nic się nie stało. Choć na koniec musiało im być strasznie głupio, kiedy zostali przyłapani przez znajomych dziewczyny. Teraz pewnie ich zaczątki romansu się wydadzą, i to już pewnie nie będzie dla nich tak fajne.
    Ciekawi mnie jednak, co planujesz, skoro twierdzisz, że sielanka się kończy. A co do długości, faktycznie był długi, ale dobrze mi się czytało ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygooglowałam wszystko o Atenach, sama nie miałam nawet pojęcia, że takie miejsca istnieją ^^ Ale od czego jest wujek Google. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie korzystałam z jego pomocy, jeśli chodzi o to opowiadanie (tylko w skrajnych przypadkach, gdy nazwa jakiegoś boga wyleciała mi z głowy), ale teraz musiałam zrobić research, bo jak można opisywać Ateny, nie znając żadnych innych zabytków oprócz Partenonu (Beatrice w tym względzie jest moją metaforą). Co do końcówki to znając Hermesa, jemu głupi z pewnością nie było, za to Trice... :P Sielanka się skończy bardzo, bardzo niedługo :(
      Cieszę się, że Ci się podobało, choć sama nadal nie jestem przekonana co do tego rozdziału.

      Usuń
  6. Ehh też miałam nadzieję, że pojawi się Eros we własnej osobie po przeczytaniu tytułu :D
    Ale i tak zajeeee rozdział (POCAŁOWALI SIĘ AAAAAAAAAAAAAA)
    przepraszam to tylko ja i moje fangirlowanie...
    ok ochłonęłam :D baaardzo chę kolejny rozdział! już! teraz! plisss.... dwa tygodnie.....(*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym tu jeszcze wepchnęła Erosa to rozdział byłby dwa razy dłuższy :P
      Może mi się uda napisać kolejny rozdział wcześniej, ale wątpię :(

      Usuń
  7. No i jestem zachwycona, nie tylko samym pocałunkiem, ale wszystkimi ich scenami, bo cały rozdział kręcił się praktycznie wokół Hermesa i Beatrice.
    Jednak muszę przyznać, że nie do końca zrozumiałam plan Afrodyty. Wyjaśni się to jakoś w najbliższym czasie?
    A końcówka? Z jednej strony chce mi się śmiać, z drugiej natomiast zdaję sobie sprawę, że im na pewno nie jest do śmiechu.
    Autorytet Hermesa pewnie trochę podupadnie :p
    Aaa i bardzo podobał mi się motyw z tymi klubami Erosa hahha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Zdaję sobie sprawę z tego, że plan Afrodyty może się wydawać niezrozumiały, ale wszystko wyjaśni się w przyszłym rozdziale (: Hermesowi i Beatrice z pewnością nie było do śmiechu. Zwłaszcza z Isaackiem będą problemy.
      Cieszę się, że się podobało :D

      Usuń
  8. Rozdział mi się bardzo podobał (jak zawsze ^^).
    Wszystko kręciło się wokół Bei i Hermesa, co bardzo mi odpowiada ;) Uważam, ze do siebie pasują. Jednak czuję, że gdyby nie plan Afrodyty to nigdy by nie doszło do zbliżenia między nimi, bo Hermes by na to nie pozwolił. Potrzebowali impulsu jak "strzała Amora" własnie, by stwierdzić że mają się ku sobie.
    Podejrzewam, że teraz jak się wszystko wydało, to własnie będzie brak sielanki między tą dwójką. JAk to dojdzie do Zeusa to ja nie che być w skórze Hermesa.
    Jestem ciekawa co ta Afrodyta wymyśliła. Bo błahe minięcie jednej godziny podejrzewam, że nie wchodzi w rachubę i nas zaskoczysz ^^ fajnie, że nie poszli na panteon tylko w bardziej oryginalne miejsce. Fajnie, że Bea poczuła tą magię bogów. To musiało być coś ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że przyjaciele Trice nie są tak wredni i jednak nie doniosą o tym nikomu. Aczkolwiek co do Isaacka miałabym wątpliwości. Afrodyta miała genialny (co jest aż dziwne, bo w końcu to Afrodyta) plan, który się wyjaśni w przyszłym rozdziale. Cieszę się bardzo, ze Ci się podobało :*

