sobota, 25 stycznia 2014

XXV. Wieczny sen

I just had sex... And it felt so good...
    Obudziłam się z tymi słowami obijającymi się w myślach. Westchnęłam cicho i z wciąż zamkniętymi oczami przesunęłam się na łóżku, by wtulić się w swojego mężczyznę. Objął mnie rękami w pasie i przejechał dłonią po włosach. Pocałował mnie w czoło, a następnie policzek. Uśmiechnęłam się lekko. And it felt so great... Zmarszczyłam brwi. Z każdą sekundą słyszałam te słowa coraz wyraźniej i głośniej. Zaczęła im towarzyszyć nawet muzyka. Moja wyobraźnia miała wspaniały humor.
    Zorientowałam się, że coś tu nie grało dopiero wtedy, gdy Hermes zaczął się lekko trząść, próbując zdusić śmiech. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na niego zaciekawiona. Natychmiast przybrał poważny wyraz twarzy. Kierowana instynktem zerknęłam w kąt pokoju, w którym stała wieża stereo. Oczywiście była włączona. Nie słyszałam muzyki tylko w mojej głowie - słychać ją było na cały pokój.
- Gdy tylko usłyszałem tę piosenkę chciałem ją puścić jakiejś dziewczynie - poinformował mnie Hermes, wybuchając śmiechem na widok mojej miny. Usłyszawszy jeszcze parę linijek utworu nie miałam wyboru - musiałam do niego dołączyć. Dopiero gdy piosenka się skończyła, zadałam nurtujące mnie pytanie:
- Ile ich było przede mną? Twoich partnerek?
Mój ton był tak swobodny, jakbym pytała o to, jaki jest jego ulubiony kolor. W środku jednak aż we mnie wrzało, by usłyszeć odpowiedź. Mężczyzna spojrzał na mnie badawczo.
- Dlaczego cię to interesuje?
- To chyba naturalne, że interesuje mnie twoja przeszłość.
- Dobrze to ujęłaś - "przeszłość". Jeśli z kimś byłem, wydarzyło się to w przeszłości i dawno zakończyło.
- Och, daj spokój - westchnęłam, podpierając się na łokciu. - Dziesięć? Dwadzieścia?
- Żyję już bardzo długo, Beatrice - przypomniał, a w jego głosie pojawiło się napięcie. Spojrzałam na niego, unosząc brwi:
- Sto? - zaśmiałam się, jednak jemu nie było do śmiechu.
- Może - odpowiedział tylko.
Zamarłam. Liczyłam się z tym, że miał dużo partnerek, jednak dużo było dla mnie liczbą dwucyfrową, nie trzy. Zabrałam rękę, którą trzymałam na jego piersi i wstałam pospiesznie z łóżka, okrywając się prześcieradłem.
- Sto - powtórzyłam głucho, gdy zbierałam moje rzeczy z podłogi. Nagle przestałam i wbiłam w niego wzrok: - Badałeś się chociaż na obecność HIV?
Choć dla mnie sytuacja przybrała przerażający obrót, mężczyzna wybuchnął śmiechem.
- Bogowie nie chorują - odparł.
- Przynajmniej tyle dobrego - wydusiłam przez zaciśnięte zęby i powróciłam do zbierania ubrań. W kilka sekund pojawił się przy mnie i złapał moją twarz w dłonie, zmuszając, bym na niego spojrzała:
- O co ci chodzi? - spytał. - Nie możesz być na mnie zła za to, że miałem partnerki. To nielogiczne.
Możliwe, że było to nieracjonalne, ale ostatnimi czasy mój tok rozumowania można było określić właśnie takim słowem.
- Jestem po prostu zła, że mi o nich nie powiedziałeś! - wybuchnęłam. - Wiesz, jak ja się teraz czuję?! Ty miałeś setki partnerek, podczas gdy ja...
Zamknął mi usta pocałunkiem. Choć z początku się wzbraniałam, w końcu mu uległam, wypuszczając przy tym wszystkie zebrane dotąd ubrania z powrotem na ziemię. Nim się zorientowałam, znajdowaliśmy się ponownie na jego łóżku.
- Beatrice... - wyszeptał, jeżdżąc dłonią po moim udzie.
Przewróciłam się na brzuch i wspierając łokciami, popatrzyłam na niego z góry.
- Jeśli teraz powiesz, że to, co się wydarzyło dzisiaj w nocy było tylko zabawą, jak Boga kocham, zamorduję cię - oświadczyłam, po czym dodałam: - I mam tu na myśli Boga chrześcijańskiego, żebyś nie pomyślał, że mówię o... znaczy, ja ciebie nie... tak naprawdę...
Moja plątanina wydała mi się tak żałosna, że zasłoniłam sobie dłonią usta i odwróciłam wzrok.
- To takie słodkie, gdy się rumienisz - szepnął mi do ucha, odgarniając kosmyk włosów z twarzy. Po chwili dodał poważniejszym tonem: - Dzisiejsza noc była świetną zabawą... - spiorunowałam go wzrokiem. - Ale i czymś więcej. Ty jesteś kimś więcej, Beatrice.
Zaniemówiłam na dobre trzydzieści sekund. Nim zdążyłam odpowiedzieć, ktoś zapukał do sypialni. Drewniane drzwi się uchyliły, a w nich tyłem do nas stała Selene. Na wszelki wypadek zasłoniła sobie również dłonią oczy.
- Nie patrzę na was - zakomunikowała, jakbyśmy tego nie wiedzieli. - Beatrice, miło cię widzieć. Choć tak naprawdę cię nie widzę...
- Selene - popędził mężczyzna, wywracając oczami.
- W każdym razie, przyszłam ci przypomnieć o dzisiejszej naradzie bogów, Hermesie. Mają być poruszane ważne sprawy - zaakcentowała przedostatnie słowo, po czym, nadal odwrócona tyłem, pomachała nam ręką i zamknęła za sobą drzwi.
- Narada bogów, cholera! - wybuchnął Hermes, gdy tylko kobieta wyszła z pokoju, po czym przejechał dłońmi po twarzy. - Zupełnie o niej zapomniałem.
- Nie spóźniłeś się. Nadal możesz na nią iść - uspokoiłam go, kładąc dłoń na jego piersi, w miejscu, gdzie złotym tuszem wytatuowany miał znak Olimpu. Była to dziwna kompozycja koła, trójkąta i linii krzywej - symboli trójki najważniejszych bogów: Zeusa, Posejdona i Hadesa. Jak zdradził mi Hermes, miał je wytatuowane każdy bóg. Mężczyzna zwrócił na mnie swe zielone oczy, w których tańczyły wesołe ogniki:
- Dalej mnie nienawidzisz? - spytał, uśmiechając się krzywo.
- Jeszcze bardziej, niż wczoraj - przytaknęłam, a by mu to udowodnić, pocałowałam go namiętnie. Zanim się obejrzałam, już byłam na nim, a jego palce jeździły po moich plecach. Złapał mnie w pasie i obrócił tak, że teraz to ja znajdowałam się pod nim.
- Nawet nie wiesz, jak chciałbym zostać z tobą w tym łóżku - wyszeptał, bawiąc się puklem moich włosów.- Niestety, musimy iść na tę cholerną naradę.
- Czy nasz związek nie rozwija się zbyt szybko? Już mam poznawać twoją rodzinę?  - uniosłam brwi słysząc, że chce mnie ze sobą zabrać. Było wiele rzeczy na które miałam teraz ochotę, ale stawanie przed dwunastką bogów nie było jedną z nich.
- Chciałbym ci tego zaoszczędzić, ale niestety musimy wytłumaczyć wszystkim, dlaczego tak bardzo się nienawidzimy - powiedział konspiracyjnym szeptem i puścił mi oko.
- Chyba nikt się tak dla ciebie nie poświęca jak ja - jęknęłam.
Wskazał na swoje ciało:
- Czy to nie jest wystarczająca zapłata?
Była nią aż zanadto.
***
     Po śniadaniu Hermes podskoczył do Siedziby, by powiadomić Nereusa, że zabiera mnie na trening. Obiecał, że nie będzie go więcej, niż piętnaście minut. Tymczasem zdążyłam wziąć prysznic, umyć i wysuszyć włosy oraz pomalować się kosmetykami Selene. Byłam pewna, że te czynności zajęły mi ponad godzinę, aczkolwiek Hermesa nadal nie było. Zaparzyłam sobie kawę, starając się nie denerwować. On zawsze był spóźnialski. 
    Gdy wybiła dwunasta, skierowałam się do wyjścia. Nie zamierzałam dawać sobą pomiatać. Przy drzwiach zauważyłam karteczkę zatytułowaną moim imieniem. Czując ogarniający mnie niepokój, podniosłam ją i przeczytałam:
"Okeanos zaatakował wczoraj w nocy tyły Siedziby. Pomagam innym w opatrywaniu rannych i odbudowywaniu zniszczonych budynków. Czekaj tu, dopóki nie wrócę. NIE WAŻ SIĘ WYCHODZIĆ Z DOMU. W Siedzibie nie jest już bezpiecznie".
Osunęłam się na ziemię, ponownie przebiegając wzrokiem po linijkach tekstu. Moja wczorajsza halucynacja nie była przypadkowa. To, że wizja zaprowadziła mnie właśnie tutaj w dzień ataku nie mogło być zbiegiem okoliczności. Ktoś chciał, bym zarówno ja, jak i Hermes byli zajęci. Komuś zależało na tym, byśmy nie znaleźli się w miejscu ataku. 
    Do czasu powrotu Hermesa miotałam się po willi, nie wiedząc, w co włożyć ręce. Jakaś część mnie wręcz wyrywała się, by pomóc w Siedzibie. Ta racjonalna część jednak brała górę i zmuszała do pozostaniu w domu. Sprzątałam, czytałam, leżałam, płakałam. Włączyłam również dziennik telewizyjny, mając nadzieję, że powiedzą coś o ataku w wiadomościach. Oczywiście nie było o nim nawet wzmianki. Pył skutecznie zatajał wszystko przed śmiertelnikami. Miałam nadzieję, że żaden z herosów bardzo nie ucierpiał. Jeśli ktoś był martwy, była to kolejna ofiara na moim sumieniu. 
    Bóg podróżnych wrócił późnym popołudniem, cały brudny i zakrwawiony. Na jego widok wybuchnęłam płaczem. Wiedziałam, że to nie była jego krew, jednak to mnie wcale nie pocieszało. Ktoś inny musiał być poważnie ranny. 
- Co się stało? - wydusiłam, podbiegając do niego i sprawdzając, czy aby na pewno nie była to jego krew. 
Pokręcił tylko głową i opadł na pobliską sofę, nie przejmując się tym, że ją zabrudzi. Jego przystojną twarz wykrzywiało zmęczenie i ból. 
- Jak źle jest? - Nie odpuszczałam, przysiadając obok niego. Musiałam poznać fakty. Mężczyzna zmierzwił sobie włosy, wzdychając. 
- Praktycznie cały tył Siedziby jest zniszczony, w tym sala treningowa i znaczne zapasy broni - przyłożyłam dłoń do ust w wyrazie przerażenia. - Na szczęście pokoje herosów są całe, czego jednak nie można powiedzieć o herosach. Kilku heroicznych chłopaków zostało poważnie rannych. 
- Czy Trey... - Nie byłam w stanie dokończyć pytania. Jeśli mojemu ostatniemu przyjacielowi, jaki mi pozostał, coś się stało, bałam się, że mogłabym tego nie przeżyć. 
- Jest cały i zdrowy. Pomagał mi z opatrywaniem rannych. 
Westchnęłam z ulgą i mimo jego brudnego i zakrwawionego ubrania, przytuliłam go mocno. Odwzajemnił uścisk, ukrywając twarz w moich włosach.
- Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że ciebie tam nie było... - wyszeptał - Znając ciebie, byłabyś jednym z tych heroicznych herosów, którym dzisiaj musiałbym opatrywać rany. 
- Albo mogłabym to wszystko zatrzymać - odparłam cicho - Wystarczyłoby, że oddałabym się w ręce Okeanosa. 
Mężczyzna ujął moją twarz w dłonie, a w jego oczach pojawił się gniew. 
- To nie jest rozwiązanie, słyszysz? Choćby nie wiem, ile było ofiar, jeśli dołączysz do swojego ojca, będzie ich dużo więcej. Jesteś...
- Kluczem do zwycięstwa - dokończyłam smętnie. 
- A ja gdzieś zgubiłam klucz do domu - wtrąciła Selene, która pojawiła się w salonie. Na jej białej sukience było pełno plam krwi. - Jednak mieszkam z gapą, która i tak ich nigdy nie zamyka, dzięki bogom za to. Za nic nie chciałabym wam przerywać tej romantycznej sceny... - zmarszczyła brwi. - Wygląda na to, że i tak to zrobiłam... Już się zmywam. 
Wyszła prędko z salonu, po czym po kilku sekundach ponownie się w nim pojawiła. 
- Hermesie, pamiętasz o zebraniu? 
- Ile razy mnie jeszcze o to zapytasz? 
- Dopóki sobie nie przypomnisz - posłała mu szeroki uśmiech, po czym na dobre wyszła z pokoju. 
     Do zebrania zostało nam niecałe pół godziny, które ja spędziłam na zamartwianiu się, a Hermes na prysznicu. Im bliżej było osiemnastej, tym bardziej się denerwowałam. Spotkanie z jednym bogiem nie było dla mnie wyzwaniem, ale spotkanie z całą Dwunastką mogło wywołać atak serca. Gdy tylko Hermes wyszedł z łazienki, zasypałam go swoimi obawami:
- Zrobię z siebie pośmiewisko - jęknęłam - Albo powiem coś głupiego w stylu: "Hefajstosie, jaki ty jesteś ładny!" albo zemdleję i pewnie przy okazji strącę ze stołu wino, które wyleje się na nowo kupioną śnieżnobiałą suknię Afrodyty.
- Twoja wyobraźnia mnie przeraża - stwierdził, po czym kucając przed sofą, spojrzał na mnie poważnie: - Jeśli jednak któraś z tych opcji miałaby być wcielona w życie, wybierz drugą, proszę. Musimy jedynie przekonać moją rodzinę, że nie stanowisz żadnego zagrożenia. Wnioskując z twojego umiłowania do króliczego jedzenia nie powinien to być problem.
Zaśmiałam się, jednak niepokój dalej we mnie kiełkował.
- Czy Apollo również tam będzie?
- Owszem - spojrzał na mnie badawczo. - Znasz go?
Przypomniałam sobie o prośbie Apollina, by nikomu nie mówić o jego przepowiedni. Miałam przeczucie, że jeśli złamałabym dane przyrzeczenie, stałyby się złe rzeczy - jeszcze gorsze, niż zostały przepowiedziane. Uśmiechnęłam się z wysiłkiem.
- Nie znam. Po prostu od zawsze chciałam z kimś przedyskutować moje wiersze. Jak myślisz, "świnia" rymuje się z "debila"? - widząc jego minę, stwierdziłam: - Sam widzisz, lepiej zapytam o to boga poezji.
***
   Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak dotrzeć na Olimp. Bo i po co byłaby mi taka wiedza? I tak miałam go nigdy nie odwiedzić. Dzisiejszy dzień jednak przyniósł wiele niespodzianek. Hermes zawsze nosił na szyi łańcuszek, z którego zdjął teraz złoty kluczyk i trzymając go w dłoni, zamknął oczy. Splótł swoje palce z moimi, ponieważ była to jedyna metoda, bym pojawiła się na Olimpie razem z nim. Czując ogarniające mnie mdłości, zacisnęłam powieki. Gdy je otworzyłam, stałam na białej chmurze, a wokół mnie unosiła się lekka mgła. Hermes pociągnął mnie do przodu, a po przejściu parunastu kroków moim oczom ukazały się wielkie, złote wrota, pełne zawijasów. Podświadomość podpowiadała mi, że właśnie za nimi znajduje się miasto bogów. Zanim się do niego skierowaliśmy, zatrzymał nas niski mężczyzna o czujnym spojrzeniu. Dopiero po chwili zauważyłam unoszący się na chmurze dom za jego plecami. Willa przypominała tę, w której mieszkał bóg podróżnych. 
- Kogo tu przywiało - powitał nas mężczyzna, zasiadając za swoim umiejscowionym przy wrotach biurku. Każdemu jego krokowi towarzyszył brzdęk metalu, jak gdyby w kieszeniach nosił tysiące kluczy. Dopiero to skojarzenie sprawiło, że go rozpoznałam. To musiał być Janus, bóg kluczy. - Widzę, Hermesie, że przyprowadziłeś ze sobą dziewczynę, coś podobnego! Niestety nie tą, o którą cię prosiłem. Czekam na Afrodytę już od kilku miesięcy... 
- Ona jest boginią miłości - odpowiedział Hermes. - Śmiem twierdzić, że mając taką specjalizację jest najbardziej zapracowana z nas wszystkich. Nie możesz jej winić za to, że jeszcze się u ciebie nie zjawiła. 
- Jakbyś jej w ogóle o mnie powiedział! - prychnął mężczyzna i pstryknąwszy palcami sprawił, że złote wrota się otworzyły. - Idźże już, Hermesie, i nie składaj więcej obietnic, których nie będziesz miał zamiaru dotrzymać.
- Gdybym ich nie składał, nigdy byś mnie nie wpuszczał - pożegnał go, uśmiechając się szeroko i pociągnął mnie w stronę Olimpu. 
     Zauroczyła mnie magia tego miejsca. Nawet gdybym chciała, nie umiałabym jej w pełni oddać słowami. Wydawało mi się, że znalazłam się w jednej z bajek Disneya, w których mityczne krainy zawsze były wyidealizowane. I choć tamte krainy w rzeczywistości nie istniały, ta była jak najbardziej realna. Stworzona na podobieństwo starożytnych Aten, co szybko zauważyłam, miała niepowtarzalny klimat. Znajdowaliśmy się w pełnej kwiatów i drzew dolinie, a nieopodal płynął strumyk, w którym w swoje odbicie wpatrywał się przystojny chłopak, otoczony wianuszkiem nimf. W oddali widać było wzniesienie, po którym pięły się kręte dróżki i okazałe domy. Na szczycie pagórka dostrzegłam potężny pałac, który musiał być celem naszej podróży. Ruszyliśmy wybrukowaną uliczką, po drodze mijając gaje oliwne, stadniny koni i pastwiska, na których zwierzęta wiodły rajskie żywoty. 