      Usuń
  9. Uwielbiam Twoje opowiadanie, aczkolwiek mam wrażenie, że Beatrice robi się coraz bardziej marysuistyczna. To jednak da się przeboleć, jest mega sympatyczna, więc i tak ją uwielbiam.
    Rozdział mi się podobał, wszystko potoczyło się bardzo szybko, zastanawiam się, czy to dalej sprawka amorka w pieluchach, czy już stuprocentowa ich własna wola.
    Czekam na nexta.
    Pozdrawiam,
    Carmen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę taka Ci się wydaje? :( To bardzo niedobrze, zawsze chciałam, by była silną i niezależną postacią, ale nie chciałam jej nazbyt idealizować. Cóż, w takim razie muszę coś z tym zrobić, może niedługo pokaże swoją gorszą stronę (;
      Dziękuję :*

      Usuń
  10. OMG*.* ta końcówka, ta końcówka.... no dobra, ale najpierw cały rozdział xd
    chciałabym mieć Hermesa za przewodnika jak postanowię pojechać do Aten. w ogóle to chciałabym go na własność. ale wydaje mi się, że Bea po dzisiejszym go nie odda! szkoda, szkoda. ale skoro mówisz, że nie będzie już tak sielankowo.... xd nie no żartuję, nie życzę im źle.
    czemu ten pocałunek nie zadziałam? czyżby miał długotrwały termin. kurcze a może w następnym rozdziale zacznie działać. nieee rób tego!
    no i końców! kocham, kocham kocham! Bea i Hermes razem! o mamusiu to było takie słodkie! i słowa Algidy. leżałam! kocham po prostu!
    pozdrawiam i mam nadzieje, że zrobisz nam niespodziankę i dodasz wcześniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i jednocześnie przepraszam, że skończyłam w takim momencie :p Hermes byłby wspaniałym przewodnikiem, szczególnie w klubie Eros... ^^
      Co do tego, czy pocałunek nie zadziałał to bym nie była taka pewna, ale na razie nic nie zdradzam (;

      Usuń
  11. "Ten mały, tłusty, pieluchowaty... " = umarłam XD
    Rozdział wyszedł ci genialnie, a jak zobaczyłam długość to prawie zaczęłam podskakiwać na tym krześle. Nie mogłaś go inaczej napisać, więc nie ma co zaprzątać sobie głowy, że nie wyszedł tak jak powinien. Bo wyszedł :))
    Nadawanie rozdziałom tytułów jest świetnym pomysłem. Teraz możemy się domyślać czego mniej więcej będzie dotyczył dany rozdział. A tego, co tutaj się wydarzyło nie spodziewałam się w żadnym wypadku.
    Dobra, wiedziałam, że coś między nimi się zmieni. Ale że aż tak? Po prostu mnie zamurowało jak nagle się na niego rzuciła (tego inaczej nazwać nie można) na Hermesa i go pocałowała. A potem prawie doszło do aktu pod tą kolumną, chociaż znajdowali się na dyskotece.Więc tak się zastanawiam, dlaczego oni nie mają wstydu? Okej, Eros i te jego kluby, zaklęcie. Rozumiem, ale mimo wszystko. Chociaż z drugiej strony nie mam tam nic przeciwko temu.
    Beatrice nie mogła być już potem bardziej oczywista z uczuciami. A jednocześnie taka pewna siebie. I dobrze, bo gdyby się wstydziła to pewnie przez najbliższe dni w ogóle do niczego by nie doszło, a oni krzywo by na siebie patrzyli.
    Rozwaliło mnie to, że wpadli do tego pokoju, a tam niespodzianka. Ciekawe jak się z tego wytłumaczą. Przyznam, że jestem niecierpliwa i dwa tygodnie to długi okres :D

    O co chodzi w końcu z tym eliksirem Afrodyty? Dlaczego Bea nie umarła mimo wszystkiego? W końcu całowali się, dwa razy. A raczej pożerali :)
    No, mam nadzieję, że za jakiś czas nam to wyjaśnisz.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ta namiętność na dyskotece to wyłącznie wina Erosa - choć kto ich tam wie, Hermes na pewno zbytnio wstydliwy nie jest :p
      Beatrice po prostu chciała wiedzieć na czym stoi bo choć od dawna do niego coś czuła to nie spodziewała się, że tak to się potoczy. Gdyby nie Eros możliwe, że nigdy by do niczego nie doszło - w końcu za dużo ich dzieli.
      Sprawa eliksiru się wyjaśni w przyszłym tygodniu ^^