      Im bardziej zbliżaliśmy się do pałacu bogów, tym więcej osób nas mijało. Naliczyłam już dziesięciu satyrów, siedem centaurów i pięć nimf. Z biegiem czasu przestałam liczyć, gdyż przerastało to moje zdolności matematyczne. Wszyscy kłaniali głowy przed Hermesem i spoglądali na mnie z ciekawością. Przechodziliśmy obok dziesiątek stoisk, z których każde proponowało inne, niepowtarzalne specjały, od mleka kozy Amaltei po biżuterię z kuźni Hefajstosa. Kiedy przechodziliśmy obok stoiska z kwiatami, mała dziewczynka wyciągnęła ku mnie dłoń z wianuszkiem utkanym z róż. Choć grzecznie odmówiłam, mała się uparła i nie chciała przyjąć zwrotu. Podziękowałam jej zatem i założyłam wianek na głowę. Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko, ukazując brak kilku mleczaków i uniosła kciuki w górę.
     Poszliśmy dalej, z każdym krokiem coraz bardziej przybliżając się do potężnego pałacu. Ludzie patrzyli na nas z uśmiechem, a gdy tylko przechodziliśmy obok, podtykali nam pod nos przeróżne specjały, nie żądając zapłaty.
- Czuję się tutaj jak księżniczka - westchnęłam cicho, gdy oddaliliśmy się od żądnych plotek uszu. 
- Niestety to uczucie zaraz zniknie - odpowiedział mężczyzna ponuro, otwierając przede mną drzwi do pałacu bogów. Zanim weszłam, przytrzymał mnie za ramię: - Moja rodzina potrafi być bardzo nieprzyjemna, a ja muszę się do niej wpasować. Nie bierz do siebie tego, co powiem lub zrobię przez najbliższe zebranie. To wszystko będzie tylko grą. 
Pokiwałam głową, a uczucie niepokoju wróciło. Pałac był wykonany z marmuru, dlatego odgłos naszych kroków rozchodził się po całym korytarzu, na którym wisiały portrety bogów Dwunastki. Styl, w jakim zostały namalowane, podejrzanie przypominał mi Leonarda da Vinci. Zanim jeszcze weszliśmy do sali obrad, usłyszałam gwar głosów, spośród których udało mi się wychwycić strzępki zdań:
- ... jak zawsze się spóźnia...
- ... co ty robisz z tą serwetką, Apollo? 
- ... nie przewidzisz, kiedy spłynie na ciebie natchnienie...
- ... ćwicząc na ludzkiej siłowni cały miesiąc, dostałem tysiące karteczek z numerami telefonów...
- ... ja nie mam telefonu, a i tak zawsze lądujesz u mnie, Aresie...
Ich rozmowy przerwało nasze pojawienie się w drzwiach sali. Wszystkie spojrzenia spoczęły na mnie. A ja, dostrzegając jedną twarz, której nie spodziewałabym się tu zobaczyć, wydusiłam ze zdumieniem:
- To ty!
Na jednym z dwunastu tronów zasiadała moja pani psycholog. Ubrana w białą togę, tak jak wszystkie kobiety na sali, patrzyła na mnie z pobłażaniem.
- Beatrice, poznaj Atenę - odezwał się Hermes, przerywając krępującą ciszę. 
- Co ta dziewczyna tu robi, Hermesie? - odezwał się mężczyzna siedzący na największym tronie. Pioruny błyskały na jego długiej brodzie, więc musiał to być Zeus. Przeniósł spojrzenie na Afrodytę, która pomachała do mnie przyjaźnie. Chwilę potem jednak radość zniknęła z jej twarzy. - Czy nie mówiłaś mi, że córka Okeanosa umarła? 
- Może miał dwie córki? - odparła kobieta słabym głosem i nawet jej przymilne mrugnięcie oczami nie pomogło. 
   Zeus podniósł się ze swojego tronu, a pioruny na jego brodzie błyskały niczym światło na dyskotece. Pałacem wstrząsnął potężny grzmot, jednak podniesiony głos boga był od niego dużo gorszy:
- Zrobiliście ze mnie durnia! - zwrócił się do bogini miłości i boga podróżnych. - Co więcej, zagroziliście przyszłości całego Olimpu! Gdyby Okeanos zwerbował tę dziewczynę na swoją stronę, nie zostałyby po nas nawet szczątki!
Nieoczekiwanie przyszła nam na pomoc Atena. 
- Zeusie, Zeusie, po co te nerwy. Kłótnią niczego nie rozwiążesz. Musimy patrzeć na teraźniejszość, w której jak widzisz, dziewczyna stoi po naszej stronie. Wysłuchajmy, co ma do powiedzenia. 
Pan piorunów, nieco uspokojony przez swoją córkę, spoczął ponownie na tronie, lecz jego spojrzenie było rozgniewane. 
- Właściwie to ja... - zająknęłam się, niepewna, co powiedzieć. Spojrzenia wszystkich bogów skupione były na mnie, a zobaczyć w nich można było od ciekawości po nienawiść. Spojrzałam bezradnie na Hermesa. Nie miałam pojęcia, po co tu przyszłam. Mężczyzna odchrząknął i zacząwszy chodzić po sali, powiedział:
- Przyprowadziłem do was Beatrice, ponieważ pragnę, byśmy przeprowadzili demokratyczne głosowanie dotyczące jej życia... bądź śmierci. 
Popatrzyłam na niego ze zdumieniem i nie do końca zdając sobie z tego sprawę, zrobiłam krok w tył. 
- Było bardzo miło, ale chyba czas na mnie... - zaczęłam, pragnąc jak najszybciej stąd uciec. Nie mogłam uwierzyć, że Hermes przyprowadził mnie na rzeź. Może i wierzył w słuszną decyzję swojej rodziny, ale ja, patrząc na ich wrogie miny, miałam co do tego poważne wątpliwości. Gdyby doszło do głosowania, zabiliby mnie. Odwróciłam się, chcąc wyjść, jednak napotkałam na dość poważną przeszkodę. 
- Już chcesz nas opuścić? - spytał muskularny mężczyzna, ostrzyżony na krótko, od stóp do głów ubrany w skóry. Zbliżył się i przejechał palcem po moim policzku. - Zabawa się dopiero zaczyna, koteczku. 
- Zostaw ją, Aresie - odezwał się Hermes lodowato, stając obok mnie. 
- Czyżby ktoś tutaj był zazdrosny o ludzką dziewczynę? - zakpił Ares. 
- To nie jest czas na kłótnie, chłopcy - odezwała się ze znużeniem Atena. - Myślę, że odezwę się w imieniu wszystkich tutaj zebranych mówiąc, że głosowanie jest bardzo dobrym pomysłem. 
- Raczej nie wszyscy tak uważają... - odezwałam się słabo. 
- Zaiste, to dobry pomysł - przerwał mi Zeus w zamyśleniu. - Prowadzi to jednak do pytania... Dlaczego chcesz, by to głosowanie się odbyło, Hermesie? Czy wcześniej nie robiłeś wszystkiego, by uchronić przed takim losem tę dziewczynę? 
- Wydałeś polecenie by ją zabić, nie uzgadniając tego z nikim - odpowiedział bóg podróżnych. - Teraz chcę, by decyzję podjęli wszyscy, tak jak powinno to być wcześniej zrobione. 
"I tak mnie zabiją!", chciałam wykrzyczeć. Nie mogłam uwierzyć, że był tak ślepy. Z drugiej strony nie mogłam go winić. Ludzie najczęściej chcieli wierzyć, że ich rodzina podejmie słuszną decyzję. Zaplotłam ręce na piersi i starałam się nie wyglądać, jakbym miała zemdleć. 
- Nareszcie nie jest nudno! - klasnęła w dłonie Afrodyta, uśmiechając się szeroko. - Jeszcze kilka minut rozmowy o podatkach i bym uciekła, gdzie kwiaty rosną... 
- Pieprz - poprawił automatycznie Zeus i wskazał na jedyny pusty w sali tron. - Siadaj, Hermesie. Oczywiście będziesz podejmował decyzję razem z nami. 
   Mężczyzna niechętnie opuścił mój bok, ale równocześnie nie dał mi też żadnego znaku pocieszenia. Wiedziałam, że musieliśmy zachować pozory nauczyciela i uczennicy, ale pokrzepiające spojrzenie by nie zaszkodziło. Gdy usiadł, jego sportowy strój zamienił się w białą togę, a na głowie miał złoty wieniec. Wydałam z siebie westchnienie, którego na szczęście nikt nie usłyszał. W tej samej chwili zaczął mówić Hermes: 
- Jak dobrze wiecie, Beatrice Mead jest córką Okeanosa. Przepowiednia dotycząca jej osoby została wygłoszona osiemnaście lat temu i od tamtego czasu wszyscy lękacie się o nasz los. Przyrzekam wam na ogród Hesperyd, że nie ma takiej potrzeby. Dziewczyna jest stuprocentowo po naszej stronie i nic tego nie zmieni. Okeanos stara się ją zastraszyć; zabił jej przyjaciółkę, sprawił, że straciła przyjaciela. Beatrice nienawidzi go jeszcze bardziej, niż my. Mam rację?
Dopiero po chwili zrozumiałam, że pytanie było skierowane do mnie. Pokiwałam gorliwie głową. 
- Tak - wychrypiałam - Nienawidzę go z całego serca i niczego nie pragnę bardziej, niż jego przegranej. 
- To dość mocne słowa - zauważyła Atena, przyglądając mi się uważnie. Znałam to spojrzenie. Prześwietlała mnie wzrokiem, zauważając wszelkie szczegóły, takie jak pognieciona koszulka czy zmierzwione włosy.
- Są prawdziwe - odparłam.
- Dobrze zatem - odezwał się Zeus i zaczął szybko przerzucać kartki leżące na stole. - Otwieram głosowanie numer dwa tysiące pięćset sześćdziesiąte. Ten, kto pragnie śmierci córki Okeanosa, naszego największego wroga, niech podniesie dłoń.
I już? To miało być to wielkie głosowanie? Kilka podniesionych dłoni miało zadecydować o całym moim życiu? Choć czułam oburzenie, nie śmiałam się odezwać. 
     Dłonie zaczęły szybować w górę. Pierwszy był Zeus, zaraz po nim kobieta siedząca u jego prawego boku. Była w średnim wieku, a na jej głowie jaśniał największy wieniec. Bóg z trójzębem w ręce ochoczo podniósł go do góry, a w jego ślad poszła naznaczona bliznami dłoń najbrzydszego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek widziałam. Ostatni głos na tak należał do kobiety, która jeszcze wczoraj gościła mnie w swoim gabinecie, udając panią psycholog. Zeus biegał wzrokiem po wszystkich pozostałych bogach, starając się błyskającymi w nim piorunach nakłonić ich do zmiany decyzji. Żadna dłoń się jednak już nie podniosła. Apollo z zapałem notował coś na serwetce, Afrodyta rozmawiała cicho z Aresem, który patrzył na mnie drapieżnie, pulchny mężczyzna sączył wino z kieliszka, blady mężczyzna o czarnych włosach rzucał gniewne spojrzenia w stronę Zeusa i Posejdona, a kobieta z przewieszonym przez ramię łukiem bębniła palcami w stół. Oni wszyscy byli za tym, bym przeżyła.
- Tylko pięć osób z dwunastu zagłosowało za egzekucją. Wygląda na to, że Beatrice będzie żyć - odezwał się Hermes wesoło, posyłając w stronę ojca zwycięskie spojrzenie. Tylko pięć osób chce mojej śmierci? Rzeczywiście, miałam powody do radości.
- Zapominasz jednak, że w rodzinie nie ma demokracji - odezwał się Zeus. - Możemy udawać, że jest inaczej, ale to nieprawda. To ja mam decydujący głos i zamierzam go wykorzystać. 
   Wszyscy zaczęli protestować - nawet głosujący za moją śmiercią. Zachowanie pana piorunów oburzyło ich w takim stopniu, że z wielkiej fontanny zaczęła na wszystkie strony tryskać woda, fortepian zaczął sam grać, a kwiaty zaczęły wyrastać spod marmurowej podłogi, rozbijając ją na kawałki. 
- Dobrze już, dobrze! - wrzasnął Zeus, gdy butelka wina wisiała w powietrzu, oblewając jego togę czerwoną cieczą. - Tym razem dam wam prawo głosu, niewdzięcznicy! Skoro chcecie, by ten zalążek zła przetrwał, niech się tak stanie. Mam nadzieję, że Olimp nie ucierpi przez wasze współczucie. 
Zastukał piorunem o marmurową podłogę, kończąc zebranie. 
   Jeszcze przez chwilę stałam na środku, ciężko oddychając. Przeżyłam! Szczęście było po mojej stronie. Złapałam spojrzenie Apolla, który przypatrywał mi się ze smutkiem. Gdy zauważył, że na niego patrzę, uśmiechnął się sztucznie i podniósł kciuki do góry. Nagle jakaś szeroka pierś zasłoniła mi widok. Podniosłam głowę, by spojrzeć w czarne oczy Aresa. Instynktownie zrobiłam krok w tył, na co on zrobił krok do przodu i uśmiechnął się drapieżnie. 
- Jestem zadowolony, że przeżyłaś, koteczku. Mam nadzieję, że zdążę się jeszcze z tobą pobawić. 
Przed jego wygłodniałym spojrzeniem uratowała mnie kobieta w średnim wieku, która głosowała za moją egzekucją. Spojrzała na mężczyznę z naganą i odprawiła go ruchem dłoni. Z widocznym oporem, wykonał jej polecenie, posyłając mi ostatni diaboliczny uśmiech. Kobieta przyglądała mi się przez chwilę, po czym uśmiechnęła dobrodusznie. 
- Wybacz, że głosowałam przeciwko tobie, moja droga, ale rozumiesz, jako żona Zeusa muszę udawać, że nie mam własnego rozumu - westchnęła ze smutkiem Hera, po czym ponownie zlustrowała mnie wzrokiem. - Jesteś bardzo ładna. Czy mogłabym ci coś pokazać?
Przełknęłam ślinę. Pójść gdzieś z kobietą, która była za moją śmiercią? Mój mózg natychmiastowo podsunął mi wizję ciemnej piwnicy. Obejrzałam się przez ramię na Hermesa, który był zajęty rozmową z Afrodytą. 
- To nie potrwa długo - przyrzekła Hera, pragnąc mnie przekonać łagodnym spojrzeniem. Z ociąganiem pokiwałam głową i poszłam za nią. Po wyjściu z sali, przeszłyśmy korytarzem i weszłyśmy po kręconych schodach na trzecie piętro. Przynajmniej to nie piwnica, pomyślałam z ulgą. Zaprowadziła mnie do drewnianych drzwi, które otworzyła złotym kluczykiem. W pokoju, do którego weszłyśmy, unosił się pył i pachniało nieprzyjemnie, jakby nikt tutaj nie mieszkał. Na regałach i półkach osiadł kurz. Jedynym czystym elementem tego pomieszczenia było łóżko, stojące na środku pokoju. Mężczyzna, który na nim leżał , tak zgrał się kolorystycznie z białym prześcieradłem, że na początku go nie zobaczyłam. Jego złote włosy, otaczające białą twarz, rozsypane były po poduszce. Miał zamknięte oczy, a na jego ustach malował się błogi uśmiech. Przy łóżku stało krzesło, przez które przewieszony był srebrny szal - taki sam, jaki Selene miała na sobie kilka dni temu. Hera przysiadła na brzegu łóżka, wpatrując się w mężczyznę smutno.
- Biedny los spotkał Endymiona. Leży tutaj już od kilkuset lat, zapomniany przez wszystkich, oprócz miłości swojego życia. I choć Selene odwiedza go bardzo często, nie jest go w stanie obudzić z wiecznego snu, w który sama go zresztą wpakowała. Gdyby chłopak się w niej nie zakochał, nie odwiedzałybyśmy go tu dzisiaj - westchnęła i zwróciła na mnie brązowe oczy. - Nie chciałabym, by podobny los spotkał ciebie, dziecko. Czy chwila w ramionach boga warta jest tysiącleci męczarni?
Nie odpowiedziałam. Kobieta podniosła się i biorąc mnie pod ramię, ruszyła w stronę wyjścia. Po drodze do sali obrad, żadna z nas nic nie mówiła. Dopiero gdy znalazłyśmy się w zasięgu wzroku i słuchu innych bogów, Hera przytuliła mnie, przy okazji szepcząc mi do ucha:
- Mam nadzieję, że podejmiesz słuszną decyzję, Beatrice. Może i uda wam się przekonać innych, że nic do siebie nie czujecie, ale ja jestem za stara na takie numery - puściła mnie i dodała z dobrotliwym uśmiechem: - A jeśli jest coś, czego nienawidzę bardziej od braku wyczucia stylu mojego męża, jest to kłamstwo. 
_________________________________
Rozdział jest tydzień wcześniej, niż zapowiadałam, ponieważ miałam dużo wolnego czasu (ferie!).
W obserwatorach stuknęła mi setka, za co bardzo Wam dziękuję! Nie myślałam, że to opowiadanie spodoba się tak wielu osobom (i są to uczciwe słowa, nie stylizowane na skromne). Dziękuję za Waszą obecność, za komentarze, za zainteresowanie opowiadaniem!
Ale na to nie czas dzisiaj. Takimi nudnymi sprawami zasypię Was pod epilogiem (:
Następny rozdział za dwa tygodnie, aczkolwiek jest pewna szansa, że uda mi się go napisać wcześniej.