      Usuń
    2. To namiętność na dyskotece od Erosa, ale potem już nie :D
      O, to świetnie. Ale coś mi się wydaje, że oboje będą mieli kłopoty:)

      Usuń
    3. Późniejszy pocałunek już nie był tak "grzeszny", bo myśleli, ze nikt ich nie widział... A jednak ^^

      Usuń
  12. Na wstępie przeproszę, że komentuję dopiero teraz, ale ledwo co uwinęłam się z samym czytaniem. Mój komentarz przez to może być lekko ubogi, ale się postaram :>
    Kiedy patrzę na tytuł myślę sobie, że rozdział BARDZO mi się spodoba. Zwłaszcza, gdy do niego doszła długość :>
    Opis ich zwiedzania Aten wspaniały <3 (zwłaszcza, gdy doszli do klubu ;) ) Gdy się pocałowali chwilowo umarłam. Nareszcie są razem *-*
    Kiedy była chwilowa niepewność, że to tylko przez Erosa ponownie zginęłam, tylko, że z rozpaczy. W końcówce się zakochałam. I ostatni komentarz Algidy "- No, tego to bym się nigdy nie spodziewała." mnie rozwalił.
    Weny, weny i jeszcze raz weny! Nie wiem, czy wytrzymam te dwa tygodnie :(
    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że czytasz opowiadanie, więc bardzo mi miło (: Co do czasu to mam tak samo, nie przejmuj się. Dlatego przepraszam, że jeszcze nie skomentowałam Waszego opowiadania, ale obiecuję, że jak tylko dokończę wszystkie rozdziały (a już jestem przy 15) to nadrobię.
      Jeszcze raz dziękuję :*

      Usuń
    2. Nie ma ca co ;) Czytać takie opowiadanie to sama przyjemność ;*

      Usuń
  13. heej :D nie dawno i trafiłam przypadkiem na ten blog i się zakochałam *-* jak ja kocham mitologię <3 a do tego dziewczyna i chłopak... jestem za tym, żeby Beatrice i Hermes byli razem ;) ten rozdział cudowny, gdyż moje marzenia się spełniają. Jestem ciekawa jakby się rozegrała scena gdyby nie odwiedziny przyjaciół :D nwm jak ja wytrzymam jeszcze te 2 tyg ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, bardzo się cieszę, że Ci się podoba (: Co do Beatrice i Hermesa to myślę, że wszyscy chcą, żeby byli razem... ale mały spoiler z mojej strony - w tym opowiadaniu nic nie jest pewne ^^

      Usuń
  14. Cudne, czytałam wczoraj, więc... w urodziny :3 czekam z niecierpliwością 2 kolejne, długie tygodnie i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak apropos ten eliksir Afrodyty to nie eliksir miłości czy coś podobnego??

      Usuń
    2. Hmm, dobry pomysł, ale ten eliksir jest czymś innym (: Czym - wyjaśni się w przyszłym rozdziale.
      Miałaś urodziny? Wszystkiego najlepszego! <3

      Usuń
  15. Dzień dobry :)
    Trafiłam tu przed przypadek, obejrzałam zwiastun i z ciekawości zaczęłam czytać. A jak już zaczęłam, to nie mogłam skończyć. Naprawdę. W ciągu kilku godzin pochłonęłam wszystkie rozdziały, chociaż bolały mnie już oczy. Najlepszy oczywiście jest ten, od początku czekałam, aż coś więcej między nimi zajdzie i proszę, jest.
    Dużo weny życzę i obiecuję wpadać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Cieszę się, że opowiadanie Ci się podoba (:

      Usuń
  16. Zamierzałam czytać już dawno, ale jak zwykle nie mogłam się zebrać. Dopiero niedawno xoxo. mnie odesłała, bo jej zaczęłam jęczeć, że nie mam nic dobrego do czytania. A jak mnie odesłała, tak zostałam, jej należą się podziękowania za kolejnego czytelnika.;>
    Ogólnikowo sam zamysł mi się podoba. Nic odkrywczego, a jednak coś, przy czym masz łatwe, delikatne pióro, które przez większość czasu szybko się czyta. Przyćmiewa to nawet moją niechęć do motywu zupełnie zwyczajnej nastolatki nieodpowiednio lokującej swoje uczucia w facecie, którego normalnie nie ma prawa mieć, ale jakimś cudem ten się w niej zakochuje, a potem rozpoczyna się walka z całym światem. Zazwyczaj aż się wzdrygam, u Ciebie tego nie robię, to jest plus. I przepowiednie ładne są, podobają mi się, są niejasno jasne i takie tam, jak to zazwyczaj s przepowiedniami bywa. Pozwól, że całości bardziej szczegółowo komentować nie będę, bo musiałabym tu napisać nie lada wypracowanie. Jak wspominałam, całość czytało się dobrze, choć zdarzały się drobne potknięcia, jak choćby spotkanie Beatrice z ojcem, które wyobrażałam sobie zupełnie inaczej. Ale to tylko moje zdanie.
    Przechodząc do tego rozdziału - dobry, ale zdecydowanie mój najmniej ulubiony, bo zaczyna się tu właśnie ta cała wielka miłość i plucie cukierkami na prawo i lewo, walka z okrutnym światem, który jest przeciwko dwójce zakochanym. Chyba że... o, wiem! Rozczłonkuje go! Powiedzmy, że ta część do momentu wejścia do Erosa, jest moją ulubioną, bo podobało mi się ujęcie magicznej Grecji. Od momentu wydarzeń w klubie przestaje być moim ulubionym rozdziałem. I w tej chwili muszę wytknąć pewnego bardzo ładnego kwiatka, którego przyuważyłam, a któremu nie mogę się oprzeć (proszę, wybacz mi tę moją paskudną złośliwość!): W tle zaczęła lecieć kolejna energiczna piosenka, a ich usta podświadomie zaczęły się poruszać w jej rytm. - Przepraszam, ale dla mnie to brzmi niesmacznie, żeby gorzej nie powiedzieć. A poza tym to fizycznie raczej niemożliwe, bo jak usta w trakcie pocałunku mogą się poruszać w takt muzyki? Ciała - tak, usta - nie.
    Nie rozumiem też wątku pocałunku śmierci Afrodyty. Zadam pytanie, które zadali już chyba wszyscy przede mną: Czemu B. nie umarła? Rozumiem, że to tajemnica, którą chcesz nam przybliżyć dopiero w następnych rozdziałach, a póki co zamierzasz się nad nami wszystkimi poznęcać trochę i potrzymać w niepewności? :>
    Beatrice mnie zadziwiła w tym rozdziale, szczególnie faktem, że niemal dwukrotnie prawie oddała się własnemu nauczycielowi. Nie gardzę takimi połączeniami, ale wydaje mi się to odrobinę nieprawdopodobne, na ile tę dziewczynę poznałam. Ale ponoć z miłości ludzie różne głupoty robią. Za to podobało mi się wejście Algidy, jej bezpośredniość się urzekająca wręcz!
    Część postaci potraktowałaś odrobinkę po macoszemu, jak Mike'a na przykład, bo do części nie przywiązujesz zbyt dużej wagi w opisach. Chłopak pojawił się ledwie parę razy, a widzę, że jest i w sondzie, choć tak naprawdę niewiele o nim wiemy. Chyba że to znowu moje gapiostwo i zmęczenie, i po ludzku przeoczyłam, co znając mnie jest bardzo prawdopodobne. Nie zmienia to faktu, że dosyć długo zajęło mi znalezienie ulubionej postaci - na zachętę powiem, że nie jest to żadne z dwójki głównych bohaterów. Im to ja antyfanklub założę, bo mi się bardzo nie podoba, że są razem (nie przywiązuj do tego żadnej wagi, bo w przypadku Tacka to jest normalne, że nigdy nie lubi pary głównych bohaterów opowiadania, i świadczy tylko i wyłącznie o tym, że Tack wciąż jeszcze jest zdrowy na umyśle). Sami w sobie są świetni, naprawdę, ale ja bym z nich zrobiła przyjaciół. Albo... Hm, nie, wolę Selene i Hermesa.
    Isaac jest zdrajcą. Tak obstawiam. To a propos przepowiedni. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że wpadłaś (powinnam podziękować xoxo) i super, że zostałaś, a opowiadanie Ci się podobało.
      Jesteś chyba jedną z niewielu osób, które nie lubią wątków miłosnych oraz Beatrice i Hermesa. Z tego co zauważyłam, większość czytelników im bardzo kibicuje (: Na szczęście dla ciebie wątek miłosny rozkręcił się dopiero w tym, czyli 19 rozdziale, więc nie musiałaś się bardzo męczyć. Choć nie ukrywam, w kolejnych rozdziałach będzie jeszcze troszkę tego romansu (:
      Co do ust poruszających się w rytm muzyki - jesteś pewna, że tak się nie da? ^^ Może rzeczywiście brzmi niesmacznie, ale Eros to bóg namiętności seksualnej, więc musi być tak trochę... erotycznie :p
      Kwestia z trucizną Afrodyty wyjaśni się w przyszłym rozdziale, nie zamierzam tego zostawić niedopowiedzianego.
      Zdaję sobie sprawę, że kilku bohaterów że tak powiem porzuciłam. W ich grono wliczają się chociażby Mike lub Maia... Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, myślę, że po prostu kreowanie tych postaci przestało mnie cieszyć, więc odsunęłam je na boczny tor. Ankieta powstała dawno temu, gdy moim zamiarem było uczynienie Mike'a jedną z ważniejszych postaci, dlatego on tam funkcjonuje. Z biegiem czasu koncepcja mi się zmieniła, a humor Mike'a zamieniłam na humor Nereusa (:
      Hermes i Selene jako para? Brałam kiedyś taką opcję pod uwagę, ale szybko z niej zrezygnowałam - dla mnie to właśnie oni powinni być przyjaciółmi, a Beatrice i Viator kochankami.
      Co do przepowiedni z poprzedniego rozdziału to to, kto jest pierwszą osobą (czyli zdrajcą) wyjaśni się za dwa-trzy rozdziały.
      Bardzo dziękuję za tak rozległy i szczegółowy komentarz! <3