41 komentarzy:

  1. Zawiodłam sie na Atenie bo głosowała za jej śmiercią. No ale dobrze, że przyżyła :D Lubię ją z Hermesem ale zapewne jeszcze troooooszeczkę przeszkód napotkają ;c Ehh :D Super rozdział i fajnie że wcześniej ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atena jest boginią mądrości i w podejmowaniu decyzji nie kieruje się sentymentami, a logiką. Stwierdziła, że rozsądniej jest zabić Beatrice, niż sprawdzić na własnej skórze, czy ta nie doprowadzi do zagłady Olimpu (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  2. Atena, dlaczego? Dlaczego głosowałaś za śmiercią Beatrice? Jeszcze raz taki numer i szukam sobie innego/innej ulubionego boga/bogini greckiej.
    " Wybacz, że głosowałam przeciwko tobie, moja droga, ale rozumiesz, jako żona Zeusa muszę udawać, że nie mam własnego rozumu" - o matko... Nadal się turlam ze śmiechu. I gdzie tu ta Irytująca Królowa Olimpu z "Percy'ego Jacksona"?

    Rozdział wspaniały. Widać, że masz wenę i czas (i jak tu nie kochać ferii?).
    Czekam na kolejny, bodajże już ostatni rozdział i epilog. Plus nadal mnie korci, kto podsyła Trice te halucynacje.

    Pozdrawiam i weny!

    PS: Te urywki rozmów też mnie rozwaliły. Apollo, rządzisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atena w podejmowaniu decyzji kieruje się logiką, nie sympatią (: Choć w sumie nie można nawet powiedzieć, że lubi Trice, więc jej głos nie był aż taki zaskakujący.
      U mnie Hera to taka wyluzowana babka, ale za wszelką cenę chce chronić swojego syna, więc pod koniec trochę postraszyła Beatrice.
      Sprawcę halucynacji poznacie w przyszłym (już ostatnim) rozdziale.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  3. Choć raz chciałabym Cię nie zasłodzić moim komentarzem. Ale to jest takie trudne, no! Zawsze wtedy mam dobry humor, a nie potrafię wtedy być markotna.
    Rozdział był fajny, śmieszny, czyli tak jak w standardzie (;
    I tu jest Apollinek! Apollinek jest mój i już, koniec kropka >.<
    Chyba nie będzie tu za dużo sensu... Ach. Ares mnie zadziwił. On czegoś tam z Afrodytą? W każdym razie, gdyby ktoś do mnie mówił ,,koteczku'', a zwłaszcza Ares, o którym napisałam wypracowanie, że z bogów olimpijskich najbardziej chciałabym spotkać (to był bardzo buntowniczy okres w moim życiu, tak w gwoli wyjaśnienia. Glany, heavy metal do przesady, no bunt ogólnikowo mówiąc.)
    I prawie bym zapomniała! Ta dziewczynka od wianka Trice mnie rozczuliła *.*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby ktoś do ciebie mówił koteczku to co? Bo nie dokończyłaś chyba zdania :D
      Apollo może być Twój, z tego co wiem to jest teraz wolny ^^ Mojego Aresa byś nie chciała spotkać, wierz mi. Dziewczynka od wianka wyszła mi tak słodko, aż sama się zdziwiłam!
      Dziękuję! :*

      Usuń
    2. To byłoby źle! ^o^ Calkiem nieźle umiem knuć..:D Chociaż, już wiem! Zagadałabym Aresa, aż na mój widok uciekałby z przerażeniem. O! I to jest plan.
      Więc Apollinek jest mój, inaczej będę gryźć TT^TT
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Ares uciekający z przerażeniem... to bym chciała zobaczyć :D

      Usuń
  4. Całkiem fajny rozdział :).
    Cieszę się, że Beatrice i Hermes znowu są razem, choć nieco mnie zaskoczyło, że po tym, jak mężczyzna kilka rozdziałów wstecz próbował ją spławić, tak szybko znowu do siebie wrócili. Podoba mi się ich związek i to, jak go przedstawiasz, mam tylko nadzieję, że skończy się pomyślniej i Beatrice nie podzieli losu pogrążonego w śnie Endymiona, co musi być straszne. Wgl dlaczego on śpi? Selene w jakiś sposób go "zaczarowała"?
    W ogóle to przykre, że tak wiele osób jest przeciwko niej, tylko dlatego, że jej ojciec jest tym, kim jest. Niefajne jest takie ocenianie przez pryzmat rodziców, i nie dziwię się, że Beatrice czuła się poirytowana, i że obawiała się wyników głosowania. Swoją drogą, Hermes musiał być bardzo pewny swego, skoro w ogóle rzucił taki pomysł.
    Niemniej jednak, zastanawiam się, jak się skończy ta sytuacja. To w końcu już 25. rozdział, sytuacja się zagęszcza, a wokół Siedziby nadal wydarzają się złe rzeczy. Naprawdę jestem ciekawa zakończenia, bo nie wiem, jak zdecydujesz się zakończyć tę historię i co jeszcze się wydarzy.
    Sorry, że tak krótko, ale jakoś nie mam weny :<.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że związek Trice i Hermesa się rozwinął zbyt szybko, ale jako że chcę już zakończyć opowiadanie musiało tak być :( Endymiona zabił Zeus, za to że zakochał się w Selene, ale bogini poprosiła Hypnosa, by zamiast śmierci obdarzył Endymiona wiecznym snem. Hermes mógłby być adwokatem, był bardzo pewny swojej wygranej. Zakończenie będzie nieprzewidywalne ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
  5. Cud, miód i orzeszki :3
    Hermes jest taki słodki... Uwielbiam go <3
    Coraz bardziej lubię Herę :)
    Ja tak bardzo nie chcę końca!!!
    Beatrice i Hermes są już razem i zaraz ma być koniec?!
    Selene jest genialna :D Jak weszła do Trice i Hermesa tyłem zasłaniając oczy prawie tarzałam się po kanapie :)
    Laciata <3
    (przepraszam, że to takie bez ładu i składu, ale nie mogę sensownie określić tego cuda,które piszesz <3 )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Wy wszyscy tak lubicie Herę, ona groziła Beatrice! :D
      Selene w tym rozdziale się zabawnie zachowywała, to trzeba przyznać ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
  6. No, na dzień dobry muszę powiedzieć, że się nie spodziewałam. Wchodzę na panel bloggera, patrzę - u Vakme nowy rozdział. I zaczyna mi mrygać czerwone światełko, bo przecież rozdziały są co DRUGI weekend. Czyżbym przegapiła tydzień z życia? Potem zorientowałam się jednak, że nie jest ze mną aż tak źle i to nie mój zegar się przestawił, chwała bogom. :>

    Zanim się obejrzałam, już byłam na nim, a jego palce jeździły po moich plecach. Złapał mnie w pasie i obrócił tak, że teraz to ja znajdowałam się pod nim. - To brzmi tak, jakby najpierw wciągnął ją na siebie, a już sekundę później wcisnął pod siebie. To trochę bezsensowne.
    Była nią aż zanadto. - Chyba samo 'nadto' brzmiałoby lepiej.
    Wiedziałam, że to nie była jego krew, jednak to mnie wcale nie pocieszało. Ktoś inny musiał być poważnie ranny.
    - Co się stało? - wydusiłam, podbiegając do niego i sprawdzając, czy aby na pewno nie była to jego krew.
    - Jego krew, jego krew. Jego krew jest wszędzie.
    - Praktycznie cały tył Siedziby jest zniszczony, w tym sala treningowa i znaczne zapasy broni - przyłożyłam dłoń do ust w wyrazie przerażenia. - Kropka i wielka litera po myślniku.
    - Na szczęście pokoje herosów są całe, czego jednak nie można powiedzieć o herosach. Kilku heroicznych chłopaków zostało poważnie rannych. - herosów, herosach, heroicznych. Trochę dużo tych hero-.
    - Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że ciebie tam nie było... - wyszeptał - Znając ciebie, byłabyś jednym z tych heroicznych herosów, którym dzisiaj musiałbym opatrywać rany. - Kropka po 'wyszeptał'. Daa razy powtarzasz 'ciebie' no i znowu heroiczni herosi. Moim zdaniem brzmi to co najmniej dziwnie. + 'Herosów, którym dzisiaj musiałem opatrywać rany'. Robił to w przeszłości, więc 'musiałbym' (w czasie przyszłym) jest błędem.
    - Albo mogłabym to wszystko zatrzymać - odparłam cicho - Wystarczyłoby, że oddałabym się w ręce Okeanosa. - Zgadnij, gdzie zgubiłaś kropkę. :D
    - Zrobię z siebie pośmiewisko - jęknęłam - Albo powiem coś głupiego w stylu: "Hefajstosie, jaki ty jesteś ładny!" albo zemdleję i pewnie przy okazji strącę ze stołu wino, które wyleje się na nowo kupioną śnieżnobiałą suknię Afrodyty. - Jak wyżej. Kropka po 'jęknęłam'.
    Znajdowaliśmy się w pełnej kwiatów i drzew dolinie, a nieopodal płynął strumyk, w którym w swoje odbicie wpatrywał się przystojny chłopak, otoczony wianuszkiem nimf. - A czy Narcyz to się przypadkiem nie utopił? Nie daję gwarancji, nie jestem zbyt mocno zaprzyjaźniona z mitologią, tylko coś mi świta, więc się upewniam.
    Spojrzenia wszystkich bogów skupione były na mnie, a zobaczyć w nich można było od ciekawości po nienawiść. Spojrzałam bezradnie na Hermesa. - Co można było w tych oczach zobaczyć? od ciekawości do nienawiści, ale co? + Spojrzenia, spojrzałam.
    - Tak - wychrypiałam - Nienawidzę go z całego serca i niczego nie pragnę bardziej, niż jego przegranej. - Kropka przed trzecim myślnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia dlaczego, ale pierwsza linijka tekstu sprawiła, że uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Potem już nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko śmiać się niczym opętaniec (a zważywszy na fakt, że jestem świeżo po obejrzeniu Zabójczego ciała, pewnie jest to dosyć niepokojące, ale who cares?). Nie mogę uwierzyć, że ona to zrobiła. Czy Beatrice zapytała NIEŚMIERTELNEGO boga o to, ile miał partnerek przed nią? Na litość boską, on ma parę tysięcy lat! Naprawdę się spodziewała, że cały ten czas żył w celibacie, niestrudzenie czekając na nią? Przepraszam, ale to zabawne. xD
      (Doczytałam dalej - dwadzieścia partnerek przez tysiąclecia? Ona mnie zabija, serio. :D)
      Boli mnie trochę, że tak po prostu pominęłaś temat ataku na Siedzibę. Właściwie niewiele wiemy o tym zdarzeniu poza samym faktem. Szkoda, że tego nie rozwinęłaś. Dziwi mnie jednak, że Beatrice, czytając kartkę od Hermesa, tak po prostu została, usiadła na dupie i czekała. Sądziłam raczej, że pobiegnie niczym burza sprawdzić, czy chociażby z Treyem wszystko w porządku. Zaskoczyła mnie, nie powiem. Jakoś tak jak nie ona się zachowała.
      Kreacja Aresa... No cóż, nie powiem, żebym się nie zdziwiła. Ale niejednokrotnie już udowodniłaś, że masz indywidualne spojrzenie na greckich bogów. :D Fakt faktem zaczynam mieć co do niego pewne podejrzenia, ale się nie chwalę, bo chyba wpadłam na to zdecydowanie zbyt późno. Ech, starzeję się zdecydowanie.
      Co do samej racy - trochę zbyt szybko przeszli do właściwego problemu. Sądziłam, że się uprzednio choć trochę pokłócą, podyskutują, że nam to pokarzesz. Tymczasem wystarczyły trzy słowa Hermesa i wszyscy potulnie zaczęli głosować. Powinnaś to trochę bardziej rozbudować, ale ostatecznie to tylko moje zdanie.
      Na koniec powiem, że Herę polubiłam. I, o dziwo, wcale nie dlatego, że była za śmiercią Beatrice! :D
      Więcej już nic nie mówię, bo nie potrafię uwierzyć, że to wszystko już się kończy.