      Usuń
    2. A nie, nie, to nie tak, kto nie lubi wątków miłosych, toż to nie nowość, że opowiadania bez choćby odrobiny uczucia nikt nie kupi! Po prostu połączenie Beatrice-Hermes jakoś mnie uwiera, choć sama relacja początkowa była całkiem w porządku. Może to dlatego, że z definicji nie przepadam raczej za głównymi bohaterami i romansami nastolatek.
      Erotyka erotyką, ale osobiście jestem pewna, bo nigdy jeszcze nie spotkałam się z ustami poruszającymi się w rytm muzyki, choć w ostateczności co ja tam wiem? Przecież jestem tylko głupią kurą na biolchemie. :<
      W kwestii tych pomijanych postaci... dlatego ja ostatnio jestem zawziętą zwolenniczką szczegółowego rozpisywania fabuły i bohaterów, najlepiej jeszcze pisania rozdziałów za zaś, żeby potem właśnie żaden bohater porzucony się nie czuł. Ty wiesz, jemu też jest przecież smutno, jak go tak ni z tego, ni z owego zostawiasz. No i często nie wygląda to potem dosyć estetycznie.
      Hermes i Selene parą? Nie, nie, uchowajcie bogowie! W ogóle nie o to mi chodziło. Ich relacja jest piękna taka, jaka jest, dlatego właśnie im kibicuję. Nie w znaczeniu dążenia do bycia parą, ale w znaczeniu, by nic im się tam nie popsuło i już do końca zostali tak świetnymi przyjaciółmi. To właśnie relacja pomiędzy nimi jest zdecydowanie moją ulubioną w tym opowiadaniu.
      I nie dziękuj, bo raz: nie masz za co, a dwa: jeszcze niejeden taki dostaniesz. :> Nie lubię ogólnikowych i drętwych komentarzy: skoro autor się wysila, by coś napisać, czytelnik powinien włożyć choć ten minimalny wkład, jeśli już zaczyna coś komentować.

      Usuń
    3. Romanse nastolatek z reguły nie są dość ciekawe, więc całkowicie Cię rozumiem. Sama nie do końca wiem, co takiego widzi Hermes w Beatrice, czego nie dostrzega w osobach będących w jego wieku (nawet jeśli nie rzeczywistym wieku to przynajmniej w takim, na jaki wygląda [25lat]). Ale co ja tam mogę wiedzieć, ich miłość była zapisana w przepowiedni, więc jest niepodważalna... :P
      Aczkolwiek na razie trudno mówić o miłości, zwłaszcza ze strony Hermesa - on na razie jest nią zafascynowany, do miłości jeszcze trochę (: Mi się wydaje, że jakby się wczuć w muzykę to nawet usta się zaczynają poruszać w jej rytm, ale może to tylko złudzenie. Trzeba kiedyś spróbować! :D
      Jakieś dwa rozdziały temu rozpisałam sobie całą historię aż do epilogu, więc tutaj już nie planuję żadnych potknięć. Aczkolwiek co do wcześniejszych rozdziałów to pisałam je na żywioł, bez żadnej rozpisanej fabuły, a jedynie nakreślonej historii.
      Również uwielbiam przyjaźń Hermesa i Selene - choć kobieta czasami ma jego po dziurki w nosie (i na odwrót) to dalej się wspierają.
      Miło, że tak uważasz - osobiście nienawidzę komentarzy typu "Świetny <3" "super", itd. Choć piszanie tego opowiadania to dla mnie sama przyjemność i pisałabym je nawet, gdyby na liczniku było zero komentarzy to nie obrażę się za rozwinięte komentarze. Natomiast komentarze zawierające jedno słowo... wiem, powinnam się cieszyć, że ktoś cokolwiek napisał, ale po prostu robi mi się wtedy przykro, że rozdział nie zasługuje na więcej, niż to jedno słowo (;

      Usuń
  17. O rety, czy mogę już umrzeć...? To zakończenie... To czysta złośliwość! Protestuję, zwyczajnie protestuję!

    Choć z drugiej strony wreszcie się doczekaliśmy pocałunku, więc może nie będę aż tak narzekać. Cała ta wyprawa mimo wszystko była romantyczna i zazdroszczę Beatrice :) Choć nie zakończenia - ciekawe jak się wytłumaczy/ą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam pisać takie zakończenia - jestem wredna, wiem! ^^
      Beatrice się będzie musiała ostro tłumaczyć (;

      Usuń
  18. Naszą "znajomość" w tym świecie rozpoczęłyśmy niezbyt miło. Ale dzięki temu wszystkiemu, przekonałam się do przeczytania Twojego opowiadania. Przeczytałam go dosłownie jednym tchem (musiałam zarwać nockę). Jestem nim kompletnie zauroczona. Świetnie Ci to wszystko wychodzi! :) Na wstępie polubiłam Hermesa jak i Beatrice :) (bo jak można ich nie lubić? :))
    A odnośnie tego małego nieporozumienia, to tak jak już pisałam: to wszystko to zwykły przypadek! Nasze podobieństwa kończą się na podobnej nazwie i fabule. U mnie będzie zupełnie co innego, nie wspominając, że Riley nie jest nastolatką, ale to mniejsza z tym.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział! :)

    Pozdrawiam,
    Lexie Wilson
    [zaplatana-w-mitologie.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę w ludzi (może jestem głupia), więc skoro mówisz, że nie skopiowałaś to Ci wierzę. Przypadki zdecydowanie chodzą po ludziach (jedna czytelniczka mojego bloga, jak się okazało, chodzi do tej samej szkoły co ja, więc o przypadkach wiem dużo). Po prostu wydało mi się dziwne, że zarówno tytuł jak i tematyka są bardzo podobne.
      Niemniej, cieszę się bardzo, że opowiadanie Ci się spodobało (:

      Usuń
  19. Nie wiem czy oglądałaś/czytałaś Perciego Jacksona, ale twoje opowiadanie bardzo go przypomina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam, czytałam (: Wydaje mi się jednak, że jedyną rzeczą wspólną jest świat mitologii (:

      Usuń
    2. Mi jednak tak się nie wydaje. Widzę tu bardzo dużo podobieństw :)

      Usuń
    3. Nie wiem czy to dobrze, czy źle?
      Przykro mi, że tak to odbierasz - starałam się, by to opowiadanie było oryginalne, a nie na podstawie Percy'ego...

      Usuń
    4. No nie jest źle oczywiście, bo opowiadanie jest super! :)
      Ale mimo wszystko mogłaś dać coś naprawdę od siebie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Ale nawet nie wiem, co dać od siebie, bo wydaje mi się, że wszystko dałam od siebie :p

      Usuń
  20. Jezu, Ty na serio potrafisz zaskoczyć:D Świetne, po prostu świetne:D

    OdpowiedzUsuń

Herosi