      Usuń
    2. Błędy poprawię jutro, a jak widzę, jest ich sporo.
      Pytanie o liczbę partnerów było głupie, ale to cała Beatrice... Też nie wiem, czego się spodziewała xD
      Szczerze mówiąc nie idzie mi dobrze w opisywaniu ataków i późniejszych szkód, więc ten temat ujęłam ogólnikowo.W ogóle ten rozdział jakoś mi słabo wyszedł, chyba powinnam się jednak trzymać dodawania co dwa tygodnie, wtedy mi lepiej idzie pisanie. Co do Aresa to chyba wiem, jakie masz podejrzenia, ale oczywiście na razie nic nie mogę zdradzić ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
  7. Z pewnością zasługujesz na tylu czytelników. Ten blog jest jednym z najlepszych jakie czytałam (nie przesadzam :D). Wiesz jak załamuję się wiadomością, że niedługo epilog? Ja nie chcę końca tej historii...
    Ale przechodząc do sedna :) Rozdział mi się bardzo podobał. Początek wyszedł Ci doskonale! Jak Beatrice zaczęła wariować z powodu (bardzo) wielu kochanek myślałam, że koniec sielanki, ale tak na szczęście się nie stało :)
    Zebranie bogów także miło się czytało. Zeus powoli zaczyna mnie wkurzać. Myślałam, że jak walnął tekst o tym, że to on decyduje to skarze Beatrice i koniec rozdziału. Na szczęście ten uparciuch odpuścił :)
    Hera lekko mnie zaskoczyła. Nie rozumiem czemu musi zawsze przytakiwać Zeusowi. W końcu wiadomo, że to bóg nad bogami i tak dalej, ale ona jest królową i powinna wyrażać własne zdanie.
    Gdy zaprowadziła ją do pokoju myślałam, że ona zamknie ją tam tak samo jak Endymiona i powie tekst w stylu "Nie pozwolę żebyś zakłóciła nasz spokój." Wiem, moja wyobraźnia jest strasznie wybujała :) Ale pod koniec Hera dostała moje uznanie.
    Na koniec jeszcze dodam, że współczuję strasznie Beatrice. Na początek straceni przyjaciele, teraz ta siedziba i paru bogów pragnących jej śmierci (czterech bez Hery, ale jednak). I uważam, że Zeus nie podda się tak łatwo. Swoją drogą, pewnie ją gdzieś zamknie by na pewno nie przeszła na stronę Okeanosa.
    Ale kto tam Ciebie wie :D

    Pozdrawiam i życzę weny!

    Alice_Alis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z początkiem rozdziału było mi najtrudniej, zupełnie nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Cieszę się, że Ci się spodobał. Zeus musiał się ugiąć, bo inni bogowie by go zakrzyczeli na śmierć. Hera może i jest królową, ale tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia. Oczywiście knuje różne intrygi, ale to wszystko odbywa się za plecami Zeusa, bo już kiedyś udowodnił jej, że to on rządzi. Przypomniał mi się ten fragment mitologii kiedy kazał Hefajstosowi stworzyć krzesło, które złapało ją na 50 lat bodajże xD
      Zeus z pewnością się łatwo nie podda, tym bardziej, że dalej jest przekonany, iż Beatrice mu zagraża. Jak ją jednak wyeliminuje - to pozostanie moją tajemnicą aż do kolejnego rozdziału ^^
      Dziękuję! :*
      PS. Widziałam, że pojawił się u Ciebie nowy rozdział, skomentuję go jutro rano! (:

      Usuń
    2. Ta Hera to ma ciężkie życie. Dostosowywać się do męża i to przes wieczność :)
      Ciekawa jestem co dla nas szykujesz i życzę duuuużo weny oraz czasu do pisania :)

      Usuń
  8. A jednak, a jednak <3 udało ci się dodać go szybciej! liczę na to, że następny pojawi się za tydzień xd ale miło by było!
    ten początek taki mrrrr! dobry humor mi się udziela więc nie linczuj mnie za to! chciałabym zobaczyć tą minę Bei, gdy słyszała tą piosenkę. jakoś nie specjalnie się zdziwiła, gdy zapytała o ilość dziewczyn Hermesa. to takie w jej stylu. spodziewałam się też, że wstanie i się obrazi. to też takie w jej stylu wstać i się obrazić xd
    nooo Hermes naprawdę musiał mieć dużo wtyków skoro z taką pewnością zaprowadził ją na Olimp. coś mi tu śniedzi Afrodytą xd a nie, przepraszam to perfumy!
    zawsze, gdy wyobrażam sobie bogów to jest to właśnie taka zwariowana grupa jak oni. oni muszą być naprawdę nieobliczalni skoro Zeus w końcu postanowił zrobić to co chcieli.
    Ateny nie lubię, to się nie zmieni, ale ku mojemu własnemu zdziwieniu spodobała mi się Hera. chociaż nastraszyła Bee to i ją rozumiem. chce chronić syna.... a ta w ogóle to czy on jest jej synem? jakoś tak nie mogę sobie tego przypomnieć.
    nie wiem czemu, ale odkąd przeczytałam tą końcówkę mam wrażenie, że to Bea jest tym ostatnim herosem który zginie. albo nie zginie, nie mam pojęcia. albo jest o Trey... cholera bogowie cię wiedzą!
    Z niecierpliwością czekam więc na kolejny rozdział! no i poproszę go za tydzień!
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze znasz Trice ^^ Hermes ma dużo przyjaciół wśród bogów Dwunastki, zresztą nawet gdyby ich nie miał, większość głosowałaby za przeżyciem Beatrice tylko dlatego, by zrobić na złość Zeusowi :D
      Hermes nie jest biologicznym synem Hery, ale ona od zawsze traktowała go jako swoje dziecko (:
      Co do przepowiedni oczywiście niczego nie zdradzę, dowiecie się w następnym rozdziale.
      Dziękuję! :*

      Usuń
  9. Ej, bardzo fajny ten rozdział! No tak, niby zawarłaś w nim wiele ważnych elementów, ale ja i tak prawie przez cały rozdział nie potrafiłam przestać się śmiać i szczerzyć do ekranu jak głupia. Zabiłaś mnie już na wstępie, a później nie mogłam się pozbierać.
    Jak tylko wyobraziłam sobie minę dziewczyny tuż po obudzeniu, tuż po tym jak usłyszała tą piosenkę - nie, ja wymiękam :D Hermes miał świetną zabawę. A potem było jeszcze lepiej.
    Bo tylko Beatrice była zdolna, aby zapytać boga liczącego sobie tysiące lat o tyle, ile kobiet gościło w jego życiu. Czy ona naprawdę myślała, że będzie tą jedną jedyną? Przecież to absurdalne! Jej obrażanie się nie mogło tutaj pomóc, ale i tak mnie rozbroiło.
    Trochę mniej sielankowo zaczęło się, gdy przyszło do informacji o ataku na Siedzibę. Szkoda, że tak ogólnie o tym wspomniałaś. Ja bym chętnie poznała więcej szczegółów. No, ale w sumie Bea była wyłączona z akcji i nie mogła widzieć tego na własne oczy.
    I sama nie wiem czy mam być dumna z odwagi Hermesa czy przeklinać jego ryzykowność. Przecież to wcale nie musiało się tak skończyć. O wiele więcej bogów mogło opowiedzieć się za zabiciem dziewczyny i wtedy wątpię czy mężczyzna zdołałby ją ochronić. Chyba, że miał dużo większą pewność wygranej, niż mi się wydaje... Może ktoś maczał w tym palce? Tego nie wiem, ale powiem ci, że bałam się o tą naszą bohaterkę.
    I Hera... Kurczę, nijak nie pasuje do mojej wizji żony Zeusa, ale w sumie polubiłam ją. Chociaż można uznać, że groziła Beatrice, to chyba miała czyste intencje. Chciała przestrzec ją przed losem, jaki czeka za złamanie zasad.
    Jestem ciekawa jak dalej to rozegrasz. Aż zacieram łapki czekając na nowy rozdział!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hermes ma bardzo zabawne pomysły - choćby ta piosenka. Mina Trice musiała być bezcenna. Rzeczywiście tylko ona by wpadła na pomysł, żeby pytać się boga o liczbę partnerek... i o to, czy się badał na HIV xD No niestety atak na Siedzibę nie miał być głównym tematem tego rozdziału, dlatego w zasadzie go pominęłam. Wstawiłam ten wątek tylko dlatego, by pokazać, że Okeanos nie próżnuje.
      Widzę, że Herę wszyscy polubili... Nie spodziewałam się tego ^^
      Dziękuję! :*

      Usuń
  10. Scena poranku była zabawna, ale to opis Olimpu i tego całego zamieszania, a potem rady Hery podbił moje serce tym razem. Wspaniałe opisy i dość niepokojąca wiadomość na koniec. Co teraz będzie z Hermesem i Beatrice? To, co spotkało Selene jest naprawdę naprawdę okropne. Nikomu bym tego nie życzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Beatrice i Hermesa nie przewidziałam szczęśliwego zakończenia niestety, ale o tym w następnym (już ostatnim) rozdziale (:
      Dziękuję! :*

      Usuń
  11. Hej, hej :)
    Byłam pewna, że komentowałam tego posta, ale najwidoczniej gdzieś mi w nawale obowiązków ta informacja umknęła. Co dziwne, bo pamiętam jak w sobotę rano tutaj byłam.

    Nie wierzę, że to się naprawdę między nimi wydarzyło. Hermes i Beatrice poszli do łóżka i mieli seks :D Jak usłyszałam tę piosenkę to chciało mi się śmiać, no bo, jaki facet puszcza taki utwór dziewczynie, która dopiero co się budzi? Chyba tylko Hermes to potrafi.
    I ten wybuch Beatrice po tym wszystkim. Ona naprawdę sądziła, że Viator żył w celibacie przez te wszystkie lata? Tym bardziej, że on ma ich naprawdę dużo na swoim karku, staruszek jeden.
    Skąd ja wiedziałam, że Selene wpadnie im do pokoju? Cóż, wcale nie musiała otwierać tych drzwi, mogła powiedzieć wszystko za nich.
    Nie sądziłam, że tak szybko Beatrice wybierze się na Olimp. Przecież Hermesowi i Afrodycie zależało na tym, aby ukryć, "uśmiercić" dziewczynę, a tu proszę. Zaprowadził ja do Olimp i przedstawił rodzince, a ponad to poddał głosowaniu czy przeżyje czy nie. Musiał być bardzo pewny tej decyzji. A co by zrobił, gdyby większość chciała ją uśmiercić dla własnego bezpieczeństwa?
    I ta Hera. Nie wiem co mam myśleć o tej bogini. Jakoś nie wierzę, że głosowała tak jak Zeus, tylko dlatego, że jest jego żoną. No ale, ciekawe co z tego wyniknie.

    Mam nadzieję, że dodasz szybciej nowy rozdział, czekam z niecierpliwością.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U, miał wyjść dłuższy.

      Usuń
    2. Tak, zdecydowanie tylko Hermes jest zdolny do puszczenia takiej piosenki :D
      Beatrice się zachowała "nielogicznie", ale jak sama stwierdziła, takie postępowanie ostatnio było u niej dość częstym zjawiskiem. Aż dziwne, że Hermes nie wybuchnął śmiechem :D
      Jakby Selene gadała zza drzwi to by nie było tak zabawnie, zwłaszcza z tym zasłanianiem oczu :p
      Hermes był pewien, że pozostali Olimpijczycy opowiedzą się po stronie Zeusa. Gdyby jakimś cudem się tak nie stało, jakoś uratowałby Trice - jak to zwykle robi ^^
      W komentarzu się nie liczy długość, a jakość!
      Dziękuję! :*

      Usuń
  12. Pamiętasz marudzącą, meczącą Forfeit z Niebieskim Piórem? Tak, cały czas czytam to opowiadanie i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych rozdziałów! Ten był wręcz cudowny! Nie umiem nigdy pisać komentarzy, wiec ten będzie krótki, aczkolwiek chciałam Ci napisać że jesteś wprost genialna. Najbardziej podoba mi się to, że rozdziały są dopracowane, nie zapominasz o szczegółach (np Janus i zaproszenie Afrodyty do niego). Wszystko jest logiczne i zgodne, co jest dużym plusem. Nie zapominasz o postaciach ani o tym, co uwzględniałaś wcześniej. Nie spodobało mi się tylko to, że Hera od razu spostrzegła miłość między Beatrice, a Hermesem. Jakoś.... za szybko. Chciałabym także poznać historię Selene i Endymiona. Co się stało? Może Bea wypyta Hermesa? Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością ;)
    Pozdrawiam, Forfeit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że Cię pamiętam ^^
      Dziękuję i bardzo się cieszę, że Ci się podoba, aczkolwiek sama uważam, że nie są szczególnie dopracowane i że przydałoby się sporo poprawek :(
      Historii Selene i Endymiona raczej już nie poznacie w tym opowiadaniu, bo do końca pozostał jeden rozdział, ale może Was zaznajomię z nią w kontynuacji :)

      Usuń
  13. Słońce dostajesz ode mnie nominacje na Versatile Blogger Award... ;3
    szczegóły na http://mrocznastronanieba.blogspot.com/2014/01/dostaam-nominacje-do-versatile-blogger.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie przyjmuję nominacji :)

      Usuń
  14. Kocham to ^^ Świetny rozdział :) Mam nadzieję, że między Beatrice a Hermesem wszystko będzie dobrze i (może to jest naiwne) on zrobi ją nieśmiertelną :P Ja tam właśnie lubię Atenę za ten jej rozsądek :) Chociaż zawsze wydawała mi się zbyt oziębła... Fajnie przedstawiłaś tutaj Afrodytę:) Zawsze kojarzyła mi się z tą tandetną miłością, a tutaj przynaniej ma sympatyczny charakter a nie plastiku XD A tak w ogóle to zastanawiam się czy Selene nędzie kiedyś szczęśliwa... Lubię ją, a ma taką smutną przeszłość... Fajnie by było gdyby wszzystko się naprawiło było dobrze :) Wiem, że to nie jest ani oryginalne, ani ciekawe, ale mimo wszystko warto pomarzyć :D
    P.S.: Zapraszam na kolejny rozdział :) Nie wiem czy tutaj mg spamować, ale zastanawiałam się czy do spamownika zaglądasz, a tutaj widzę, że często wchodzisz :) Ale jak coś jest nie tak to mów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Afrodyta w moim wyobrażeniu zawsze właśnie była miła. Głupiutka, ale z wielkim sercem.
      Ja nie lubię wesołych zakończeń, są zbyt przewidywalne, dlatego w Zaplątanych przygotowałam coś... ciekawego :D
      Do Ciebie postaram się jeszcze dzisiaj zajrzeć, widzę, że litery już są większe, więc spokojnie przeczytam ^^
      Dziękuję!

      Usuń
    2. To się cieszę :D No wiem, że nie można liczyć na dobre zakończenie i myślę, że to jest lepsze rozwiązanie :) Po prostu kiedy lubi się jakoś postać, to nawet podświadomie chce się, aby miała ona szczęśliwe życie i to właśnie czuję do Beatrice :D

      Usuń
  15. Ta piosenka mnie zadziwiła... Jak ją znalazłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczyła pozytywnie czy negatywnie? :D Znalezienie nie było trudne zważając na to, ile ma wyświetleń. Lubię Akona, więc w końcu odkryłam i tę piosenkę ^^

      Usuń
    2. Oczywiście, że pozytywnie :D

      Usuń
  16. Nie ma to jak głosowanie bogów :)

    OdpowiedzUsuń
  17. pomysł z głosowaniem bardzo mi się podobał. Pseudodemokracja także przykuła moją uwagę i mogłabym powiedzieć o niej, że jest niemal jak ta w Polsce. Głosujemy na prezydentów i innych takich, ale odnośnie tego co naprawdę nas interesuje czyli czy chcemy 500+, czy żądamy kary śmierci, to już głosowań nie robią, a moim zdaniem takie byłyby potrzebne.
    Nie rozumiem jednak dlaczego Beatrice miałaby podzielić los "Śpiącego Królewicza", przecież to w ogóle nie ma z sobą żadnego związku, bo kto wpędził go w ten wieczny sen? Czy ta sama osoba mogła by wpędzić do niego Beatrice? Pojawiła się już?
    Brakło mi porządnego opisu seksu, zważywszy na to, że był to pierwszy raz dziewczyny, no ale okay, rozumiem, że to nie jest erotyk.

    „Się nie zdarza taka miłość...”
    „Prawdziwa Legenda”
    „Samotna Królewna”
    „Na kartkach pamiętnika...”
    „Zostaw uchylone...”
    „Polecam co przeczytałam” – recenzje
    „Taka Miłość, czyli moja twórczość” – blog autorski

    OdpowiedzUsuń

Herosi